7. PO DRUGIEJ STRONIE ENKLAWY
Inny kierunek pieszych wędrówek wiedzie przez las na tyłach Przykopu do
ostatniego gospodarstwa przy murowanej kapliczce, wokół której rosną kępy
aromatycznej macierzanki. Za kapliczką wchodzę na asfalt. Po kilkuset metrach
przechodzę na drugą stronę szosy i zanurzam się w leśną drogę do Bałdy.
Dukt niebawem się rozwidla. Lewe ramię wiedzie do Kopanek wzdłuż ogrodzenia
oddzielającego rozległe pastwiska i łąki od sosnowego boru.
Środkowe ramię prowadzi do zalesionej już
poręby, nad którą góruje bór porastający grzbiet moreny. Idę potem szpalerem
brzóz. Jesienią, gdy zawieje wiatr, z ich gałęzi sypie się śnieg liści,
pokrywając podszyt z suchej trawy, grzybów, wrzosów, macierzanki. Do
matecznika bobrów dosłownie kilka kroków.
Jeszcze tylko przytulony do sosen samotny dąb, ulubiony obiekt fotografii pod światło porannego wiosennego słońca; brązowe liście emanują ciepłem. Jeszcze tylko spłoszona sarna, odbiegająca w zagajnik na morenie.
Kolejne rozwidlenie dróg, zakręt i oto schodzę ku dolinie bobrów. Wzdłuż grobli po nieistniejącym XIX wiecznym młynie. Przez niektórych mylnie utożsamianej ze staropruskim wałem obronnym.
Jeszcze tylko przytulony do sosen samotny dąb, ulubiony obiekt fotografii pod światło porannego wiosennego słońca; brązowe liście emanują ciepłem. Jeszcze tylko spłoszona sarna, odbiegająca w zagajnik na morenie.
Kolejne rozwidlenie dróg, zakręt i oto schodzę ku dolinie bobrów. Wzdłuż grobli po nieistniejącym XIX wiecznym młynie. Przez niektórych mylnie utożsamianej ze staropruskim wałem obronnym.
Biskupia aleja |
Ostatnie prawe ramię rozwidlenia, kiedy wyłania się z lasu, zostaje ujęte w szpaler pomnikowych drzew: lip, jesionów i klonów poddanych konserwacji przyrodniczej i objętych ochroną. Wzdłuż alei ustawiono głazy pamiątkowe i tablice z nazwiskami wszystkich biskupów archidiecezji warmińskiej od Anzelma z Elbląga powołanego w 1250 roku po współczesnych.
Biskupia aleja przecina się z drogą łączącą Bałdy
z Małszewem i Bałdy Piecem. Idąc prosto, zmierzam nad jezioro Gim o
krystalicznej toni. Ukryte w lesie za samotnymi gospodarstwami i domkami
rekreacyjnymi pobudowanymi wiele lat wcześniej niechętnie otwiera swoją
panoramę.
Droga nad Gim oddziela dwa światy: puszczański
las, dochodzący aż do jeziora Dłużek, od rozległych pól uprawnych i szkółek
doświadczalnych sięgających granicy Butryn, skrywających anteny do
przechwytywania sygnałów ze Słońca, gwiazd z sąsiedztwa Układu Słonecznego i
pulsarów Drogi Mlecznej.
Kiermas warmiński w Bałdach jest okazją do ustawiania kolejnych głazów
pamiątkowych poświęconych historycznym, duchowym władcom Warmii. Przypadkiem,
mimo tłumu, udało mi się zrobić chyba najbardziej niewymuszone zdjęcie
udręczonego już chorobą Józefa Glempa, który w 2009 r. poświęcił ufundowany
przez ambasadora Węgier głaz upamiętniający Andrzeja Batorego, biskupa Warmii z
nadania Stefana Batorego, jego stryja i zarazem króla Rzeczypospolitej Obojga
Narodów.
W 2010 roku starania między innymi Edmunda Czarneckiego z Butryn doprowadziły do udziału w kiermasie Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego, doktora Bruno Plattera, który odsłonił głaz poświęcony Henrykowi Vogelsangowi, jednemu z pierwszych biskupów warmińskich. Po kiermasie na zaproszenie Lecha Kaczyńskiego (potwierdzone przez Bronisława Komorowskiego) Bruno Platter wziął udział w uroczystościach poświęconych sześćsetleciu bitwy pod Grunwaldem. Jego pobyt w Polsce zwieńczyło poświęcenie 1 sierpnia 2010 roku krypty wielkich mistrzów w katedrze świętego Jana w Kwidzynie [Wikipedia].
Andrzej Kopiczko [2] dociekł, że bałdzkim traktem do Butryn i Przykopu na pewno przejechali obejmujący diecezję warmińską biskupi: Mikołaj Szyszkowski (1634), Michał Radziejowski (1681), Jan Stanisław Zbąski (1689), Teodor Potocki (1712), Krzysztof Andrzej Jan Szembek (1724), Adam Stanisław Grabowski 1741), Ignacy Krasicki (1767).
Wyprawiając się pieszo nad Czerwonki, jeziora wypełniające leśne rynny między Nową Wsią a Łajsem, zaczynam od przydrożnej lipy, która na przełomie czerwca i lipca przyciąga roje pszczół. Lipa wtedy nuci. Idę od punktu informacyjnego piaszczystą drogą do Kopanek. Wzdłuż rozległego pastwiska za nowymi domami i przydrożnymi brzozami, przez gałęzie których przenikają smugi słonecznego światła, rozpraszając mgły nad murawą.
O świcie konie zalegają w sosnowym zagajniku nad wąwozem Przykopskiej
strugi. Z wysokiej na kilka metrów grobli z przepustem, przenoszącej wiejską
drogę do Kopanek, fotografuję klacze i źrebięta pijące wodę ze
strumienia.
Mijam potem steraną życiem wierzbę o nieprawdopodobnie skręconym pniu i konarach, zagajniki, obejście hodowcy koni, w końcu otwarte pole po lewej obramowane sosnami i drzewiastymi jałowcami. Na rozstaju idę raz drogą między Czerwonkami a raz ścieżką, która wyprowadza mnie nad zatokę Dużej Czerwonki od strony Nowej Wsi. Oba kierunki obiecują wrażenia.
Szlak w stronę Kopanek prowadzi wprost do lasu, który z każdym krokiem
staje się starszy, powabniejszy, wstępuje na wydmę, zasłaniając niebo. I tak aż
do drogi z Nowej Wsi do Łajsu. Przechodząc przez nią, spodziewam się przygody.
Jest w zasięgu ręki.
Wspinam się na grzbiety moren. Schodzę w
kotliny. Patrzę na wyniosłe sosny w otoczeniu grabów, dębów, buków, świerków o
gęstych koronach, wejmutek o gładkich pniach i miękkich pięcioigłowych
pęczkach. Dorosłe wejmutki wzrostem nie ustępują najstarszym sosnom.
Przed Dużą Czerwonką droga opada w wąwóz. Zjeżdżając rowerem, lubię poddać
się szybkości. Wiatr owiewa twarz, naciska na mnie jak na żagiel. W uszach
świst aż do następnego podjazdu, skąd widać olchowy łęg nad jeziorem.
![]() |
Duża Czerwonka jesienią |
Zarastająca jeżynami i malinami droga wiedzie skarpą. Między drzewami widać przebłyskującą taflę turkusowej wody. Gdzieniegdzie można zejść nad sam brzeg i oglądać panoramę jeziora. W przejrzystej toni widać spacerujące raki; wygrzewające się w plamach słońca krasnopióry o ciemnych czerwonych płetwach; napastliwe okonie, polujące na narybek płoci, uklei, kiełbi, krąpi; drobne węgorzyce z uwielbieniem zakopujące się w czystym dennym piasku; szczupaki śmigające na płyciznach w pogoni za upatrzoną ofiarą.
Piaszczyste płycizny zarosły zagajnikami rdestnic. Wzdłuż brzegów ciągną się pasemka trzcin i sitowia. Dno jeziora opada gwałtownie, a woda ze słomkowej zmienia barwę na błękitną i ciemno-zieloną. Stanąwszy na skarpie ze słońcem nad głową, ujrzysz jej turkusowy odcień.
Patrząc nań, odczuwasz nieprzepartą potrzebę zanurzenia się. Tyle że po
wejściu czeka niespodzianka. Woda z wierzchu ciepła w promieniach słońca, pod
spodem jest chłodna. Kiedy zanurkujesz, dopadnie cię trzęsące zimno.
Brzegami jeziora są wyniosłe stoki. Wspinaczka po nich kończy się zadyszką.
Chodzę więc drogą w cieniu leszczyn, olch, grabów, mijając maszty sosen,
świerki, skryte w gąszczu dęby i buki. Zaglądam w ścieżki. Słucham plusku fal,
skaczących ryb, nurkujących perkozów, furkotu niewidocznych ptaków, trzasku
gałęzi roztrącanych przez spłoszone zwierzęta, szeptów wędkarzy, gdy przyjdą na
kładkę w zakolu od strony Nowej Wsi, albo skorzystają z łódki cumowanej w
prowizorycznej przystani na cyplu. Z tego miejsca można zajrzeć w przeciwległy
koniec jeziora. Łagodne zejście do wody zachęca do pływania.
Za cyplem otwiera się zatoka. Okrążywszy jej podmokłe i zarośnięte brzegi, włażę na ścieżkę między pokrzywami i zaroślami łozy, depczę trzęsący się grunt, wchodzę na zmurszałą kładkę, by stanąć na niebudzącym zaufania pomoście wśród białych grzybieni, owalnych liści, łodyg tataraków i wodnej pałki, wśród zalegających śniegiem kwiatków wywłócznika, zawieszonych w toni rdestnic, między kępami osoki aloesowatej, utrzymującej muliste dno w ryzach.
Fotografuję wygrzewające się na szczeblach kładki żaby i jaszczurki. Są tak
zauroczone słońcem, że dają się uwieczniać w macro. Powietrze syci się aromatem wody, tataraku, pylących
sosnowych kwiatów, wypełnia bzyczeniem owadów, godowym rechotem żab, furkotem
ptaków przelatujących nad polaną, dotyka powiewem porannego wiatru, mówi
krzykiem przelatujących żurawi, kwileniem czarnych dzięciołów lub myszołowów.
Za zakolem jest plaża. Jej wąski pas wciska się pod osypującą się skarpę stromego stoku. Sosny wyrastają z palisady obnażonych korzeni, wbitych w osypujący się piach. Przed wojną był tutaj pomost z przebieralnią. Cała Nowa Wieś przychodziła nad jezioro pływać i dokazywać [6].
Nieopodal rósł dąb – pomnik przyrody. Został po nim ogromny pniak. Dąb
wycięto, gdy osypał się z konarów. Oglądałem stojące drzewo pod koniec lat
osiemdziesiątych. Jego mocarne ramiona nie rodziły już liści ani żołędzi.
Za kładką czeka mozolna wspinaczka na wzniesienia otaczające jezioro.
Gdzieś na nich były podłużne wały obronne [12], [13]. Chroniły – podobno –
drogę łączącą galindzkie terytorium Berting
nad Kośną ze źródłami Łyny.
Alternatywą spacer wschodnim brzegiem między wykrotami, pniami powalonych
drzew, wśród malin i jeżyn, pod paprociami, gałęziami olch, leszczyn, osik,
obok ścieżek wydeptanych przez dziki i jelenie, w sąsiedztwie niepozornych
miejsc do kąpieli z ławeczkami postawionymi przez wędkarzy, albo nad
pochylonymi drzewami przysposobionymi do skoków.
Najpiękniejszy jest cypel pod masztowymi sosnami, których kora u spodu została nacięta przez zbieraczy żywicy. Schodzi się nań stromą ścieżką ze skarpy. W maju i czerwcu słońce oświetla zielony dach olchowych liści. Jeśli uchwycisz ten moment z górującego nad turkusową wodą miejsca między pniami, zdjęcie musi być efektowne. To najlepsze kąpielisko. Tuż obok jest kameralna zatoczka, w której można obserwować ryby, raki, ślimaki o ciekawych kształtach, żaby, zapuszczające się na płycizny zaskrońce, a nad wodą padalce wygrzewające się na ściółce w plamach światła.
Mała Czerwonka nie dorównuje urodą Dużej, choć jest niewiele mniejsza i
także otoczona wyniosłymi brzegami. Woda w niej mętniejsza, podatniejsza na
kwitnienie glonów, zaś szata przybrzeżnych zarośli uboższa. Drugi koniec
jeziora skrywa łagodnie nachyloną łąkę i kąpielisko o niezbyt głębokiej
toni. Mała Czerwonka jest też płytsza. Jej dno nie opada tak szybko jak w
Dużej Czerwonce.
Najpiękniejsze miejsca ogląda się ze ścieżki wzdłuż jej północnego brzegu.
Póki drzew nie okryje listowie. Z grzbietu moreny między kolumnami sosen
wczesną wiosną otwiera się widok na nisko rozlane tafle obu jezior.
Wzdłuż południowo-zachodnich brzegów obu jeziorek wiedzie przecinka. W pewnym miejscu opada stromo w szpalerze wejmutek i sosen, a potem wznosi się na kolejne wzgórze. Stanąwszy w odpowiednim miejscu masz szansę na zdjęcie, które przywodzi na myśl bieszczadzkie krajobrazy. Jedno z nich trafiło na tablicę powitalną Nowej Wsi. Nie domyślisz się w pierwszej chwili, że to Warmia. Lecz to właśnie ona, chociaż na skraju. Krok dalej jest już historyczna granica z Mazurami. W Łajsie.
Łajs - widok z Kośna |
Źródła:
[2]
Praca zbiorowa pod redakcją Izabeli Lewandowskiej: Trwanie Warmii 600 lat
Butryn. Urząd Gminy w Purdzie, Agencja Wydawnicza REMIX. Purda – Olsztyn 2012
[6]
Cornelia Hanitz-Engelke: Erste ermländische evangelische Landkirche Neu
Bartelsdorf 1888-2018. Wydanie własne autorki. Ahrensburg 2018.
[12]
Robert Klimek: Wały podłużne w Nerwiku, gmina Purda, województwo
warmińsko-mazurskie. Pruthenia tom I 2006. Str. 112,
[13]
Robert Klimek: Funkcjonowanie i obecny stan zachowania średniowiecznych wałów
podłużnych w południowej części dominium warmińskiegoPruthenia tom III 2008
Hej, witaj Piotrze
OdpowiedzUsuńTak się składa, że pięćdziesiąt kilka lat temu byłem na obozie harcerskim nad Jeziorem Dłużek. Z przyjemnością obejrzałem tamte okolice. Do obozu od miejscowości Dłużek szło się szosa na północny zachód a następnie skręcało w leśną drogę idącą na północ w pewnej odległości od jeziora. Do jeziora prowadziła droga, która zapewne w czasie Drugiej Wojny Światowej była utwardzona pionowo umieszczonymi kawałkami żerdek sosnowych. Wtedy były resztki tego utwardzenia, teraz chyba nie ma po nim śladu.
Zaciekawił mnie ciekawy motyw historyczny związany z poświęceniem przez kadynał Józefa Glempa kamienia upamiętniającego Andrzeja Batorego, biskupa Warmii. Świetnie go uchwyciłeś swoim aparatem.
Dowiedziałem się też o udziale Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego, doktora Bruno Plattera, który odsłonił głaz poświęcony Henrykowi Vogelsangowi, jednemu z pierwszych biskupów warmińskich.
Jak zwykle, mogłem zobaczyć pikną przyrodę.
Dziękuję i pozdrawiam
WłodekK
Obudziłeś we mnie miłe wspomnienia.