środa, 20 czerwca 2018

Marózka w czerwcu


Marózka rzeźbi


Spływy Marózką zaczęły się już w połowie niezwykle ciepłego kwietnia. Przegapiliśmy ten moment. Przespacerowaliśmy się kajakiem w przełomie Marózki od Swaderek do Kurek dopiero 9 czerwca, tracąc mnóstwo wiosennych widoków. W sobotę wczesnym rankiem przed ludycznymi spływami, które dewastują naturę tej niepowtarzalnej rzeki. Trwał zaledwie dwie i pół godziny. Mimo, że nie wiosłowaliśmy. To przez wysoką wodę i usunięte przeszkody, które tak ubarwiały spływ, stawiając wymagania i ucząc rozwagi.


Od zeszłego roku Marózka przeszła niekorzystną metamorfozę. Stare świerki na krawędzi skarpy, gdzie zimorodki miały swoje gniazda, runęły. Nowe gniazda zobaczyliśmy kilkaset metrów wcześniej – owalne norki w ścianie podmytego brzegu. Na szczęście nurt w tym miejscu jest silny, więc większość kajakarzy nie domyśli się nawet, że płynie przez wyjątkowe miejsce.

Krzyżówki


Pani tracz



Dzikie kaczki i tracze narażone na nadmierną obecność kajakarzy już utraciły instynkt ucieczki. Pozwalają się fotografować z niewielkiej odległości, cierpliwie czekając, aż przepłyniemy obok. To źle rokuje. Kiedy zmienią miejsce na bardziej otwarte, narażą się na ataki drapieżników.

Czapla siwa


Czapla z antenką



Spływaliśmy jak zwykle z jeziora Pawlik. Po opuszczeniu ujścia Marózki w Swaderkach natknęliśmy się na łabędzie w pobliskim trzcinowisku, a zaraz potem na czaplę, która rozglądała się wokół z wierzchołka starej olchy. Nic sobie nie robiła z natrętnych fotografów, chociaż jej koleżanka odleciała w popłochu w drugi koniec akwenu. Pierwszy raz udało mi się przeprowadzić taką wiwisekcję. Nieomal dialog bez słów, w pełnym słońcu, nakreślający psychologiczny portret siwej czapli.

Fot. Małgorzata Karkoszka

Fot. Małgorzata Karkoszka

Fot. Małgorzata Karkoszka

To nie ostatnie tak efektowne spotkanie. W połowie spaceru wpadliśmy w podwójny zakręt bystrej rzeki pod świerkami porastającymi stok doliny. Walczyłem z kajakiem i kaczką, która zasiadła na kłodzie. Tak mnie zafrapowała, że straciłem z oczu najbliższe otoczenie, zwłaszcza część przed dziobem kajaka.

Fot. Małgorzata Karkoszka

Fot. Małgorzata Karkoszka

Na szczęście Małgosia czuwała. Płynęliśmy prosto na sarnę stojącą w rzece. Na widok wycelowanego obiektywu wyskoczyła na brzeg. Zapewne spodziewała się jakiegoś ataku. Jednak nie uciekła. Fotografując kaczkę, odłożyłem wiosło. Zamieszanie ucichło. Sarna spojrzała wtedy w obiektyw Małgosi. Co za portrety!

Fot. Małgorzata Karkoszka

Fot. Małgorzata Karkoszka

Do końca nie domyśliłem się, że była bohaterką foto-sesji. Po sfotografowaniu kaczki chwyciłem za wiosło. Dopiero po chwili usłyszałem:
- Mam sarnę.
- Gdzie?
- Nie widziałeś?
- Zaśby…



Na piskliwce polowaliśmy przez kilka kilometrów. Wielokrotnie podpływaliśmy na odległość fotograficzną, lecz w ostatniej chwili wylatywały z kadru w dół rzeki. Jeden wyfrunął mi nieomal spod ręki, gdy walczyłem z nurtem, by nie dać się zepchnąć w wykroty. Dopiero na bagiennym odcinku przez Jeziorem Świętym udało się dojść płochliwe ptaszę, pozujące na wynurzonej kłodzie, która utknęła na piaszczystej mieliźnie między oczeretami brzegów. Z kilkunastu pośpiesznych ujęć wyszły tylko te dwa. Najwyraźniejsze, jakie udało mi się zrobić w ciągu ostatnich kilku lat. 



Zaraz potem usłyszeliśmy kwilenie błotniaka szybującego hen nad drzewami. Dał się nawet sfotografować, zanim zniknął nad zarośniętym rozlewiskiem Marózki.


Największy zawód sprawił mi rybołów szybujący nad hodowlą pstrągów w Kurkach. Nie dał się złapać w obiektyw, chociaż kołował nisko nad sosnami i mostem drogowym, za którym rozlewają się betonowe baseny. Kiedy wydawało się, że już go mam, zostałem oślepiony przez słońce. Świecące wprost na wyświetlacz aparatu… Cóż. Zjawiskowy ptak odleciał, a jak tuż po nim odjeżdżałem do Kurek…







Za mostkiem na drodze ze Swaderek do Orzechowa Marózka przyjęła nas cienistym wnętrzem. Aparaty rozgrzały się do czerwoności. Światło poranka było jeszcze w miarę miękkie. Kontrasty nie oślepiały. Łagodny nurt powiódł pod gałęziami drzew, wzdłuż obnażonych korzeni, między konarami wystającymi z dna, nieprzystępnymi brzegami, w towarzystwie kaczorów i nielicznych kaczek pozujących w prześwicie. Ptaki spływały przed nami, ani myśląc odlatywać. Za mostkiem przyozdobionym wątpliwej jakości banerem (uniemożliwiającym fotografowanie tego urokliwego obrazu) krzyżówki pochowały się w zasiekach z powalonych drzew. Minąwszy rozjaśnioną łąkę, wpłynęliśmy w spowity mrokiem tunel. To początek przełomu Marózki. Od tego momentu płynie się wąwozem przez zakręty, bystrza, płycizny, obok osuwisk, klifów, stromych zboczy, w środku puszczy pochylonej nad wodą…











Dalej znajome obrazy. Zamiast powtarzającego się opisu wrażeń kalejdoskop wybranych zdjęć pod wpisem.











Foto-wrażenia z Marózki