Spacer z Nowego Przykopu do Nowej Wsi wydaje się najmniej interesujący.
Póki krętą drogą nie dojdziesz do płaskich pól i podmokłych łąk, gdzie czajki
usiłują odchować młode w kałużach pokrytych trawą, gdzie żurawie łażą między
krowami, wiodąc różowe pisklęta…
Gdzie rosną pokręcone wierzby, siedziby
warmińskich kłobuków. Niektóre z nich sięgają konarami nieba.
Inne spróchniały ze szczętem, zostawiając po sobie kikuty wydrążonych pni z dziurami, przez które oglądasz świat jak przez okno.
![]() |
Kłobuk |
Inne spróchniały ze szczętem, zostawiając po sobie kikuty wydrążonych pni z dziurami, przez które oglądasz świat jak przez okno.
Do ściany boru ciągną się łąki z rowami odwadniającymi. Za kolejnym siedliskiem na płaskiej łące widać już zwartą zabudowę Nowej Wsi i dużego gospodarstwa z paszarnią, wykopanym stawem, pryzmami sprasowanej słomy.
Do Nowej Wsi można też inaczej. Asfaltową drogą z Przykopu. Szpalerem
przydrożnych drzew. Nad przepustem odprowadzającym wodę z przykopskich pól do
Przykopskiej Strugi. O świcie, we mgle albo w brzasku wjazd do warmińskiej
ulicówki spowija tajemnica. Wieś utraciła po części stary układ urbanistyczny
uwidoczniony jeszcze na mapie z 1939 roku [6].
Widok zamglonych pól – bywa – odciąga mnie od Nowej Wsi. Wtedy schodzę pod
puste niebo w woalu nieśmiałych chmur i lotniczych smug kondensacyjnych.
Zanurzam się w skrzącej trawie. Zgarniam nogawkami rosę i pajęczyny. Rozglądam
się, szukając zwierząt i ptaków.
Świt tumani. Sarny niewiele widzą. Żurawie, mimo fantastycznego wzroku i
słuchu, dają się podejść. Dziki są nieostrożne, gdy ryją w darni, szukając
gryzoni i owadów. Obrazy we mgle stają się liryczne i kosmiczne zarazem.
Kiedy słońce przykrywa smuga obłoku albo cień ptaka, zaczynam sądzić, że to Jowisz widziany kamerami satelitów. Tkaniny pajęczyn na tle świetlistej mgły frapują.
Kiedy słońce przykrywa smuga obłoku albo cień ptaka, zaczynam sądzić, że to Jowisz widziany kamerami satelitów. Tkaniny pajęczyn na tle świetlistej mgły frapują.
Śledząc dzika przelatka, schodzę nad Przykopską Strugę. Odczuwam niepokój. Niby jestem w pobliżu siedlisk. Dostrzegam ślady ludzi. Słyszę pasące się krowy i konie. Niby znam okolicę. Wiem, że odnowiono melioracje. A jednak niepokój narasta. To nie przestronny las. Wkraczam do łęgu. Odkrywam zbielałe czaszki i kości zwierząt. Ziemia mokra. Podszyt nieprzyjazny. Struga zarośnięta rzęsą. Tamy z gałęzi przetkanych wikliną i błotem przegradzają uśpiony nurt. Korytarze bobrów pod rozmiękłą darnią do podziemnych nor ustępują pod obuwiem.
Stąpam coraz mniej pewnie. Chcę zawrócić, lecz las kusi. W oddali
dostrzegam prześwit, a w nim kolejną zastawkę kanału. Stanąłem nad ścieżką
wydeptaną w zarośniętej odnodze rowu melioracyjnego. Obok brzozowej kłody.
Pomyślałem, widząc odciski błoniastych łap:
- Skoro bobry mogą, to czemu nie ja?
Błąd. Pierwszy krok z trawy. Noga ugrzęzła po kostki. Zamiast się cofnąć -
drugi krok. Noga wpadła po kolano. Grzęzła coraz głębiej. Nie znalazłem
podparcia. Zrobiło się niemiło. Spróbowałem wzorem barona Münchhausena wyciągnąć siebie za
włosy. Nie podziałało. Położyłem się grzecznie w pokrzywach na drugim brzegu.
Próbowałem podciągnąć się na rękach. Pięści zapadły się w błocko. Musiałem
rozewrzeć dłonie. Zacząłem wyciągać nogę z brei. Mozolnie. Co za opór materii!
Gorszy niż sto lat wcześniej na torfowisku, gdzie zbłądziłem za żurawiną. Nie
miotałem się. Znalazłem w sobie cierpliwość. Poskutkowało… Usiadłszy na
brzozowej kłodzie, z której mogłem przecież skorzystać wcześniej, ogarnąłem się,
spakowałem aparat do plecaka (o dziwo wyszedł z przygody czysty i suchy).
Wybrałem kierunek – najbliższą zastawkę rowu melioracyjnego, do której musiała
prowadzić jakaś ścieżka.
Powoli wycofałem się z tego nieprzyjaznego miejsca. Zaczynałem współodczuwać z XIX wiecznymi osadnikami, którzy podjęli egzystencję na wydmach w otoczeniu bagien i torfowisk… Ta wyobraźnia. Po przekopaniu ujścia dla nadmiaru wody do Jeziora Łajskiego dzisiejsze grzęzawiska to tylko błotne kałuże.
Powoli wycofałem się z tego nieprzyjaznego miejsca. Zaczynałem współodczuwać z XIX wiecznymi osadnikami, którzy podjęli egzystencję na wydmach w otoczeniu bagien i torfowisk… Ta wyobraźnia. Po przekopaniu ujścia dla nadmiaru wody do Jeziora Łajskiego dzisiejsze grzęzawiska to tylko błotne kałuże.
Obcowanie z naturą znajomych – zdawałoby się –
kątów bywa zaskakujące. Obcowanie z historią niesie podobne emocje. Cornelia
Hanitz-Engelke, która dołączyła do spotkania Heleny Piotrowskiej (pisarki) z
rodziną Popławskich z Nowej Wsi, przekopała się przez archiwalia, odsłaniając
ewangelicką część historii tego miejsca. Zdumiony oglądałem przedwojenne
zdjęcia. Poblakłe. Postrzępione.… Przyczynkarskie do rozważań o nieubłaganym
przemijaniu czasu…
Od lewej: Martyna Gołaszewska, Cornelia Engelke, Paulina Popławska, Paweł Popławski, Łucja Mache, Helena Piotrowska |
Przez tysiące lat Warmia i Mazury były terenem plemiennych przypływów i
odpływów. Najpierw myśliwi za ustępującym lodowcem; po nich przybysze
praktykujący prymitywne rolnictwo i osadnictwo: przedstawiciele kultur ceramiki
sznurowej, amfor kulistych, wielbarskiej, przeworskiej, bogaczewskiej….
Potem Celtowie, Goci, Germanie, Jaćwingowie, Prusowie podzieleni na kilkanaście plemion; handlujący z Bizancjum, z Sasami, Frankonami, Alemanami; koegzystujący z Wikingami, plemionami ugrofińskimi i Słowianami… Jeszcze potem Warmiacy i Mazurzy na fali przypływu w okresie tworzenia i rozwoju diecezji warmińskiej w strukturze państwa zakonnego i odpływu skutkiem tragicznych wydarzeń II wojny światowej… Wędrówka ludów w czasie i przestrzeni…
Potem Celtowie, Goci, Germanie, Jaćwingowie, Prusowie podzieleni na kilkanaście plemion; handlujący z Bizancjum, z Sasami, Frankonami, Alemanami; koegzystujący z Wikingami, plemionami ugrofińskimi i Słowianami… Jeszcze potem Warmiacy i Mazurzy na fali przypływu w okresie tworzenia i rozwoju diecezji warmińskiej w strukturze państwa zakonnego i odpływu skutkiem tragicznych wydarzeń II wojny światowej… Wędrówka ludów w czasie i przestrzeni…
Z punktu widzenia mieszkańców Nowej Wsi i Przykopu, pamiętających czasy
rozcięte cezurą II wojny, nie da się jednak tej części historii oceniać w
kontekście filozoficznego panta rhei. To jedno zdjęcie tablicy
poświęconej mieszkańcom Przykopu, zabitym 21 stycznia 1945 roku przez
czerwonoarmistów gwardyjskiego korpusu kawalerii generała Nikołaja
Oślikowskiego, wyjaśnia wszystko.
Nie odważę się niczego komentować i osądzać. Enklawa, która do 1945 roku
uniknęła bezpośredniej wojny, została nią dotknięta w sposób niewyobrażalny [2].
Nawet Aleksander Sołżenicyn, oficer Armii Czerwonej, który doświadczył
okrucieństwa hitlerowców, nie mógł znieść barbarzyństwa własnych rodaków. Za
stawanie w obronie cywilów pod Elblągiem został oskarżony o zdradę i trafił na
lata do Archipelagu Gułag…
Zaskakuje to, że kościół w Nowej Wsi (w granicach przecież katolickiej
diecezji warmińskiej) ma ewangelickie korzenie. Za przyczyną Mazurów zatrudnionych
w hucie szkła w Jełguniu. Po jej likwidacji większość z nich przeniosła się do
Nowej Wsi, tworząc własne środowisko religijne.
O kościele tym Hubert Bauman [8] napisał:
„Najciekawszym z (…) późnych kościołów jest ten w Nowej Wsi (…).
Intrygująca jest już sama lokalizacja kościoła na najwyższym wzniesieniu
miejscowości, co przy smukłych proporcjach i otaczających kościół wysokich
drzewach daje bardzo ciekawy efekt wizualny (warto dodać, że wieś zachowała
pierwotny układ zabudowy). Kościół wyróżnia także ciekawe zastosowanie
triforiów w nawie bocznej oraz nietypowy układ bryły: dach narteksu jest
prostopadły w stosunku do nawy głównej. Chociaż pozbawiony jest ozdobnych
fryzów czy schodkowych szczytów, kościół sprawia wrażenie rzetelnej
architektury będącej dziełem doświadczonego projektanta. Został on zbudowany
dzięki olsztyńskiemu duchownemu Johannesowi Hassensteinowi, a kamień węgielny
położono podeń 22 listopada 1883 r. Dzięki wstawiennictwu nadprezydenta
prowincji Prusy Wschodnie, Albrechta Heinricha von Schlieckmanna, datki na
budowę kościoła przeznaczył między innymi sam cesarz”.
Nowowiejski krajobraz |
„Zunächst war eine Kirche ohne Turm
geplant. Dass sie aber wirklich einen schönen schlanken Turm bekam, dankt die
Gemeinde dem Oberpräsident v. Schlieckman und seinem tatkräftigen Eintreten für
den Bau. Eines Tages kam er ganz unerwartet von Neidenburg her in Neu
Bartelsdorf an, ließ sich auf
den Kirchbauplatz hoch oben auf dem Berge hinführen, wo schon seit Jahren die
Steine zu den Grundmauern lagen und sagte, nachdem er sich umgeschaut:
- Was hier soll eine Kirche ohne Turm stehen! Die Kirche muss einen Turm haben,
ich will dafür sorgen!
Bei seiner nächsten Anwesenheit ging er zu Seiner Majestät, dem Kaiser
Wilhelm I, trug ihm die Sachlage vor und bat um 9000 Mark zum Turm aus der
kaiserlichen Schatulle, erhielt się auch sogleich zugebilligt. Als Minister und
Regierung davon Kenntnis bekamen, drückten się ihm wohl ihr Missfallen aus, das
er mit Umgehung des gesetzlichen Weges sich unmittelbar an den Kaiser gewandt.”
Po całej sprawie Albrecht powiedział Johannesowi:
- Ich steckte lachend meine Rüge in die Tasche und Sie haben Ihren Turm!
(Dostałem wprawdzie naganę, ale za to wy macie swoją wieżę!).
Owo zdarzenie, dowodzące emocjonalnego zaangażowania pruskich urzędników w
sprawy wiernych, przesądziło o architektonicznym i przestrzennym krajobrazie
Nowej Wsi.
Wieżę kościelną wciąż widać z daleka, chociaż sam kościół skrył się za sosnami porastającymi stoki zniwelowanego pagórka.
Wieżę kościelną wciąż widać z daleka, chociaż sam kościół skrył się za sosnami porastającymi stoki zniwelowanego pagórka.
- Albrecht von Schlieckmann, doktor honoris causa filozofii
Uniwersytetu w Königsbergu.
Nowa Wieś i subtelny uśmiech królewieckiego guru filozofii, Immanuela
Kanta, nad nią – coś w tym jest…
Źródła:
Źródła:
[2]
Praca zbiorowa pod redakcją Izabeli Lewandowskiej: Trwanie Warmii 600 lat
Butryn. Urząd Gminy w Purdzie, Agencja Wydawnicza REMIX. Purda – Olsztyn 2012
[6]
Cornelia Hanitz-Engelke: Erste ermländische evangelische Landkirche Neu
Bartelsdorf 1888-2018. Wydanie własne autorki. Ahrensburg 2018.
[8]
Hubert Ludomir Bauman: Ewangelickie kościoły na Warmii. Źródło internetowe: www.academia.eu
[9] Johannes
Hassenstein: Die Geschichte der evangelischen Kirchen im Ermland seit 1772”.
Allenstein 1918.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz