 |
Kośna o świtaniu |
Znowu Kośna. W klimacie upalnego sierpnia. O świcie
było ponad 20 oC. Mgła spowijała krajobraz Przykopu. Słońce świeciło
nad horyzontem, rozrzucając pasma światła. Przystawaliśmy na drodze kilka razy
zauroczeni widokiem żurawi na skoszonej łące w poświacie złotej godziny.
Małgosia zrobiła kilka zdjęć, nie bacząc na umykający czas. Zmarudziliśmy więc,
zanim dojechaliśmy do Kośna nad Kośną w pobliżu Kośna, gdzie czekał kajak
Agrokośna. Pozbieraliśmy wiosła i kapoki. Zwodowaliśmy kajak z zatopionej
kładki. Rzeka wezbrała od wiosny o dobre trzydzieści centymetrów. Trudno
powiedzieć:
- Zasługa skąpych deszczów czy zarośniętego nurtu.
Popłynęliśmy z prądem. Od wiosennego spaceru szlak
przegrodziły kolejne przewrócone olchy. W kilku miejscach płynęliśmy przez
szuwary. Nurtem się nie dało. Bujna zieleń zasłoniła komysze i zakamarki rzeki.
Płynęliśmy w cieniu i półmroku świtu. Słońce z trudem prześwietlało bór od
strony nasypu kolejowego. Między konarami widzieliśmy przemykające szynobusy,
które zastąpiły stare składy pociągów. Wrażenie zaskakujące, bo w pierwszej
chwili nie domyślisz się nawet, że obok jest linia kolejowa z Olsztyna do Ełku
przez Szczytno, Ruciane-Nidę (dawniej Rudczany według Melchiora Wańkowicza tropiącego
Smętka).
 |
Subtelność pasemek |
 |
Arcydzięgiel w krasie |
Najpiękniejszy fragment Kośny to oczywiście
ten od wejścia z Jeziora Kośno do rozlewiska przed mostem kolejowym. Rzeka nie
utraciła swojego magicznego emploi mimo sąsiedztwa poręb
ogrodzonych drucianymi siatkami przez nadgorliwych pracowników Nadleśnictwa w
Olsztynie. Rzekomo chroniących nasadzenia przed zgryzaniem przez jelenie. Te
siatki to jakiś patologiczny zamysł niszczący krajobraz i doprowadzający mnie
do wk…u. Nie dość, że chronią marnej jakości materiał szkółkarski i utrudniają
migrację zwierząt, to jeszcze utrudniają renaturalizację lasu. Jakby nie było
innego bardziej przyjaznego sposobu prowadzenia gospodarki leśnej od powszechnie
praktykowanych maszynowych zrębów do gołej ziemi. W epoce gwałtownego
ocieplania się klimatu, w której powinniśmy dołożyć wszelkich starań, by
chronić drzewa za wszelką cenę, bo tylko one są w stanie dać osłonę przed skutkami
upałów.
 |
Kośna |
O świcie na Kośnej jestem jednak daleko od tych niepokojących myśli. Woda
łagodzi obyczaje. Szelesty w trzcinach, tataraku, sitowiu, w zaroślach
maskujących brzegi, zaśpiewy wilg w listowiu, nieśmiałe świergoty w podszycie
lasu – wszystko to wyostrza zmysły, wprowadza w stan czuwania… Aparaty w
dłoniach rejestrują ulotne chwile, obrazy, wrażenia, emocje… Kajak sunie nad
wodorostami… Z wioseł spadają krople wody… Zakręt mija za zakrętem… Refleksy
światła zdobią nieśmiałe mgiełki nad wodą. Na przemian błyszczą i gasną… Rosa
skrzy się na liściach… Ulotne świtezianki migoczą nad konarami zaległych w
wodzie drzew… Świat płynie przed oczami… Człowiek zawieszony między wodą a
niebem… Błądzący pograniczem Warmii i Mazur… póki rzeka nie odbije na północ i
zachód w kierunku odległego Klebarka i Silic…
 |
Rozlewisko |
 |
Kwitnąca jeżówka kolczasta |
|
Leśny charakter Kośny utrzymuje się do pierwszego mostka. Zaraz za nim nurt
zwalnia, grzęźnie w zakolach, ciemnieje. Dolina staje się szersza. Jej dno
zamienia się w trzęsawisko. Kajak snuje się nad czarnym mułem. Wbijane wiosło
nie znajduje tutaj oporu. Wypływamy na rozlewisko. Domowe pielesze Wojtka i
Kaśki: łabędzi niemych, które od lat wprowadzają kolejne udane lęgi w dorosłe
życie. Skryte w kępach turzycy gniazdo, fotografowane z łabędzicą na jajkach w
maju, było dzisiaj puste. Woda zalała je od spodu i zamieniła w stertę
gnijącego zielska. Rodzinę spotkaliśmy daleko stąd. W dole rzeki. Para
dochowała się pięciorga dorodnych podlotków, niewiele ustępujących wielkością
rodzicom.
 |
Potomstwo Kaśki i Wojtka |
 |
Most nad Kośną |
Słońce wzeszło już nad linię lasu. Grzało. Czuliśmy, że nadchodzi skwar.
Świt i wczesny poranek to jedyna pora dnia, kiedy daje się pływać i nie
narzekać na upał. Za rozlewiskiem wpłynęliśmy w cień nadbrzeżnego łęgu. Rzeka
powiodła w stronę mostu kolejowego. Mijaliśmy wyniosłe olchy, podświetlone
polany pokryte dywanem ubiegłorocznych liści, usychające świerki z powodu
kilkuletniej suszy hydrologicznej… Jeszcze kilka lat i położą się w rzece albo
na brzegu, wyciągając ku niebu wykroty korzeni. Podpływając do mostu,
namierzyliśmy przejeżdżający w prześwicie olch szynobus.
 |
W Leśnej Purdzie |
Za mostem wpłynęliśmy między zabudowania Purdy Leśnej. Domy stoją z dala od
brzegów. Za łąkami. Płynęliśmy obok zwalonych olch i dębów. Od maja pojawiło
się w nurcie więcej drzew. Nad samotnym głazem w rzece i omszałymi konarami
uwijały się świtezianki. W nurcie baraszkowały ryby, znacząc powierzchnię
kręgami. Między wodorostami pływały liny, krasnopióry, okonie, płocie, krąpie,
kiełbie. Wypełniały każdą wolną przestrzeń nad piaskiem między kępami grążeli,
moczarki, rdestnicy. Pod kolejnym betonowym mostkiem musieliśmy schować się
głębiej w kajaku. Między wodą a spodem betonowych belek było ciasno. Raz
uderzyłem głową o beton. Na szczęście w czapce. Póki kajak nie przepłynął na
drugą stronę, byliśmy wystawieni na atak klaustrofobii. Za to uczucie ulgi
warte swojej ceny.
 |
Sceneria jak z Pustyni Błędowskiej |
 |
Tu było gniazdo rybitwy czarnej |
Minąwszy urokliwe agroturystyczne siedlisko w zakolu Kośny, wypłynęliśmy na
otwartą przestrzeń. Rozlewisko przed długą kładką zarosło łodygami pałki
wąskolistnej. W oczeretach wypatrzyliśmy zarośla jeżówki kolczastej. Jeszcze
kwitła. Tak jak na rozlewisku przed mostem kolejowym. Wszystko jest w tym roku
za wcześnie. Lato za wcześnie. Kwitnące za wcześnie rośliny. Oby tylko jesień
nie nadeszła za wcześnie. Ledwo łęg prawego brzegu ustąpił polom poczuliśmy
uderzenie gorąca. Słońce było bezlitosne. Tylko chmury nad północnymi
krawędziami krajobrazu obiecały ulgę. Nie kwapiły się jednak ku nam. Bardziej
przypominały zabielony wapnem sufit szklarni.
 |
W klimatach szklarni |
Nieco dalej wpłynęliśmy w wąwóz. Spłoszyliśmy czaplę, która dała się
fotografować przez kilkanaście sekund. Być może upał ją osłabił. Odleciała
niedaleko. Wylądowała na łące nad rzeką. Miałem nadzieję powtórzyć foto-sesję,
lecz gdy tylko zasłoniły nas olchy, uciekła w kierunku lasu.
 |
Świteź |
Za kolejnym zakolem wpłynęliśmy między pola pszenicy gotowej już do
koszenia. Woda, pasma szuwarów, kępy arcydzięgiela, dojrzewające głogi i
zdziczałe jabłonie, nieprzystępne brzegi, niekiedy zejścia do wodopojów dla
krów pasących się nieopodal, zatopione kłody starych wierzb, przelatujące
między trzcinami jaskółki, trzcinniki, gąsiorki, startujące z wody krzyżówki,
krążące w oddali błotniaki i myszołowy… Płynący przed oczami rozprażony
krajobraz…
 |
Kośna |
 |
Kłobukowisko |
Zawróciliśmy. Słońce stało się nieznośne. Pajtuński Młyn musi jeszcze poczekać
na kolejną foto-wizytę.
 |
Cierpliwości niejedno na imię |
 |
Sceneria do horroru jak znalazł |
 |
Kośna |
mam prośbę - nie zakładaj kolejnego bloga, bo ja już z ogarnięciem tych dwóch mam problem :)
OdpowiedzUsuńSkończyłem na czterech. Dasz radę :-).
Usuńczterech ... no to dzięki! :)
Usuń