wtorek, 9 sierpnia 2016

Sierpniowa Łyna

Łyna
Korzystając z pierwszej nadarzającej się przerwy w chmurach, postanowiliśmy popłynąć w górę Łyny kajakiem z Kurek. Rzeka wezbrała po ostatnich lipcowych deszczach. Poziom wody przy pomoście podniósł się co najmniej o metr w porównaniu ze stanem w maju. Wodowanie kajaka stało się ułatwione, bo wprost z płaskiej łączki. Popłynęliśmy więc pod prąd i pod most ku rozwidleniu nurtów Łyny i wpadającej doń Marózki (a może na odwrót, wszak Marózka jest trzykrotnie dłuższa od Łyny, licząc od źródeł do miejsca spotkania). Niebawem wpłynęliśmy na jezioro Kiernoz Wielki.


F-22 Raptor nad wyspą

Przebrnąwszy przez zarośnięty korytarz, odepchnąwszy łodygi trzcin i pałki wąskolistnej, wyjrzeliśmy na otwarty akwen, celując dziobem w kormorany odpoczywające na palach wbitych w dno płytkiej zatoki między wsią a długą wyspą. Obraliśmy kurs wzdłuż prawego brzegu (lewego, patrząc zgodnie z kierunkiem płynącej Łyny) z dala od miejsc, w których przesiadują czarne kury wodne. Odniosły tutaj sukces lęgowy, pasąc się w zbawczej gęstwinie. Pełno ich wokół.

Pozer
 
Sjesta
Początek Kiernoza Wielkiego zawsze zwiastuje przygodę. Wyspa jest miejscem czapli i kormoranów, które pobudowały gniazda w gałęziach starych dębów, olch i sosen. Łabędzie wybierają miejsca w szuwarach, w cieniu wyniosłych drzew. O świcie miejsce czaruje. Dzisiaj jednak, w świetle słońca i w powiewach wiatru, ujawnia inną naturę. Na początku sierpnia ptaki kończą wychowywanie młodzieży. Gdzie niegdzie widać jeszcze pisklęta i podrostki z drugich lęgów, ale czas godów dobiegł końca, ustępując porze nabierania sił przed jesiennymi wędrówkami.

Czy zdążą podrosnąć przed nadejściem jesieni?

Płynęliśmy więc pod wiatr, trzymając się brzegów i cienia drzew. Śledziliśmy perkozy, jastrzębie kołujące nad jeziorem i lasem, fotografowaliśmy krajobraz urozmaicony chmurkami na czystym niebie. Powietrze stało się klarowne po ostatniej burzy. Przed wpłynięciem na kolejny fragment Łyny między Kiernozami zmarudziliśmy, fotografując malowniczą panoramę jeziora. Wiatr spychał nas ku wyspie, więc kiedy skończyliśmy, trzeba było nadrobić tych kilkaset metrów pod osłoną trzcin i lasu rosnącego na zbiegających się ku sobie brzegach. Łabędzie pilnujące ujścia niechętnie odstąpiły miejsca, byśmy mogli przepłynąć nad mulistym dnem. Byliśmy sami, a to zawsze pogłębia doznania.

Nie mogę napatrzeć się na te kwiaty

Nigdy nie mam dosyć ich widoku

Są urodziwe

Przesmyk wiedzie między podmokłymi brzegami. Łąki zbiegają ku wodzie gęstymi dywanami wybujałych roślin, ponad które wystają uschnięte, poszarzałe od wiatru, słońca i deszczu gałęzie łozy i wierzb. 
W przejściu między Kiernozami

Bobry, które tutaj zamieszkały, wybudowały z nich imponujące żeremie. W maju widziałem, jak pogłębiały kanał wejściowy do środka swojej budowli w kształcie nieregularnej kopuły. Cały nurt poniżej zbielał od wzburzonego mułu i rozdrapywanej kredy. Dzisiaj płynęliśmy bez przeszkód, mijając otwierające się kwiatostany białych lilii, żółte grążele, bukiety ziół wychylających się z krawędzi brzegów. 

To spojrzenie

I to spojrzenie

Mijając na poły zatopiony pień, fotografowałem dziką kaczkę. Siedziała na wyschniętym grzbiecie odwrócona kuperkiem i śledziła bystrym okiem moje poczynania, gdy walczyłem z niesfornym kajakiem i oporną materią fotograficzną. Sesja trwała, póki nie odpłynęła zniecierpliwiona między trzciny i gałęzie pokrytej czerwonymi jagodami kaliny. Niebawem przepłynęliśmy przez zarastający nurt, rozpychając burtami łodygi wybujałych trzcin.

Kiernoz Mały

Kiernoz Mały przywitał nas drobną falą i dokuczliwym wiatrem. Cieszyłem się, że wracając będę miał chociaż pomoc, bo na Łynę nie ma co liczyć. Jej nurt od jeziora Krzyże aż do Kurek jest mało wyczuwalny. To skutek charakteru doliny, przez którą przepływa. Podmokła, rozległa, na poły bagienna z różnicą poziomu wód między jeziorami mniejszą niż pół metra na szlaku o długości ponad 7 kilometrów… Te wszystkie szczegóły świadczą, że w czasach Prusów i wcześniejszych to było jedno wodne rozlewisko.  
 
Pora karmienia

Mewy przy ujściu Łyny

Zmagając się z niesfornym wiatrem od łąk w Brzeźnie Łyńskim, podpłynęliśmy pod szuwary i rozległą połać jeziornego lustra pokrytego dywanem nawoskowanych, połyskujących w świetle jaskrawego słońca liści grążeli. Skierowaliśmy kajak do kolejnego ujścia rzeki. Fotografowaliśmy perkozy z podrostkami umaszczonymi pasiastą szatą ochronną; łyski pasące się w wodorostach; kormorany polujące na płyciźnie (co który wypłynął po nurkowaniu, majtał rybą w dziobie wijącą się i rozsiewającą srebrzyste refleksy); mewy przesiadujące na karbowanych korzeniach grążeli, wyrwanych z mulistego dna…

Strażnicy

Wieża obserwacyjna

Kępa brzóz nad łąką i ujściem Łyny także dziś zaskoczyła widokiem swoich lokatorów – dwóch siwych czapli, które stały stoicko na grubych konarach osmaganego wiatrem i deszczem drzewa. Badały otoczenie wszystko widzącymi oczami. Znowu zagrało mi w głowie muzyką Jimiego Hendrixa, All Along The Watchtower. Czyżby ten utwór zrósł się z czaplami i z tym miejscem na zawsze?

Czaple opuściły punkt widokowy, gdy przepłynęliśmy zakole rzeki i dobiliśmy do brzegu rozgrzanej łąki. Grunt miękko uginał się pod stopami podczas wysiadania z kajaka. Pod darnią musiała być pusta przestrzeń wypełniona wodą. Jakbyśmy stąpali po torfowisku zarastającego jeziora. 

Łyna w Brzeźnie

Lato w pełni. Pod słońcem, które grzało krajobraz w kilkugodzinnej przerwie między kolejnymi ławicami chmur niosącymi deszcz. Po powrocie do domu znowu lało.

Chociaż do zabudowań Brzeźna rozmieszczonych na stokach doliny, wzdłuż stawów oddzielonych od nurtu rzeki groblami z wąskimi przejściami, blisko, to widok wielkich olch ściskającym podmokły brzeg plątaniną korzeni, dzikiego ptactwa, oswojonego po części z ludźmi w kajakach, ryb w leniwej toni, nadal ma w sobie coś egzotycznego.

Brodziec piskliwy

Kolejna dama w rozkwicie

Przepłynąwszy pod mostem, którego betonowy strop odbija plusk wody wielokrotnym pogłosem, wpłynęliśmy na dzikszą część szlaku. Powalone drzewa przegradzają nurt, tworząc labirynt. Ich pnie zostały na szczęście rozcięte, więc można lawirując płynąć bez przeszkód przez tunel łęgu skrywający białe grzybienie, tataraki, szuwary, oczerety, plątaninę zarośli na brzegu otulających pnie drzew łęgu: olch, wierzb, łozy, kaliny, brzóz bagiennych, świerków… W tym czarownym i nieśpiesznym świecie spotkasz brodźce, krzyżówki, czaple, błotniaki stawowe, zielone i czarne dzięcioły, łabędzie z młodymi zapuszczające się do Brzeźna z legowisk na jeziorku Morze… Z dala od rzeki widać dom z polnego kamienia na wzniesieniu.

Jezioro Morze

Niebawem Morze otwiera swoje wnętrze. Płytkie, zarośnięte, stanowi kryjówkę czapli, łabędzi, zalatujących od czasu do czasu kormoranów. Kajak szoruje po gęstych liściach grążeli i białych lilii. Wiosłem rozgarniamy mierzwę moczarki, rdestnic, wywłócznika, uwalniając bańki powietrza i metanu. Trochę trwa, zanim przepłyniemy na swobodniejszą wodę. Łabędzie z młodymi odpoczywają pod lasem nieopodal zbawczych trzcin. Łabędzica nie schodzi z gniazda po drugiej stronie jeziora. Jakby wysiadywała drugi lęg.

Łyna

Wpłynąwszy na kolejny odcinek Łyny zanurzamy się we wnętrzu bagiennego rozlewiska, obszernych zakoli leniwego nurtu przenikającego nieprzenikniony dywan z turzyc, szuwarów, oczeretu, skrzypów wodnych, kosaćców, gdzieniegdzie urozmaicony kępami wierzb i łozy, rachitycznych olch. Przed słońcem nic tutaj nie chroni. Las jest daleko. Nie dojdziesz od rzeki. Gruntem tutaj mieszanina wody, mułu i grząskiej kwaśnej ziemi. Powietrze jest nasycone niezwykłym aromatem. W tym wszystkim tylko my: ja i Małgosia nie odstępująca aparatu. Żadnych kajakarzy mieszających wodę, gadających, narzekających na ból rąk nienawykłych do wiosłowania…

Lilia i jej owady

Cały ten odcinek Łyny do jeziora Brzeźno Duże frapuje dzikością. Gdyby nie widok linii energetycznej przecinającej rzekę nieopodal tamy porzuconej przez bobry (przepływamy nad nią w ciasnym zakręcie, dziwiąc się, że zwierzęta zamierzały zatrzymać rzekę), wrażenie dzikości byłoby pełne. I tak do rozległego trzcinowiska zarastającego uśpiony nurt Łyny opuszczającej kolejne jezioro.

Jezioro Brzeźno Duże

Wypływamy na jeziorne lustro, omijając liczne kępy pałki wąskolistnej. Słońce dopada nas z całą siłą, grzejąc z góry i z odbicia pofalowanej wody. Południowy wiatr łagodzi skutki, ale skóra na odsłoniętych rękach i tak parzy. Ptaki niechętnie pływają na środku zarastającego akwenu. 

Mieszkańcy Brzeźna

Czapla się ujawniła

Kormorany, które wypatrzyliśmy na platformie wędkarskiej (można z niej korzystać dopłynąwszy łodzią), pozowały długo na tle lasu, rozpościerając skrzydła, lustrując otoczenie uważnymi spojrzeniami. Odlatywały pojedynczo, kiedy nasz kajak pchany wiatrem zaczął podpływać do pomostu. Dopiero po powrocie do domu dostrzegłem na zdjęciach czaplę stojącą za kormoranami. Światło było tak silne, że nawet kiedy odlatywała w najdalszy zakątek jeziora, nie potrafiłem jej dostrzec. Na szczęście aparat poradził i uwiecznił ją na zdjęciach.
 
Ptasie SPA

Kormorany tymczasem odleciały do zachodniej zatoki jeziora i osiadły na jakimś obnażonym siwym pniu pod zaroślami niedostępnego brzegu. Były za daleko, by ku nim podpłynąć. Opustoszała przestrzeń nad Brzeźnem nie rokowała już większych wrażeń. Zawróciliśmy więc ku egzotycznym krajobrazom ospałej i rozprażonej Łyny, poświęcając uwagę białym grzybieniom, ważkom, ulotnym świteziankom, żółtym pliszkom, jaskółkom… Mozolny powrót odsłaniał widoki rzecznego szlaku z tej drugiej strony.

Znowu na egzotycznej Łynie

Na jeziorku Morze spotkaliśmy grupę kajakarzy snujących się wśród owalnych liści grążeli. Między nimi płynęły też młode łabędzie w towarzystwie dorosłego osobnika. Nie chcąc mijać się z nimi na szlaku, stanęliśmy pod oczeretami w towarzystwie białych grzybieni, tworzących wzdłuż północnego brzegu malowniczy dywan.



Powrót wydawał się przyjemny, aczkolwiek na niebie pojawiły się nabrzmiałe chmury, zwiastując kolejny deszcz. Wracaliśmy jeszcze bardziej rozjaśnioną Łyną, fotografując dno w plamach słońca. Gdzieniegdzie między roślinami przepływały liny, leszcze, krasnopióry, wojownicze klenie. Pod brzegami przemykały dzikie kaczki, usiłując wbić się w wodne oczka pod pniami zalegających drzew, byle ukryć się przed naszym spojrzeniem. Ciepło jednak nie zachęcało do wysiłku i ucieczki. Tak więc ptaki udawały, że ich nie ma, a my udawaliśmy, że ich nie dostrzegamy.

Nawodniona rzeka ułatwiała pokonywanie przeszkód. Przepływaliśmy nad zanurzonymi kłodami i gałęziami bez wysiłku. Ustępowały pod ciężarem kajaka. Kolejne zakola rzeki odsłaniały nowe obrazy. Niby te same co podczas poprzednich spływów, a jednak nie takie same.

Jesienny akcent kalinowy

Po ominięciu kępy brzóz nad Kiernozem Małym i opuszczeniu trzcinowego korytarza wypłynęliśmy pod uderzenie narastającego wiatru, który niestety zmienił kierunek z południowego na zachodni, utrudniając utrzymanie kajaka w ryzach.

Grono i jego odbicie

Z ulgą wpływamy na przesmyk między Kiernozami. Owocująca dzika kalina przyciąga uwagę. Najpierw bierzemy jej kiście za owoce czerwonej porzeczki. Dopiero liście przekonują, że to co innego. Fotografujemy. Ciężar ustawienia kajaka biorę na siebie. Wiatr i leniwa woda nie ułatwiają manewrów. 

Łowczy

W końcu znużeni odpływamy na Kiernoz Wielki ku wyspie, która niezawodnie dostarcza nowych wrażeń: widoku jastrzębi przesiadujących na wierzchołkach drzew i omiatających akwen w poszukiwaniu potencjalnych ofiar; czapli przesiadujących na konarach. 






Wyspa dzieli akwen na część leśną i wiejską. Jeśli wpłyniesz w przesmyk po prawej stronie przed wyspą, ujrzysz panoramę Kurek z kościołem na wzniesieniu otoczonym przez stare drzewa. Zachodnia część jeziora pozostaje puszczańska. Zaskakuje swoją naturą i mnogością wielu gatunków ptaków, mimo bliskości hodowli pstrągów na Marózce, wiejskich zabudowań wzdłuż uczęszczanej szosy z Olsztynka do Jedwabna i Szczytna. 






 
Największe zgromadzenie dzikiego ptactwa jest w sąsiedztwie zbiegu Marózki i Łyny. Nieodmiennie więc aparaty ożywają w naszych rękach. Ptaki nawykłe do ludzkiej obecności niewiele sobie robią z natrętnej sesji fotograficznej.

Pływanie po Łynie nigdy więc nie nudzi.

7 komentarzy:

  1. Jak zwykle odrywa od życia codziennego :) do tego stopnia,że uciekł autobus,a następny o 12.30 ;)
    Pozdrawiam
    Joanna Drobakowna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście zawsze jest ten następny:-).

      Usuń
    2. :) w tym wypadku był :)

      Usuń
  2. Pięknie opisujesz te nasze tereny :) Gratuluję rybołowa :) prawdziwy F-22

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ urocze okolice. Mam pecha, bo zajrzałem w godzinach pracy, a chętnie człowiek by zawiesił się na dłużej nad każdym zdjęciem. Niestety RDOŚ wydał zgodę na odstrzelenie ponad 1600 kormoranów na terenie województwa ... Nie chce mi się tego komentować nawet. Cieszmy oko zanim jaśnie nam panujący nie wyrżną wszystkiego w pień, bo na to się zanosi. Jak przejdzie ustawa o wycince starych drzew bez zezwoleń, rozpocznie się najbardziej ponury okres polskiej gospodarki zasobami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem wściekły na szyszkownikowe zarządzenia. Gdyby nie pazerni i chciwi ludzie, nawet kilkaset tysięcy kormoranów miałoby co jeść. Największe szkody rybackie są wyrządzane przez kłusowników używających elektryczne niewody. Nie dość, że g... łowią, to jeszcze niszczą resztki narybku.

      Usuń