wtorek, 9 sierpnia 2016

Sierpniowa Łyna

Łyna
Korzystając z pierwszej nadarzającej się przerwy w chmurach, postanowiliśmy popłynąć w górę Łyny kajakiem z Kurek. Rzeka wezbrała po ostatnich lipcowych deszczach. Poziom wody przy pomoście podniósł się co najmniej o metr w porównaniu ze stanem w maju. Wodowanie kajaka stało się ułatwione, bo wprost z płaskiej łączki. Popłynęliśmy więc pod prąd i pod most ku rozwidleniu nurtów Łyny i wpadającej doń Marózki (a może na odwrót, wszak Marózka jest trzykrotnie dłuższa od Łyny, licząc od źródeł do miejsca spotkania). Niebawem wpłynęliśmy na jezioro Kiernoz Wielki.


F-22 Raptor nad wyspą

Przebrnąwszy przez zarośnięty korytarz, odepchnąwszy łodygi trzcin i pałki wąskolistnej, wyjrzeliśmy na otwarty akwen, celując dziobem w kormorany odpoczywające na palach wbitych w dno płytkiej zatoki między wsią a długą wyspą. Obraliśmy kurs wzdłuż prawego brzegu (lewego, patrząc zgodnie z kierunkiem płynącej Łyny) z dala od miejsc, w których przesiadują czarne kury wodne. Odniosły tutaj sukces lęgowy, pasąc się w zbawczej gęstwinie. Pełno ich wokół.

Pozer
 
Sjesta
Początek Kiernoza Wielkiego zawsze zwiastuje przygodę. Wyspa jest miejscem czapli i kormoranów, które pobudowały gniazda w gałęziach starych dębów, olch i sosen. Łabędzie wybierają miejsca w szuwarach, w cieniu wyniosłych drzew. O świcie miejsce czaruje. Dzisiaj jednak, w świetle słońca i w powiewach wiatru, ujawnia inną naturę. Na początku sierpnia ptaki kończą wychowywanie młodzieży. Gdzie niegdzie widać jeszcze pisklęta i podrostki z drugich lęgów, ale czas godów dobiegł końca, ustępując porze nabierania sił przed jesiennymi wędrówkami.

Czy zdążą podrosnąć przed nadejściem jesieni?

Płynęliśmy więc pod wiatr, trzymając się brzegów i cienia drzew. Śledziliśmy perkozy, jastrzębie kołujące nad jeziorem i lasem, fotografowaliśmy krajobraz urozmaicony chmurkami na czystym niebie. Powietrze stało się klarowne po ostatniej burzy. Przed wpłynięciem na kolejny fragment Łyny między Kiernozami zmarudziliśmy, fotografując malowniczą panoramę jeziora. Wiatr spychał nas ku wyspie, więc kiedy skończyliśmy, trzeba było nadrobić tych kilkaset metrów pod osłoną trzcin i lasu rosnącego na zbiegających się ku sobie brzegach. Łabędzie pilnujące ujścia niechętnie odstąpiły miejsca, byśmy mogli przepłynąć nad mulistym dnem. Byliśmy sami, a to zawsze pogłębia doznania.

Nie mogę napatrzeć się na te kwiaty

Nigdy nie mam dosyć ich widoku

Są urodziwe

Przesmyk wiedzie między podmokłymi brzegami. Łąki zbiegają ku wodzie gęstymi dywanami wybujałych roślin, ponad które wystają uschnięte, poszarzałe od wiatru, słońca i deszczu gałęzie łozy i wierzb. 
W przejściu między Kiernozami

Bobry, które tutaj zamieszkały, wybudowały z nich imponujące żeremie. W maju widziałem, jak pogłębiały kanał wejściowy do środka swojej budowli w kształcie nieregularnej kopuły. Cały nurt poniżej zbielał od wzburzonego mułu i rozdrapywanej kredy. Dzisiaj płynęliśmy bez przeszkód, mijając otwierające się kwiatostany białych lilii, żółte grążele, bukiety ziół wychylających się z krawędzi brzegów. 

To spojrzenie

I to spojrzenie

Mijając na poły zatopiony pień, fotografowałem dziką kaczkę. Siedziała na wyschniętym grzbiecie odwrócona kuperkiem i śledziła bystrym okiem moje poczynania, gdy walczyłem z niesfornym kajakiem i oporną materią fotograficzną. Sesja trwała, póki nie odpłynęła zniecierpliwiona między trzciny i gałęzie pokrytej czerwonymi jagodami kaliny. Niebawem przepłynęliśmy przez zarastający nurt, rozpychając burtami łodygi wybujałych trzcin.

Kiernoz Mały

Kiernoz Mały przywitał nas drobną falą i dokuczliwym wiatrem. Cieszyłem się, że wracając będę miał chociaż pomoc, bo na Łynę nie ma co liczyć. Jej nurt od jeziora Krzyże aż do Kurek jest mało wyczuwalny. To skutek charakteru doliny, przez którą przepływa. Podmokła, rozległa, na poły bagienna z różnicą poziomu wód między jeziorami mniejszą niż pół metra na szlaku o długości ponad 7 kilometrów… Te wszystkie szczegóły świadczą, że w czasach Prusów i wcześniejszych to było jedno wodne rozlewisko.  
 
Pora karmienia

Mewy przy ujściu Łyny

Zmagając się z niesfornym wiatrem od łąk w Brzeźnie Łyńskim, podpłynęliśmy pod szuwary i rozległą połać jeziornego lustra pokrytego dywanem nawoskowanych, połyskujących w świetle jaskrawego słońca liści grążeli. Skierowaliśmy kajak do kolejnego ujścia rzeki. Fotografowaliśmy perkozy z podrostkami umaszczonymi pasiastą szatą ochronną; łyski pasące się w wodorostach; kormorany polujące na płyciźnie (co który wypłynął po nurkowaniu, majtał rybą w dziobie wijącą się i rozsiewającą srebrzyste refleksy); mewy przesiadujące na karbowanych korzeniach grążeli, wyrwanych z mulistego dna…

Strażnicy

Wieża obserwacyjna

Kępa brzóz nad łąką i ujściem Łyny także dziś zaskoczyła widokiem swoich lokatorów – dwóch siwych czapli, które stały stoicko na grubych konarach osmaganego wiatrem i deszczem drzewa. Badały otoczenie wszystko widzącymi oczami. Znowu zagrało mi w głowie muzyką Jimiego Hendrixa, All Along The Watchtower. Czyżby ten utwór zrósł się z czaplami i z tym miejscem na zawsze?

Czaple opuściły punkt widokowy, gdy przepłynęliśmy zakole rzeki i dobiliśmy do brzegu rozgrzanej łąki. Grunt miękko uginał się pod stopami podczas wysiadania z kajaka. Pod darnią musiała być pusta przestrzeń wypełniona wodą. Jakbyśmy stąpali po torfowisku zarastającego jeziora. 

Łyna w Brzeźnie

Lato w pełni. Pod słońcem, które grzało krajobraz w kilkugodzinnej przerwie między kolejnymi ławicami chmur niosącymi deszcz. Po powrocie do domu znowu lało.

Chociaż do zabudowań Brzeźna rozmieszczonych na stokach doliny, wzdłuż stawów oddzielonych od nurtu rzeki groblami z wąskimi przejściami, blisko, to widok wielkich olch ściskającym podmokły brzeg plątaniną korzeni, dzikiego ptactwa, oswojonego po części z ludźmi w kajakach, ryb w leniwej toni, nadal ma w sobie coś egzotycznego.

Brodziec piskliwy

Kolejna dama w rozkwicie

Przepłynąwszy pod mostem, którego betonowy strop odbija plusk wody wielokrotnym pogłosem, wpłynęliśmy na dzikszą część szlaku. Powalone drzewa przegradzają nurt, tworząc labirynt. Ich pnie zostały na szczęście rozcięte, więc można lawirując płynąć bez przeszkód przez tunel łęgu skrywający białe grzybienie, tataraki, szuwary, oczerety, plątaninę zarośli na brzegu otulających pnie drzew łęgu: olch, wierzb, łozy, kaliny, brzóz bagiennych, świerków… W tym czarownym i nieśpiesznym świecie spotkasz brodźce, krzyżówki, czaple, błotniaki stawowe, zielone i czarne dzięcioły, łabędzie z młodymi zapuszczające się do Brzeźna z legowisk na jeziorku Morze… Z dala od rzeki widać dom z polnego kamienia na wzniesieniu.

Jezioro Morze

Niebawem Morze otwiera swoje wnętrze. Płytkie, zarośnięte, stanowi kryjówkę czapli, łabędzi, zalatujących od czasu do czasu kormoranów. Kajak szoruje po gęstych liściach grążeli i białych lilii. Wiosłem rozgarniamy mierzwę moczarki, rdestnic, wywłócznika, uwalniając bańki powietrza i metanu. Trochę trwa, zanim przepłyniemy na swobodniejszą wodę. Łabędzie z młodymi odpoczywają pod lasem nieopodal zbawczych trzcin. Łabędzica nie schodzi z gniazda po drugiej stronie jeziora. Jakby wysiadywała drugi lęg.

Łyna

Wpłynąwszy na kolejny odcinek Łyny zanurzamy się we wnętrzu bagiennego rozlewiska, obszernych zakoli leniwego nurtu przenikającego nieprzenikniony dywan z turzyc, szuwarów, oczeretu, skrzypów wodnych, kosaćców, gdzieniegdzie urozmaicony kępami wierzb i łozy, rachitycznych olch. Przed słońcem nic tutaj nie chroni. Las jest daleko. Nie dojdziesz od rzeki. Gruntem tutaj mieszanina wody, mułu i grząskiej kwaśnej ziemi. Powietrze jest nasycone niezwykłym aromatem. W tym wszystkim tylko my: ja i Małgosia nie odstępująca aparatu. Żadnych kajakarzy mieszających wodę, gadających, narzekających na ból rąk nienawykłych do wiosłowania…

Lilia i jej owady

Cały ten odcinek Łyny do jeziora Brzeźno Duże frapuje dzikością. Gdyby nie widok linii energetycznej przecinającej rzekę nieopodal tamy porzuconej przez bobry (przepływamy nad nią w ciasnym zakręcie, dziwiąc się, że zwierzęta zamierzały zatrzymać rzekę), wrażenie dzikości byłoby pełne. I tak do rozległego trzcinowiska zarastającego uśpiony nurt Łyny opuszczającej kolejne jezioro.

Jezioro Brzeźno Duże

Wypływamy na jeziorne lustro, omijając liczne kępy pałki wąskolistnej. Słońce dopada nas z całą siłą, grzejąc z góry i z odbicia pofalowanej wody. Południowy wiatr łagodzi skutki, ale skóra na odsłoniętych rękach i tak parzy. Ptaki niechętnie pływają na środku zarastającego akwenu. 

Mieszkańcy Brzeźna

Czapla się ujawniła

Kormorany, które wypatrzyliśmy na platformie wędkarskiej (można z niej korzystać dopłynąwszy łodzią), pozowały długo na tle lasu, rozpościerając skrzydła, lustrując otoczenie uważnymi spojrzeniami. Odlatywały pojedynczo, kiedy nasz kajak pchany wiatrem zaczął podpływać do pomostu. Dopiero po powrocie do domu dostrzegłem na zdjęciach czaplę stojącą za kormoranami. Światło było tak silne, że nawet kiedy odlatywała w najdalszy zakątek jeziora, nie potrafiłem jej dostrzec. Na szczęście aparat poradził i uwiecznił ją na zdjęciach.
 
Ptasie SPA

Kormorany tymczasem odleciały do zachodniej zatoki jeziora i osiadły na jakimś obnażonym siwym pniu pod zaroślami niedostępnego brzegu. Były za daleko, by ku nim podpłynąć. Opustoszała przestrzeń nad Brzeźnem nie rokowała już większych wrażeń. Zawróciliśmy więc ku egzotycznym krajobrazom ospałej i rozprażonej Łyny, poświęcając uwagę białym grzybieniom, ważkom, ulotnym świteziankom, żółtym pliszkom, jaskółkom… Mozolny powrót odsłaniał widoki rzecznego szlaku z tej drugiej strony.

Znowu na egzotycznej Łynie

Na jeziorku Morze spotkaliśmy grupę kajakarzy snujących się wśród owalnych liści grążeli. Między nimi płynęły też młode łabędzie w towarzystwie dorosłego osobnika. Nie chcąc mijać się z nimi na szlaku, stanęliśmy pod oczeretami w towarzystwie białych grzybieni, tworzących wzdłuż północnego brzegu malowniczy dywan.



Powrót wydawał się przyjemny, aczkolwiek na niebie pojawiły się nabrzmiałe chmury, zwiastując kolejny deszcz. Wracaliśmy jeszcze bardziej rozjaśnioną Łyną, fotografując dno w plamach słońca. Gdzieniegdzie między roślinami przepływały liny, leszcze, krasnopióry, wojownicze klenie. Pod brzegami przemykały dzikie kaczki, usiłując wbić się w wodne oczka pod pniami zalegających drzew, byle ukryć się przed naszym spojrzeniem. Ciepło jednak nie zachęcało do wysiłku i ucieczki. Tak więc ptaki udawały, że ich nie ma, a my udawaliśmy, że ich nie dostrzegamy.

Nawodniona rzeka ułatwiała pokonywanie przeszkód. Przepływaliśmy nad zanurzonymi kłodami i gałęziami bez wysiłku. Ustępowały pod ciężarem kajaka. Kolejne zakola rzeki odsłaniały nowe obrazy. Niby te same co podczas poprzednich spływów, a jednak nie takie same.

Jesienny akcent kalinowy

Po ominięciu kępy brzóz nad Kiernozem Małym i opuszczeniu trzcinowego korytarza wypłynęliśmy pod uderzenie narastającego wiatru, który niestety zmienił kierunek z południowego na zachodni, utrudniając utrzymanie kajaka w ryzach.

Grono i jego odbicie

Z ulgą wpływamy na przesmyk między Kiernozami. Owocująca dzika kalina przyciąga uwagę. Najpierw bierzemy jej kiście za owoce czerwonej porzeczki. Dopiero liście przekonują, że to co innego. Fotografujemy. Ciężar ustawienia kajaka biorę na siebie. Wiatr i leniwa woda nie ułatwiają manewrów. 

Łowczy

W końcu znużeni odpływamy na Kiernoz Wielki ku wyspie, która niezawodnie dostarcza nowych wrażeń: widoku jastrzębi przesiadujących na wierzchołkach drzew i omiatających akwen w poszukiwaniu potencjalnych ofiar; czapli przesiadujących na konarach. 






Wyspa dzieli akwen na część leśną i wiejską. Jeśli wpłyniesz w przesmyk po prawej stronie przed wyspą, ujrzysz panoramę Kurek z kościołem na wzniesieniu otoczonym przez stare drzewa. Zachodnia część jeziora pozostaje puszczańska. Zaskakuje swoją naturą i mnogością wielu gatunków ptaków, mimo bliskości hodowli pstrągów na Marózce, wiejskich zabudowań wzdłuż uczęszczanej szosy z Olsztynka do Jedwabna i Szczytna. 






 
Największe zgromadzenie dzikiego ptactwa jest w sąsiedztwie zbiegu Marózki i Łyny. Nieodmiennie więc aparaty ożywają w naszych rękach. Ptaki nawykłe do ludzkiej obecności niewiele sobie robią z natrętnej sesji fotograficznej.

Pływanie po Łynie nigdy więc nie nudzi.

sobota, 6 sierpnia 2016

Chodząc nieopodal Nowych Ramuk

Chodząc nieopodal Nowych Ramuk

Nadleśnictwo Nowe Ramuki

Nadleśnictwo w Nowych Ramukach powołano do życia edyktem Ordnung für Preußen Und Littauen (Porządek leśnictwa dla Wschodnich Prus i Litwy) w 1775 r. podpisanym przez Fryderyka II, króla Prus. Pierwotną siedzibę nadleśnictwa ulokowano w Starym Ramuku nad Jeziorem Łańskim nieopodal ujścia Łyny. Po podziale administracyjnym na mniejsze jednostki w 1860 r. siedzibę nadleśnictwa przeniesiono ze Starego Ramuka do Nowego Ramuka. Obecną siedzibę wybudowano w 1871 r. Od tej pory mówi się o nadleśnictwie w Nowych Ramukach (w liczbie mnogiej). Najstarsze zabudowania nadleśnictwa liczą sobie więc prawie 150 lat.


Dzięcioł zielonosiwy - mieszkaniec lasu nad Jeziorem Jełguńskim

Jestem dumny z zawarcia znajomości z dzięciołem zielonosiwym

Nadleśnictwo leżało w centrum osiedleńczej enklawy obejmującej średniowieczne Butryny, Bałdy i najstarszą Ruś, obie Kaletki: Starą i Nową, Dzierzguny, Jełguń i Sójkę – nieistniejące już wsie, historyczne rówieśniczki nadleśnictwa, dziewiętnastowieczną Nową Wieś, osiemnastowieczny Łajs nad jeziorem Kośno i Jeziorem Łajskim.

Taki sobie motylek

Taki sobie drugi motylek

Dzisiaj nadleśnictwo leży na skraju wracającego lasu i pozostałości po osadniczej enklawie – na zachód od Nowej Wsi. Kilka  miejscowości, w tym Dzierzguny, Sójka, Jełguń, Stary Ramuk, zniknęło z map, ustępując miejsca puszczy i doświadczalnym nasadzeniom egzotycznych drzew (brzóz cukrowych, czerwonych dębów, daglezji, żywotników, jodeł alpejskich, wejmutek i innych), które w zamyśle pruskich włodarzy miały urozmaicić drzewostan po katastrofalnych plagach brudnicy mniszki i kornika drukarza, dewastujących sosnowe i świerkowe monokultury. 
Po drodze do Nowego Przykopu


Altmajerówka

Żurawie Wojciecha Altmajera

Z Przykopu dochodzę do nadleśnictwa drogą bezpośrednio przez Nowy Przykop albo drugą drogą obok leśniczówki w Nowym Przykopie. Obie drogi, wiodące przez urokliwe pagórki, kemy, malownicze zagłębienia, między niewielkimi stawkami i zakrzaczonymi mokradłami, nad okresowo znikającymi strumieniami i rowami melioracyjnymi, zbiegają się pod bocianim gniazdem w Nowym Przykopie (bociany w tym roku odchowały dwójkę młodych, które z donośnym syczeniem domagają się jedzenia od rodziców – niebawem zaczną latać, bo do jesiennego odlotu zostało im najwyżej dwa, może trzy tygodnie). Stąd droga prowadząca do nadleśnictwa wspina się na morenowe wzniesienie. Z jego grzbietu dogodnie widać zabudowania Nowego Przykopu, Nowej Wsi i staw pod ścianą świerkowego lasu.

Rozlewisko w Nowym Ramuku

Polana pod nadleśnictwem

Od drogi za Nowym Przykopem odbiegają w las poprzeczne dukty. Prowadzą między stare dęby, sosny, świerki i klony, ku polanom – miejscom lęgowym żurawi, jastrzębi, kań rudych, kruków…; komyszom dzików, jeleni i saren, które tutaj czują się w miarę bezpiecznie, z dala od wilków mających nory w okolicach Lasu Warmińskiego. Zabłądzić nie sposób. Ów fragment puszczy, sprawiający wrażenie dzikiego, chwilami nieprzebytego, to wąski pas między polami Nowej Wsi, Nowego Przykopu i Pokrzyw a szosą z Butryn do Olsztyna. Wystarczy obrać konsekwentnie jeden kierunek, by niebawem odnaleźć znajome kąty, aczkolwiek nie zawsze idzie się wygodnymi ścieżkami. Czasem można trafić pod świerki, których zwarte w uścisku konary, pokryte gęstym igliwiem, nie przepuszczają promieni słonecznych. Przez to na ziemi zaścielonej osypującymi się igłami rośnie zaledwie rzadka trawa, jakieś rachityczne rośliny. Pełno za to babrzysk. Dziki mają używanie. Krzysiek Leśny Mikunda twierdzi, że spotkał tutaj największe okazy.

Wejście do lipowej alei

Noworamucka aleja lipowa

Wokół samego nadleśnictwa jest kilka ciekawostek przyrodniczych o historycznym rodowodzie: lipowa aleja wzdłuż spiętrzonego wzmocnioną groblą rozlewiska; 

Rzadki widok owej tajemniczej polany
leśna droga prowadząca do bagiennej polany wzdłuż lokalnej asfaltowej drogi dojazdowej z Nowej Wsi w kierunku nieistniejącego już Jełgunia; daglezje za wysuszonym mokradłem, które posadzono na poboczu kolejnej drogi do jełguńskiej ostoi zwierząt.

Komysze rozlewiska

Zatoczka pod ulami

Nad rozlewiskiem często przechadzają się żurawie. Nieopodal w lesie mają swoje miejsca lęgowe. Między pasmami trzcin, tataraku, pałki wąskolistnej i w kameralnych zatoczkach uwijają się perkozki, czarne kury, krzyżówki. Czasem zalatują tu czaple.

Aleja lipowa robi słuszne wrażenie. Z obu stron ograniczona lasem jest węższa od alei biskupiej w Bałdach, więc lipy, konkurując o dostęp do światła, są smuklejsze, mniej rozłożyste. Wiele z tych starych drzew nosi rany po oberwanych konarach.

Daglezje w puszczy

Idąc aleją prosto, wychodzi się na drogę dojazdową do nadleśnictwa (za plecami) i dochodzi do niezwykłych drzew – pomnikowych daglezji zielonych. Rosną na poboczu w towarzystwie sosen, starych świerków, dębów… 

Daglezje pomnikowe

Najstarsza daglezja z grupy

Kiedy nie można inaczej, trzeba robić za podnóżek przyrodniczego pomnika
Mają zastanawiający pokrój. Ich wąskie, długie i gęsto upakowane konary są zwrócone na południe, w stronę pustej przestrzeni nad wstęgą asfaltu. Po stronie północnej nie ma praktycznie gałęzi. Kształt korony budzi przedziwne wrażenie, zwłaszcza u kogoś, kto zna te drzewa z parków. 

Niezwykłe drzewo. Na swoim rodzimym terenie rośnie powyżej 50 metrów.

Jeszcze jeden porównawczy rzut oka na daglezje

Trudno daglezje fotografować w tym miejscu. Wszystko przeszkadza. Przede wszystkim ciasnota leśnej przestrzeni i mnóstwo ulistnionych gałęzi sąsiadujących drzew.

Za daglezjami widać już samochody przejeżdżające w kierunku Butryn i Olsztyna. Pojawiają się w świetle leśnego tunelu nad drogą na ułamki sekund. Szczęśliwcy wypatrzą dziki. Żerują na poboczach, odwalając darń, albo przechodzą z jednej strony na drugą i znikają w kryjówkach, których pełno w zagłębieniach terenu, pod wykrotami, między pniami niezwykłych sosen, w gęstym podszycie.

Obrodziło latoś

Za szosą z Butryn do Olsztyna zaczyna się ostoja zwierząt przecięta utwardzoną drogą, która niegdyś wiodła wprost do Jełgunia. Dzisiaj objęta zakazem wstępu. Nad Jełguń jeżdżę więc z Nowego Przykopu obok Altmajerówki. Zresztą to ciekawsza wersja dojazdu do jełguńskich mateczników. Wiedzie asfaltową drogą do ośrodka wczasowego na półwyspie Lalka. Na skrzyżowaniu skręca się zgodnie z drogowskazem do Stawigudy. 

Jezioro Galik

Galik jeszcze raz

Poturbowany dąb nad Galikiem

Galik z poręby

Zwykle jednak korzystam ze skrótów, leśnych duktów. Najbliższy wiedzie wprost na porzucone pozostałości pól nad jeziorem Jełguń; dalszy nad jezioro Galik w zagłębieniu leśnej kotliny, po części odsłoniętej bujnie zarastającą porębą; najdalszy ale jeszcze przed skrzyżowaniem, wprost nad Łynę w przełomie. W lipcu jedzie się wzdłuż kęp wybujałych naparstnic o fioletowych kwiatach przyciągających mnóstwo trzmieli, motyli, dzikich pszczół, muchówek…

Naparstnica

Naparstnica i uwiedziony trzmiel

Lipowa aleja w Jełguniu

Dla lubiących przygodę i błądzenie w leśnych komyszach polecam wyprawę w las po lewej stronie drogi na Lalkę, półwysep Jeziora Łańskiego. Mniej więcej w połowie odcinka do skrzyżowania warto odbić w lewo (w prawo dojeżdża się nad Galik), następnie po trzystu, czterystu metrach skręcić w prawo między dostojne ramuckie sosny. Za nimi zaczyna się tajemniczy wąwóz. Oglądając otoczenie wokół niego, trudno się domyślić, że droga będzie stromo opadać ku rozlewisku między zamaskowanymi puszczą wzgórzami. Wtedy, gdy je fotografowałem, skończyła się kolejna bezśnieżna zima. Skutkiem tego leśny staw skurczył się do malowniczej kałuży.

W tajemniczym wąwozie

Leśny staw

Lustro
Za osłoną sosen i świerków można podejść zwierzęta u wodopoju. Za stawem natrafiłem jeszcze na dzicze babrzyska. Miejsce kameralne, trudne do namierzenia, wyjątkowo nasycone nastrojem budzącej się wiosny.

Babrzysko

Las w kierunku Starej Kaletki i Chaberkowa budzi respekt. Mało w nim punktów orientacyjnych. Lepiej wziąć ze sobą szczegółową mapę albo GPS. Wokół tylko puszcza, nieznane ścieżki, dukty, poręby, mateczniki, leśne mokradła, niepokojące dźwięki, szelesty, od czasu do czasu niebo albo chmury między koronami drzew, jeśli zechcą na chwilę się rozstąpić…

Bacz, by cię ktoś nie nastraszył, gdy zbłądzisz.

Tak właśnie wygląda bliskie otoczenie nadleśnictwa.