 |
| Brama Marózki |
Kajak już gotowy do drogi. Odpychamy się od kamienistego brzegu. Kajak chrobocze na otoczakach zalegających dno. Marózka spycha nas rozbrykanym nurtem na mielizny i pnie powalonych drzew. Zapieramy się wiosłami, by nie dać się znieść. Lawirujemy śladem wartkiej wody od brzegu do brzegu, celując w wąskie przejścia między pociętymi pniami. W końcu wypływamy na mieliznę ujścia. Tutaj trzymamy się tataraku, wypływamy nad akwarium. Słońce rozświetla toń pełną wodorostów i kęp osoki, połyskujących ryb, które uciekają spod wiosła.
 |
| Tu były malownicze zasieki a w głębi "groźny aligator" |
Rozglądamy się po jeziorze. Jego tafla jest pusta. W pobliżu snuje się para łabędzi z jednym tylko podrostkiem. Cicho kwilą, pływając nad glonami mielizny. Trzymając się szuwarów, zmierzamy do wejścia na rzekę. Fotografujemy bramę Marózki z łódką przypiętą do olchy. Nurt przyspiesza, wciąga w zakręt między resztki zasieków, które nie przetrwały pozimowej kry. Nawet wykrot przypominający pysk i łeb aligatora nie ocalał. Rzeka została przemeblowana.
 |
| Tej wilczej kładki nie było w ubiegłym roku |
Za ruiną kładki do Orzechowa — nikt nie zamierza jej odbudować — wkraczamy w wąwóz Marózki. Tutaj dopiero zobaczyliśmy, jak bardzo zmieniła się po ostatniej śnieżnej zimie. Drzewa, które pochylały się nad nurtem, runęły i zostały pocięte przed kolejnym sezonem, żeby kajakarzom było lżej. W niektórych miejscach pozostawiono wąskie przejścia i trzeba użyć wyobraźni, by zgrać popychający nurt, ustawienie kajaka i jego prędkość — zrobić wszystko, co niezbędne, by uniknąć wywrotki lub ugrzęźnięcia w prześwicie.
 |
| Akwarium |
 |
| Olcha nie zamierza się poddać |
 |
| Nurt niesie |
 |
| Ani myśli uciekać, nawykła do turystów |
 |
| Rozświetlony kąt |
W kilku miejscach pojawiły się progi nieomal równie atrakcyjne jak na roztoczańskiej Tanwi, tyle że nie skalne lecz z pni powalonych olch i sosen. Na szczęście woda okazała się wysoka. Przeskakujemy nad nimi. Kadłub kajaka lekko się ugina podczas zeskoku. Dziób zanurza się w wodzie, ale nie na tyle, by wlała się do środka. Jest zabawa.
 |
| Mozaika |
 |
| Wprawne ok wypatrzy norkę zimorodka |
 |
| Przed kolejnym zakrętem przełomu |
Gdyby Marózka niosła mniej wody, trzeba by specjalnych umiejętności, żeby pokonać te przeszkody bez wysiadania. Takich, jakie wytrenowałem w ubiegłym stuleciu podczas wielodniowych wycieczek szlakami Suwalszczyzny, Mazur, Warmii, Kociewia i Kaszub. Znajome kąty, zapamiętane podczas wielu spacerów, nie są już takie znajome. Na brzegach zaległo mnóstwo sosen, świerków, olch i osik. Drwale musieli się napracować, by na powrót udrożnić szlak.
 |
| Trochę ulgi |
 |
| Akwarium |
 |
| Szorujemy |
 |
| Niegdyś ulubiony kąt zimorodków i sarny chwytanej z kajaka w lot |
 |
| Chwila oddechu przed kolejnym progiem |
 |
| Uskok jak na Tanwi |
 |
| W leśnej ciszy, gdy kajaki zniknęły z oczu |
 |
| Kiedyś była tu bujna polana |
Spływamy więc i czujemy się niczym podczas spacerów w parku Łazienkowskim w Warszawie. Dajemy się wyprzedzać grupom rozgadanych kajakarzy tylko dla chwil ciszy, która następuje po ich zniknięciu za kolejnymi zakrętami wąwozu rzeki. Kulminacja nastąpi w południe, gdy dopłyniemy do mostu i zapory spiętrzającej Jezioro Święte.
 |
| Nad tańczącym dywanem |
 |
| Gdy światło maluje |
 |
| Świtezianka |
 |
| Bukiet bez kwiatów |
 |
| Świtezianka na popasie |
 |
| Tutaj też kiedyś był kąt zimorodków |
Tutaj gość, który pomaga odbierać kajaki, powie, że w sezonie — bywa — obsługuje w weekend do tysiąca kajaków dziennie. Marózka nie przetrwa takiego naporu chętnych do zaliczenia jej uroków. Dzieje się dokładnie to samo, co na Krutyni w Krutyniu. Widoki najpiękniejszych kątów rzeki już nie poruszają. Widać rozdeptane miejsca, gdzie zwykle polowały zimorodki, osunięte skarpy z porzuconymi norkami lęgowymi. Stare przeszkody ustąpiły nowym.
 |
| Kiedyś to był dywan |
 |
| Akwarystyka niejeden obraz pokazuje |
 |
| Światłem malowane |
Suniemy za grupkami hałaśliwych spacerowiczów, którzy kotłują się w wąskich przejściach, przeszkadzając sobie nawzajem. Dzieje się to, co najbardziej zawadzało mi na szlakach kajakowych. Ludyczna impreza.
 |
| Pierwsze akcenty jesieni w sierpniu |
Kończymy z uczuciem rozczarowania. Marózka latem nie jest Marózką wiosenną lub jesienną, kiedy na powrót chwyta oddech po tumulcie masowych spływów. Zwierzęta też się dostosowały — pochowały się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz