niedziela, 19 czerwca 2016

Jezioro Łańskie w pochmurny dzień


Łyna i dziki bez

Zwabiony prognozą pogody popłynąłem z Kurek na Jezioro Łańskie przed wschodem słońca. Niestety to, co satelity widzą jako przejrzyste powietrze, okazało się warstwą cienkich chmur, które, całkowicie zasłaniając niebo, nie dopuszczały światła nad wodę. Nie oglądałem więc brzasku i wschodu słońca, najczarowniejszych chwil stającego się dnia.
Zepchnąłem kajak na nieco podwyższoną po ostatnich deszczach powierzchnię Łyny i zanurzyłem się w mroku rzecznego korytarza opatulonego wybujałym szpalerem młodej trzciny. Aparat z trudem radził sobie z brakiem światła, robiąc fotografie błękitnej godziny podbarwione szaro-niebieskimi odcieniami.
Spływałem między wyciszonymi szuwarami. Brak światła zniechęcał ptaki do żywszego koncertowania, a i tak słyszałem solówki trzciniaków, kosów, wibrujące zaśpiewy bączków, dochodzące z wnętrza bujnych zarośli między wodą a błotnistymi brzegami.
Za ostatnim domem Kurek wypłoszyłem z trzcin stado młodych szpaków, zapewne bezdzietnych i tych najmłodszych, które nabyły umiejętność latania po wczesnym wykluciu się z pierwszego lęgu. Ptaki ze zwielokrotnionym furkotem skrzydeł zatoczyły obszerne kręgi nad kajakiem i łąkami, a po chwili znowu osiadły w gąszczu szuwarów bliżej wsi.

Dodaj napis

Łyna płynie zakolami wewnątrz obszernej doliny utworzonej przez morenowe wzgórza o łagodnych stokach pokrytych łąkami, krzakami czarnego bzu, łozy, młodymi olchami. Las ogranicza przestrzeń odległymi ścianami drzew. Widok samochodów przemierzających szosę z Olsztynka do Szczytna budzi niekiedy zdumienie, zwłaszcza o świcie. Powolny nurt wiedzie najpierw na wschód, wprost ku wstającemu słońcu, jeśli dopisze pogoda, a potem skręca na północ pod odnowiony mostek. 

Odleciały

Tutaj spotykam parę łabędzi, która zamiast odpłynąć w szuwary i poczekać, aż przepłynę mimo, wybiera ucieczkę, dołączając do innej pary odpoczywającej pod mostkiem. Towarzyszyły mi przez dłuższy czas, aż w końcu, napotkawszy jeszcze jednego samotnika i czaplę na skraju łąki, poderwały się do lotu w kierunku Jeziora Łańskiego nad zakrzaczoną łąką pokrytą zaczątkami wierzbowego łęgu rzeki. Inne czaple niechętnie opuszczały swoje miejsca noclegowe, mocując się z trzcinami i gałęziami nadrzecznych olch, krępującymi ruchy skrzydeł rozpostartych do lotu. Koziołek, który najpierw chciał uciec do lasu, zawrócił, natrafiwszy na stare zmurszałe ogrodzenie, i uciekł ku zbawczym łąkom z histerycznym poszczekiwaniem.

Spać się chce

Dzisiejszy ranek nie miał w sobie zwykłego czaru. Było ciepło, bezwietrznie. Zabrakło mgły i  łuny brzasku, na który wciąż liczyłem. Półmrok zdominował krajobraz. Śpiew lasu nie miał siły przekonywania. Plusk ryb nie budził emocji. Łyna opływała bujne grążele, których barwy przygasły we wszechobecnym cieniu, zmuszała pasma poszarzałych wodorostów do jednostajnego tańca. Widok letniskowych domów pod lasem, coraz mniej widocznych przez wybujałe tataraki, kosaćce, pałki wąskolistne, wodolubną trawę i coraz gęstszą mierzwę łąkowych zarośli, nie czynił dzisiaj wrażenia.
Wypłynąłem na Jezioro Łańskie obok pomostu okupowanego przez kaczki krzyżówki, które tutaj urządziły sobie nocleg. Nawet nie zareagowały na moją obecność.

Jezioro Łańskie

Pochmurny świt

Południowa zatoka okazała się pusta. Przygaszony krajobraz nie obiecywał przygody. Jednolita warstwa chmur nie dawała nadziei na widok nieba i słońca. Jezioro spowite flautą milczało. Przed sobą miałem jedynie monotonną taflę wody, odbijającą fakturę nudnego, pochmurnego nieba, kreski ciemnego lasu i szuwarów ograniczających akwen, połać bezkresnego szarego nieboskłonu. Towarzyszyły mi samotne perkozy, niechętne do pozowania; wędkarze, którzy zakotwiczyli tuż przy mieliźnie na środku jeziora między Dzierzgunami a zatoczkami w Ząbiu; łabędzie za wędkarzem; rybitwy latające wokół; czaple szybujące wzdłuż brzegów spowitych cieniem... Krajobraz zastygł w pozornym bezruchu.

Bezruch

Wiosłując jednostajnie, ziewałem. Czas ciurkał tymi samymi sekundami, minutami, kwadransami. Kajak sunął po wodzie usypiająco. Dziób ciął zmarszczki drobnych fal wzniecanych ledwo wyczuwalnymi podmuchami północnego wiatru, rozpędzającego się wzdłuż najszerszej części jeziora. Nie było okazji do budzących ożywienie fotografii. Aparat przeszedł w tryb uśpienia. 

Perkoz

Czupur

Dopiero na wysokości Lalki, gdy urządziłem krótką przerwę na samym końcu półwyspu pod osłoną trzcin, nadarzyła się kolejna okazja do uwiecznienia ptaków.

Cyranka

Za Lalką popłynąłem wzdłuż zachodniego brzegu, zostawiając po prawej szeroką przestrzeń kolejnego fragmentu jeziora, ozdobionego budynkiem Cyranki, który przebudowano w stylu trochę witkiewiczowskim i nawiązującym nieco do wyobrażeń o średniowiecznej, drewnianej architekturze obronnej.





 
Jezioro Łańskie za Lalką





W świetle pochmurnego dnia jedynie bliskie plany obiecywały w miarę udane zdjęcia. Puszcza wychyla się nad jezioro ze stoków wyniosłego brzegu. W wielu miejscach przybrzeżną toń wypełniają zatopione drzewa, pokryte glonami konary i gałęzie. W zaroślach podszytu odkrywałem ślady pozostawione przez bobry i dziki, zamaskowane nory, ledwo widoczne gniazda ptaków. Nagie korony obumarłych lecz mimo to stojących jeszcze drzew, pozbawione przez deszcz i wiatr kory, kontrastują groteskowo z bujną zielenią puszczańskiej ściany.

Olchy


Obietnica

Rzeźba wiatru i wody

Prawie Amazonka

Jezioro zwęża się. Płynąc środkiem tej części akwenu, miałem wrażenie przebywania na środku powolnej nizinnej rzeki. Szuwary pod zachodnim brzegiem odsłaniały kameralne zatoczki, mateczniki narybku i ptaków obok powalonych drzew. Mimo głębokiego cienia przejrzysta woda odsłaniała przybrzeżne mielizny i zagłębienia pełne ryb.

Dopływam do wyspy

Przed Łańskiem

I tak aż do największej wyspy Jeziora Łańskiego, która wyłoniła się spoza obszernego cypla wschodniego brzegu. Podpływając do niej, śledziłem przez dłuższą chwilę tracza – samca – okrążającego szybkim lotem gniazdo gdzieś wśród drzew na środku rozlewiska. Jakby prostował skrzydła po nazbyt długim przesiadywaniu obok swojej pani.

Kormorany

Dużo ich

Wyspa kormoranów

Opłynąwszy wyspę od zachodu, wychyliwszy się w stronę Łańska i odległego o kilkaset metrów wejścia na Łynę, ze zdumieniem odkryłem kormorany. Ptaki wylatywały pojedynczo z leśnego wnętrza wyspy. Widząc mnie, podniosły alarm. Nagle nad jeziorem pojawiła się skrzydlata chmura. 




Kolonię wypełniło chrapliwe gaworzenie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że wyspa zmieniła charakter. Niegdyś przyjazna, w miarę dostępna, dzisiaj zarosła łęgowym podszytem, który, zasilony odchodami ptaków, bujnie wypełnił przestrzeń pod okazałymi, starymi drzewami. Kolejny dowód nieubłaganych przeobrażeń natury. Wszystko się zmienia. Nic nie jest na zawsze podobne do obrazów przechowywanych w zawodnej pamięci.

Matecznik

Mamuśka i jej dzieciaki


Strażnik ciszy

Okrążając wyspę, miałem okazję sfotografować czernicę z dwójką piskląt, kormorana suszącego skrzydła na jakimś wynurzonym konarze w towarzystwie czujnej czapli, pojedyncze ptaki nieznanych mi gatunków… Wszystko czyniłem w depresyjnym nastroju dnia opatulonego nieustępliwymi chmurami, które tylko gdzieś w oddali, nad górnym odcinkiem Łyny, otworzyły niebo. Tutaj na to się nie zanosiło.

Ostatnie spojrzenie na wyspę kormoranów

Wracałem zdegustowany. Pocieszeniem, drobnym, był wiatr, który, wiejąc z północy, pomagał w powrocie do Kurek. Odczułem tę pomoc po wpłynięciu na szeroką część jeziora, rozciętą przez półwysep Lalka.



Kajakowym spływom nie zawsze towarzyszy wymarzona fotograficzna pogoda. Podczas pochmurnych dni jestem wystawiony na działanie nostalgii. Ogarnia mnie wówczas spokój z odcieniem smutku, nie dającego się wyrazić słowami. Jedynym ratunkiem wiosłowanie – remedium na ową przypadłość.




W takim nastroju, wiosłując w jednostajnym rytmie i patrząc na dziób, pozbywam się myśli. Poszarzały świat powoli płynie przed oczami. Liczy się chwila teraz oddzielająca przeszłość od przyszłości. Jej charakter sprawia, że czas zamiera, nie znajdując namacalnego potwierdzenia w zmienności otoczenia. Woda odpływa za rufę niedostrzegalnie. Obrazem jeziora tylko cisza, znieruchomienie w przestrzeni, jednostajny rytm kolejnych, powtarzalnych zanurzeń wiosła. Człowiek wpada w letarg mimo pozorów ruchu. Raz dwa, lewa prawa, raz dwa, lewa prawa… póki kajak nie uderzy w grzbiet sennej ryby żerującej tuż pod powierzchnią wody, nie otrze się o trzciny, nie utknie na mieliźnie...

Łabędziowi trzeba pomóc, pochylając aparat



Nie lubię powrotów. Także dzisiaj, chociaż słońca brak. Szukałem każdego pretekstu, by sięgać po aparat i przedłużyć czas pływania po jeziorze i rzece. 

Jezioro Łańskie w Ząbiu


Nawet brak światła nie przeszkadzał w utrwaleniu obrazów kajakowego szlaku: ciekawych drzew, akwarystycznej toni Łyny, nurtu wśród dywanów żółtego grążela, jaskółek wśród trzcin… 

Akwarium Łyny



Łyna



Jaskółeczka

Jaskółeczka


Tylko dudków zabrakło, chociaż wszędzie je słychać podczas mozolnego podpływania Łyną między pojedynczymi zabudowaniami Ząbia a potem Kurek.

piątek, 17 czerwca 2016

Las Warmiński nad Łyną


Ruś

Przed południem namówiłem Małgosię na spacer wzdłuż Łyny od strony Rusi, wsi posadowionej na stromych zadrzewionych stokach nadrzecznej doliny, zwieńczającej północną granicę Lasu Warmińskiego, rezerwatu przyrody obejmującego bór wzdłuż Jeziora Łańskiego od półwyspu Lalka po północną jego część, skąd wypływa Łyna; jej przełom i dopływ – strumień łączący jeziora: Galik, Jełguń i Oczko leżące w granicach nieistniejącej już wsi Jełguń.

Czerwiec nad doliną Łyny

Było co oglądać. Najpierw za Bartążkiem – pole rzepaku za pasmem czerwonych maków na tle zachmurzonego nieba. Potem dolina Łyny w świetle dnia od Bartąga do Rusi. Samochód zostawiliśmy na parkingu, obok wiejskiej plaży, skąd zaczyna się pieszy szlak wzdłuż Łyny w kierunku Sójki.

Wiatrołomy w rezerwacie

Na początku ścieżka wiedzie przez las, którego wnętrze wypełnia zielony półmrok. Wędruje się stokiem, mając po lewej stronie jeszcze spore wzniesienie i stare sosny, a po prawej zbocze opadające ku niewidocznej rzece. Rzeka płynie gdzieś w dole za ścianą drzew i gęstego podszytu. Przez galimatias pni i gałęzi pokrytych bujnym listowiem niewiele widać. Nie można sobie uzmysłowić kształtu doliny. Nurt widać jedynie zimą albo wiosną.

Łyna z gąszczu
  
O tej porze roku las wypełniają solowe popisy kosów, drozdów, szpaków, sikor, innego ptasiego pospólstwa; wrzaski sójek, strażniczek leśnego spokoju, okrzyki dzięciołów i ich werble; charakterystyczne cmokanie towarzyszące wspinaczkom wiewiórek po korze wyniosłych sosen, których korony chowają się za listowiem drzew i krzewów podszytu; jakieś szelesty wzniecane przez zwierzęcy drobiazg buszujący w ściółce. Chwilami wzrok grzęźnie tuż obok w gęstwinie listowia i igliwia otulającej ścieżkę wijącą się między kolumnami pni, wykrotami, lub przechodzącą pod kłodami powalonych drzew.

Starorzecze, Łyna w oddali

Nieco dalej szlak schodzi ku rzece i wiedzie nad starorzeczem zasilanym przez obfite helokrenowe źródlisko bijące spod stromej skarpy znad zrudziałego piasku. Koryto starorzecza błądzi w olchowym łęgu, potem łączy się z głównym nurtem Łyny. Miejsce urzeka urodą. Między pniami starych olch, jesionów, osik i omszałych brzóz widać szeroko rozlaną wodę starorzecza i głównego nurtu pokrytą dywanem wodnej roślinności skrywającej w sobie miejscowe storczyki. Zakątek tonie w niepokojącym półmroku.

Łyna za przełomem

Kolejne zakole doliny odsłania pagórkowaty matecznik. Między garbami widać łagodne zagłębienia i bardziej strome rowy wymyte przez wodę z roztopionego śniegu, które urozmaicają pochyłości wschodniego stoku.  Łagodne zejścia ku rzece sprowadzają na skraj bujnych turzycowisk i wodnej manny, tataraków, pałki wąskolistnej, kosaćców, zarośli otaczających podstawy pni wodolubnych olch, świerków, brzóz, osik, podszytu z krzewów szarej wierzby, czarnej porzeczki, dzikiego bzu, czeremchy, kruszyny… Wzdłuż wiedzie niepozorna ścieżka wydeptana przez dzikie zwierzęta. Korony drzew przepuszczają tutaj nieco więcej światła, uwydatniając urodę niezwykłej oprawy płynącej wody.

Nad ujściem strumienia

Za kolejnym wzniesieniem szlak ponownie schodzi ku wodzie. Przecina strumień dopływający do Łyny z pobliskiego wąwozu, który rozdarł stok morenowego wzniesienia. 

Warkocz Łyny

Zarośnięte wnętrze wąwozu jest nieprzeniknionym matecznikiem. Nasączone wodą grząskie dno znika pod kołdrą gęstego runa i podszytu, w nieustępliwym zielonym mroku.





























Łyna łagodna

Nad ujściem strumienia wznosi się kilkumetrowa skarpa, w którą podczas wezbrań uderza główny impet rzeki. Spod pnia ogromnego świerku widać długi fragment wyprostowanego szlaku wodnego z niewielką liczbą kłód łatwych do ominięcia kajakiem albo pontonem. 

Łyna zielona

Tu da się płynąć

Bukiet Łyny

Łagodny nurt płynie obok kęp roślin wyrosłych na zanurzonych pniach, rozpadających się pniakach po olchach i świerkach, obok wysepek usypanych na starych przeszkodach i oczek wodnych w zaroślach.











Kontrasty i odcienie zieleni

W czerwcu ów zakątek Łyny jest zdominowany przez paletę zieleni od ciemnych odcieni świerkowego igliwia po pastelowe odcienie brzóz, świeżych tataraków, pałek wąskolistnych, turzyc... Pozostałe kolory są stłumione. Światło słońca wznieca w obrazie rzeki  kontrasty, którym obiektyw bez filtrów nie podoła. Chyba że zdjęcia będą robione w formacie RAW. Miejsce jest nawiedzane przez fotografów. Znaleźliśmy osłonę obiektywu Olimpusa.

Olcha nad warkoczem Łyny

Napatrzywszy się na ów zakątek Łyny, przeszliśmy nad jej warkoczem – strumieniem o jasnej wodzie spływającym po jasnym piasku – i podążyliśmy w kierunku Sójki. 






Okno na Łynę

Szlak wiedzie nad stromymi skarpami. Od czasu do czasu w zwartej ścianie lasu wypełniającego przestrzeń rzecznego wąwozu pojawiają się szczeliny, przez które widać swawolny nurt.

Łyna gdzieś tam

Obrazy przetwarzane przez mózg są pozbawione przeszkód: listowia, patyków, gałązek, dla których woda płynąca w dole jest tłem. Kiedy więc spróbujesz fotografować rzekę, zdziwisz się, że aparat ustawiony w trybie automatycznej pracy będzie ogniskował właśnie na tych szczegółach. To dlatego, nie lubiąc prób ręcznego dostrajania obiektywu i dobierania parametrów, robię po kilka, kilkanaście ujęć tego samego kadru, a potem mozolnie przebieram w fotografiach, by wybrać co ciekawsze. Nie jest to wszakże najlepszy sposób na czerwcową Łynę. 

Różnorodność życia w łęgu

Chaos bujnej egzystencji

Jedno z najczęściej fotografowanych drzew nad Łyną

Wiatrołomy nad rzeką

Mijany las frapuje chaosem. Ogromne świerki, dwustuletnie sosny, matuzalemowe ponad trzystuletnie dęby, poskręcane niemiłosiernie pnie wiekowych grabów, wiatrołomy, osuwający się grunt pod urwiskami, pnie obumarłych drzew skolonizowane przez śluzowce, huby, ozorki dębowe, żółciaki siarkowe, boczniaki…, kłody rozpadającego się drewna i spróchniałe pniaki w runie, głazy pokryte czapami mchu, osypiska świeżego piachu i żwiru… to wszystko przyciąga uwagę.

W cieniu pomników przyrody

Wśród drzew matecznika

Walka z oporną materią fotograficzną sprawia, że nie zauważasz, jak ścieżka wspina się coraz wyżej nad rzekę i wiedzie między najstarszymi – chyba – drzewami Lasu Warmińskiego. Stając między pniami masztowych sosen, pod dębami u schyłku życia, obok świerków – bliźniaków najciekawszych okazów Puszczy Białowieskiej albo lasów karpackich – nie powstrzymujesz się od bezwiednego zachwytu. 



















Nad osuwiskiem

Jeśli jeszcze zatrzymasz się na skraju urwiska, nad starym grabem, który osunął się z gruntem i pochylił ku rzece, maskując prawie pionową przepaść zwieńczoną odsłoniętymi głazami narzutowymi, prześwitującymi przez rozświetlone listowie drzew podszytu, ulegniesz złudzeniu, że teren nadaje się do wspinaczki skałkowej.

Słoneczna natura Łyny

Pod starymi świerkami nie ma ściółki. Jest tylko dywan drobnego rudego igliwia przykrywającego piach i odsłonięte korzenie. Miejscami świerki dominują w lesie charakterystycznym dla podgórskich ostępów. Wspinaczka ścieżką na wielometrowe wzgórze, gdzie widać torfowisko a nieco dalej wyschnięty staw (miejsca przed laty upatrzone przez żurawie, które tutaj wyprowadzały młode) przypomina wędrówkę po górach.

Łyna w przełomie

Idziemy między pomnikowymi drzewami, spod których odchodzą strome i kręte zejścia ku rzece. W niektórych miejscach rzeka płynie prawie pięćdziesiąt metrów niżej, jedno że w czerwcu przez zasieki powalonych olbrzymów, przez chmury igliwia i listowia, splątane konary, gałęzie, przebija się tylko dźwięk wody pogłębiającej nieustannie wąwóz przełomu.

Nad Łyną
Widok stromych ścieżek wydeptanych przez zwierzęta zadziwia. Skąd pomysł, by schodzić ku zwariowanemu nurtowi, między powalone drzewa, szarpać darń i płaty runa na osuwających się pochyłościach stoku, sięgać po pędy grabów, samosiejek sosen, świerków w wąwozach i na garbach wyrzeźbionych erozją, gdy to wszystko rośnie obok wygodnego szlaku?


Zakole Łyny z jadalni bobrów

Pokonawszy wzniesienie, zmierzamy do najtrudniejszego dla kajakarzy odcinka szlaku wodnego – przełomu Łyny w enklawie Sójki. Ścieżka stopniowo schodzi ku rzece. Za odmłodzonym grądem grabowym, który zarósł odsypisko ciasnego zakola nurtu, otwiera się widok na bystrą wodę. Łyna uderza w zachodni brzeg osypujący się stromą skarpą. Ów kąt można fotografować w słonecznym świetle tylko późnym rankiem. Dzisiaj przyszliśmy za późno. Nie zdecydowaliśmy się wejść do zarośniętej jadalni bobrów.

Ogród Łyny

Niebawem przedostaliśmy się do mojego ulubionego zakątka pod pomnikowymi świerkami. Małgosia z Miką pozowały, stojąc na pniaku po wielkim świerku. Gdyby spadły, zatrzymałyby się dopiero w wodzie, kilka metrów niżej. Nie byłoby czego się uchwycić.







Świerki Lasu Warmińskiego

Świerkowy las robi tutaj niezwykłe wrażenie. Wiele drzew już zamarło, odstępując życiową przestrzeń samosiejkom grabów, świerczyny, dębów, dając szansę leśnemu runu i podszytowi.

Do jedzenia gdy młode, do rozpalania ogniska gdy wysuszone

Spoglądając na wartką rzekę z góry pomiędzy gałęziami drzew okupujących urwisko brzegu, dostrzegłem kępę żółciaków siarkowych, która wyrosła na spękanym pniu powalonego przed laty dębu. 

Za tym ogromnym pniem po lewej kajakowa pułapka

Najpierw fotografowałem ją z oddali, a potem z bliska po zejściu wąską ścieżką dzikich zwierząt nad samą wodę. Dopiero spod zalegającego pnia zobaczyłem jedną z wielu pułapek zastawionych na kajakarzy przez Łynę – kilka kłód na poły zanurzonych w wartkim nurcie, częściowo zawieszonych nisko nad wodą. Kajak nie przepłynie. Przyciśnięty przez nurt do pnia przewróci się i utknie w rumowisku. Chwila nieuwagi, zła ocena sytuacji – nieszczęście gotowe. Lepiej dobić do brzegu. Przenoszenie nieuniknione.

Filary dawnego mostu w Sójce

Do Sójki stąd jest jeszcze kilkaset metrów. Z mostu nad rzeką zostały potężne kamienne filary. Po tamie, o której napisał Władysław Ogrodziński we wspomnieniach z kajakowego spływu w latach sześćdziesiątych XX wieku, nie ma już śladu.








Patrząc na zdjęcie młyna w Sójce z 1915 roku w książce Ramuk znaczy spokój poświęconej 240 letniej historii Nadleśnictwa Nowe Ramuki, i porównując z obrazem rezerwatowego wąwozu o poszarpanych ścianach, pełnego powalonych drzew, trudno uwierzyć, że ludzie zdołali niegdyś ujarzmić swarliwą Łynę. Dzisiaj to jeden z najbardziej frapujących zakątków dzikiej przyrody w skali Europy, skrywający mnóstwo zagrożonych gatunków owadów, porostów, roślin, ryb, zwierząt, ptaków; niezwykłą rzeźbę przełomu rozdzierającego morenowe wzniesienia; będący siedliskiem pomnikowych drzew, po które drwale nie sięgną z powodu niedostępności terenu.

Świetlista Łyna

Ekipa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie ze Stanisławem Czachorowskim, która badała faunę Łyny pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, stwierdziła obecność krasnorostów rzecznych nadających kamieniom zalegającym dno Łyny różowy kolor uznawany dawniej przez Prusów za magiczny; gąbek słodkowodnych uwielbiających czystą, niezbyt szybko płynącą wodę; racicznic, o których świadczą jaskrawe odsypiska muszli po martwych osobnikach zalegające piaszczyste mielizny szeroko rozlanej Łyny. W Łynie potwierdzono także obecność niezwykłego chruścika – niprzyrówki rzecznej – gatunku, który wcześniej uznawano za wymarły z powodu zanikania gąbek słodkowodnych będących głównym pokarmem larw.


Według planu urządzenia lasu opracowanego dla Nadleśnictwa Nowe Ramuki Las Warmiński jest bogatym siedliskiem niezwykłej plechy – granicznika płucnika – wpisanej do czerwonej księgi gatunków zagrożonych, kilkunastu zagrożonych gatunków mchów i wątrobowców, w tym takich, które występują wyłącznie w starych, naturalnych lasach, niedotkniętych przez wieki działalnością gospodarczą. W moim ulubionym kącie nad zakolem Łyny, gdzie leży jeden z powalonych dębów, a drugi już zrzuca martwe konary, stwierdzono obecność pachnicy dębowej i ważki – trzebli zielonej. Podobno bywały tutaj jelonki rogacze.


W opracowaniu Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie sporządzonym na potrzeby nadleśnictwa wymieniono dziesiątki nazw zwierząt, ptaków, płazów, drzew, roślin, grzybów, porostów podlegających ścisłej ochronie, w tym ochronie strefowej z zakazem wstępu, z których większość występuje w tym niepowtarzalnym rezerwacie nad Łyną – Lesie Warmińskim. Poniekąd chodząc tam, czuję się tak, jakbym przebywał w ogromnym muzeum historii naturalnej.

Łyna i jej świerki

Dlatego każdy bezmyślnie i bezrefleksyjnie pozostawiony niedegradowalny plastikowy, szklany czy metalowy śmieć wywołuje we mnie niehamowaną złość. Upłynie jeszcze wiele wody w Łynie, nim ludzie naprawdę pojmą, że nie są sami na ziemi tej Ziemi. Że dla jej dobra powinni mieć siłę zabierać puste opakowania do domu, skoro mieli siłę przynieść je nad Łynę o wiele cięższe, bo wypełnione.

Wysepka na Łynie

Stara olcha nad Łyną