poniedziałek, 14 marca 2016

Krótka opowieść o Dłużku



O jeziorze Dłużek

Zauroczenie

Dłużek o świcie



Cisza

Dłużek leży we wschodniej części puszczy napiwodzko-ramuckiej, w granicach nadleśnictwa Jedwabno. Długi na ponad 6 kilometrów, wąski (rzadko kiedy szerokość przekracza pół kilometra), składa się z trzech akwenów przedzielonych zakręconymi w S cieśninami: północną między morenowymi wzniesieniami, południową między podmokłymi brzegami. Woda wypełnia rynnę biegnącą z południa na północ łagodnym łukiem. W najgłębszym miejscu nieopodal kolonii Dłużek do dna jest 38 metrów.



Łabuny Małe

Po zachodniej stronie jeziora leży podobna rynna wypełniona na północy tajemniczym torfowiskiem, z którego wypływa pojawiający się tylko podczas roztopów i po ulewach strumień, uchodzący następnie do jeziora Łabuny Duże (niezwykłego), a z niego do jeziora Łabuny Małe. Stąd do Jeziora Czarnego, przylegającego do leśniczówki i zabudowań Czarnego Pieca, płynie kilkusetmetrowym głębokim rowem często wysychająca struga. Z południowej, tej obszerniejszej zatoczki ostatniego jeziora wypływa rzeczka Czarna, dopływ rzeki Omulew. Niegdyś wszystkie te jeziora mogły stanowić jeden długi i malowniczy akwen o pokręconej linii brzegowej. Pewności jednak nie ma.












Nad Dłużek jeżdżę rowerem. Najpierw jadę z Przykopu biskupią aleją do Bałdy i dalej polami rolniczej stacji doświadczalnej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie w kierunku  jeziora Gim. Napisałem o tych miejscach co nieco tutaj:
i tutaj:



Na rozstaju

Za Gimem kieruję się leśnym utwardzonym duktem na południe, omijając po wschodniej stronie torfowisko pełne bagna zwyczajnego, wysokiego mchu, rosiczek, żurawin, zielonych kozaków i karłowatych sosen, które wypełnia leśną kotlinę. Zanurzam się w zwarty sosnowy bór pełny masztowych sosen, starych świerków, pojedynczych dębów. Droga wspina się na grzbiety moren i opada w kotliny, kluczy między porębami. Raz po raz rozwidla się, to znów krzyżuje z drogami zmierzającym do Zgniłochy i na śródleśne podmokłe łąki. W końcu słychać samochody przejeżdżające szosą z Olsztynka do Jedwabna i Szczytna.



Się jedzie

Po piaszczystej drodze pełnej wybojów, głębokich kolein, grząskiego podłoża, asfalt szosy obiecuje złudny komfort. Można przyspieszyć i delektować się szumem wiatru. Jedno że co i raz mijają mnie tiry, które unikają płatnej drogi szybkiego ruchu E7.

Po prawej stronie na wzniesieniu otwiera się poręba a za nią rozległa polana wiodąca ku mokradłom między Natacią nad Jeziorem Omulewskim a Dębem przy drodze do Kurek nad Łyną. Kilka lat wcześniej na porębie rósł niezwykły bór, którego podszyt tworzyły czerwone dęby i graby. Jesienią drodze towarzyszyła ściana listowia w kolorach żywego brązu i czerwieni. Dzisiaj brakuje mi tego widoku. Dużo czasu upłynie, nim ta rana się zabliźni.

Niekiedy zaglądam na polanę, wypatrując jeleni. Zwykle jednak polana jest pusta. Wracam więc na szosę, przejeżdżam nad przepustami, przez które przepływa smętna bagienna woda z polnych  i leśnych łąk wokół Zgniłochy. Drzewa nad brzegami strumieni noszą ślady bobrowych siekaczy. Wszystkie strumienie zmierzają przez leśne mokradła do Jeziora Omulewskiego.


Lato leśnych ludzi

Po drodze mijam kolejną leśną łąkę po lewej stronie, ścielącą się pomiędzy ścianami lasu i skrywającą mokre komysze wypełnione trzciną, turzycą, wysokimi trawami.


Świerk, mgła i słońce o świcie

Pewnego dnia trafiłem na niezwykły wschód słońca. Wilgotne powietrze stworzyło niezwykły nastrój. Słońce prześwietlało zamglony świerk, ozdabiając jego konary niezwykłą aureolą. Oglądałem optyczne zjawisko Tyndalla w pełnej krasie – smugi słonecznego światła opływające koronę drzewa stożkowo rozbiegającymi się pasmami światła i cienia. 


Motyl świtu

Zostawiłem rower pod drzewami i wyszedłem na skraj łąki. Obraz był tak fascynujący, że zapomniałem o celu wycieczki. Chwilami miałem wrażenie, iż oto przeżywam bliskie spotkanie z Obcymi. Prześwietlony na skroś czarny kontur świerka zdawał się unosić nad ziemią.














Usłonecznione olchy

Długo trwało, nim oderwałem oczy od tego widoku. W kadrze zabrakło jedynie zwierząt. 































W nurcie światła

Ów poranek i tak nie pozwolił ochłonąć po misterium chwili. Za rozwidleniem szosy, której prawe ramie prowadzi nad Jezioro Omulewskie, a lewe (to wybrałem) do Jedwabna, szosa powiodła wprost pod światło wschodzącego słońca. 



Na kolejnym podjeździe za jeziorkiem Priamy, tajemniczo rozlewającym się w dolinie po prawej stronie szosy, ujrzałem niezwykły obraz cieni uczepionych konarów drzew. Jakbym zanurzył się w toni głębokiej rzeki wypełniającej niewiarygodny wąwóz… Mgła, wilgoć, gęsty bór wynoszący się wysoko nad asfalt, cisza… Nie da się oddać wrażenia chwili słowami. Niech więc mówią zdjęcia.














Bunkier nad Dłużkiem

Po drodze mijam bunkier posadowiony na poboczu nieopodal Czarnego Pieca. Tych bunkrów jest więcej. Drugi na przykład blokował drogę wzdłuż jeziora Dłużek w kierunku Małszewa i Tylkowa. Bunkry stanowiły elementy pośpiesznie wzmacnianej  linii obronnej przed spodziewanym atakiem Armii Czerwonej w 1945 roku. Nie na wiele się zdały, skoro żołnierze korpusu kawalerii generała Oślikowskiego przeszli przez ten teren w kilka godzin i następnego dnia praktycznie bez walki zdobyli Olsztyn.



Po podjazdach i malowniczych zakrętach, za obeliskiem poświęconym pamięci Wacława Bralskiego, sekretarza powiatowego Polskiej Partii Robotniczej w Nidzicy, zastrzelonego przed referendum w 1946 roku przez partyzantów majora Karola Szendzielarza, Łupaszki, zaczyna się długi zjazd w kierunku wsi Dłużek. Przed mętną strugą odwadniającą jezioro skręcam w lewo i wjeżdżam na utwardzoną leśną drogę wiodącą wzdłuż brzegu jeziora i ostoi z masztowymi nasiennymi sosnami. 


Pomnikowa aleja

Do Dłużka wiedzie dębowo-jesionowa aleja objętą ochroną rezerwatową. W 1932 roku wieś nazwano Hartigswalde na cześć Georga Ludwika Hartiga, kierującego pruską administracją leśną w latach 1811 – 1837. To był tylko pretekst, by z mapy wymazać polską nazwę.

Po plebiscycie 11 lipca 1920 roku wieś była świadkiem prześladowań rodziny Kiwickich przez niemieckich nacjonalistów, zanim jeszcze władzę przejęli hitlerowcy. Zastrzelenie przez miejscowego hakatystę jednego z synów Augusta Kiwickiego, działacza mazurskiego, było jedynie lokalnym preludium zdarzeń, które wywróciły niebawem cały porządek świata ustalony traktatem wersalskim. Kiwiccy, którym miejscowe władze utrudniały życie na wszelkie sposoby, uciekli w końcu przez zieloną granicę do Działdowa. Stało się to zaraz po opublikowaniu pierwszego wydania książki Na tropach Smętka. Zdekompletowana rodzina Augusta Kiwickiego przetrwała okupację na Podlasiu. Sam August zmarł w 1950 roku w Dłużku. Do jego przedwojennych losów nawiązywał Melchior Wańkowicz, który odwiedził Dłużek w czerwcu 1935 roku. W jakimś stopniu jego relacja przyczyniła się do udzielenia Kiwickim pomocy finansowej, dzięki której w Działdowie nabyli dom i otworzyli sklep. Potwierdzała to także Emilia Sukertowa-Biedrawina w jednym z komunikatów Warmińsko-Mazurskich z 1967 roku poświęconych losom Kiwickich, z którymi zresztą miała kontakty z racji swojej działalności społecznej.



Trzcina i światło

Jazdę wokół Dłużka zaczynam więc przed wypływającą strugą, nazywaną… rzeczką Czarną, jakby nie dość było rzeczki Czarnej w Czarnym Piecu, wypływającej z Jeziora Czarnego. Podczas suszy struga zanika, odsłaniając błotnistą breję dna. Z lewej strony mijam wyniosłe sosny otulone gęstym i chaotycznym podszytem, porastające jakieś wąwozy, głęboki rów (zapewne przeciwpancerny), pagórki; z prawej natomiast przez gęstwinę drzew można dostrzec przebłyskujące lustro jeziora. 


Flauta

Aż do występu zachodniego brzegu – starej i zarośniętej wysokim lasem bindugi – droga wiedzie niewiele wyżej nad poziomem jeziornej tafli. Ścieżkami można podejść do samej wody, aczkolwiek ziemia staje się coraz bardziej mokra i grząska. 









O wschodzie słońca, kiedy powietrze jest nasycone wilgocią, a po niebie płyną drobne chmury albo dywany obłoczków ozdobione jaskrawymi smugami po samolotach, otoczone zewsząd puszczańskimi sosnami jezioro zdaje się czarować. 







Lustro

Podczas flauty obrazy są przesiąknięte trudnym do określenia mistycyzmem. 












Bez tytułu

Wczesną wiosną, gdy wegetacja dopiero co rusza, łatwiej znaleźć miejsca do fotografowania tych niezwykłych pejzaży.









Niektóre z nich wydobywają z mojej pamięci intensywne wspomnienie związane z lekturą albumu W krainie puszcz i jezior napisanego przez ornitologów Polskiej Akademii Nauk, pełnego czarno-białych zdjęć podkolorowanych delikatnym odcieniem zieleni, od którego zaczęła się moja osobista fascynacja Warmią i Mazurami. Szczególnie zapamiętałem zdjęcie siedzącego w kajaku mężczyzny, trzymającego na kolanach łabędzia niemego tuż po zaobrączkowaniu…

 
Sosny nad Dłużkiem

Pejzaż rybacki
Sosny przeciwległego brzegu strzępią linię horyzontu swoimi fraktalnymi, pełnymi szczegółów, koronami. Ich obraz obiecuje przygodę. Tylko siąść w kajak i podążyć wodą na północ. Zatopiona łódź między łodygami zaschniętej trzciny tworzy niepowtarzalny nastrój miejsca.

Kwietniowy Dłużek

Gdzieś za sosnami przeciwległego brzegu biegnie ścieżka dydaktyczna urządzona przez nadleśnictwo w Jedwabnie. Próbowałem nią pojechać, ale zrezygnowałem po niecałym kilometrze, zorientowawszy się, że nie prowadzi nad jezioro…

Potem mijam bunkier przy drodze. Tuż za nim jest poprzeczna droga, która wiedzie ku następnym dwóm bunkrom ułożonym w linię: jednemu ocalałemu, drugiemu zamaskowanemu przez obrastające go z boków i z góry drzewa.


Dłużek

Od chwili zjazdu na drogę wzdłuż Dłużka zawsze mam aparat gotowy do zdjęć. Często zaglądają tutaj jelenie, sarny i dziki, korzystając z ostoi ciągnących się od jeziora na zachód aż do Zgniłochy, Kaletki, Bałdy i Łajsu. To wielki kompleks zwartego lasu, skrywający jeziora, strumienie, torfowiska, ostoje zwierząt, fragmenty starodrzewów nasiennych, podmokłe łąki, malownicze poręby… Zachodziłem w te miejsca ze świadomością, że powrót do domu zajmie mi co najmniej pół dnia. Nie błądziłem jednak. Miałem w głowie mapę okolic i wiedzę o granicach i szczególnych punktach leśnej enklawy, dzięki której mogłem zawsze odnaleźć drogę powrotną.

Binduga

Lubię zaglądać na bindugę. Tak nazwano wysoki cypel brzegu, służący zapewne do obrządzania wyciętych drzew przed ich zwodowaniem. Z owych funkcji zakątka nie pozostał żaden ślad. 


Dłużek z bindugi

Za to z polany pod sosnami, uniesionej wysoko nad taflą jeziora, widać urzekającą panoramę jego południowej części, ujętej w karby ścian starego boru, porastającego skarpy brzegów. Panoramę zwieńcza cieśnina zasłaniająca widok na sam Dłużek. 







Matecznik

U podnóża stromej skarpy bindugi zalegają powalone drzewa, tworząc chaotyczny matecznik dla ryb i dzikiego ptactwa. Szczęściarze ujrzą polujące kormorany, które spadają impetycznie do wody znad drzew w pogoni za rybami przylegającej zatoczki, nurkujące perkozy, albo bobry penetrujące zarośla wierzb i olch wzdłuż brzegów. Widok z góry robi wrażenie, zwłaszcza jeśli ptaki wyczyniają harce na wprost zejścia z polany.





Stok bindugi nad Dłużkiem


Chaos pod bindugą

Za bindugą droga nieco odchodzi od jeziora, często więc wybieram ścieżki w gęstym runie pod słonecznymi sosnami i, wiodąc rower u boku, wyszukuję miejsca, skąd można fotografować malownicze fragmenty jeziornego krajobrazu. 











Dłużek w stronę bindugi

W miarę zbliżania się brzegów jezioro staje się coraz bardziej kameralne, aż w północnej cieśninie zaczyna przypominać Marózkę albo Łynę za jeziorem Ustrych. 












Bobry psociły

Majowy lub czerwcowy upał uwalnia usypiający aromat żywicy i sosnowego igliwia i wzmaga pragnienie. 












Dłużek przez sosny

Gąszcz boru schodzącego stromymi stokami ku wodzie coraz bardziej utrudnia fotografowanie, bywa więc, że w desperacji ześlizguję się po stromych ścieżkach między krzewinkami jagód, świerczkami, paprociami, czapami mchu, ku wąskiej linii szuwarów i ku olchom, by znów móc spojrzeć na wodę, ujrzeć ślady aktywności bobrów, zobaczyć figlujące kaczki, kury wodne, perkozy, tracze, łabędzie…





W cieśninie Dłużka

I tak aż do północnej cieśniny jeziora, gdzie do drugiego brzegu raptem rzut beretem. Nieraz mnie kusiło, by wrzucić podręczny bagaż na lada tratewkę i przepłynąć na drugą stronę, na polankę pod masztowymi sosnami i w cień wyniosłego stoku wschodniej moreny. 









Pić się chce

Miejsce jest wielce obiecujące i nawiedzane latem przez harcerzy i wędkarzy, którzy urządzają sobie doraźne obozowiska. Po ich pobycie zostają prowizoryczne podpórki na wędki i niewielkie pomosty ułatwiające pływanie.










Drugi brzeg cieśniny



W końcu odwiedziłem i tę drugą polanę, objeżdżając jezioro od jego północnego podmokłego krańca ścieżkami leśnego podziału i ścieżką wędkarzy prowadzącą krawędzią stromej nadjeziornej skarpy.








Północna część Dłużka

Za urokliwą cieśniną Dłużka otwiera się kolejna panorama. Jednak już nie tak rozległa i przystępna. Droga staje się dziksza. Coraz trudniej jechać rowerem. Jezioro zdaje się przypominać kształtem norweskie fiordy, tyle że w miniaturze. 












Niedostępny Dłużek


Nawet stare poręby rozrywające przybrzeżny las nie otwierają nieprzystępnego akwenu, który w oddali zamienia się w lejkowatą zatokę zwieńczoną olchowym łęgiem na zarośniętej bagnistej łące.














 
Tworzy się kolejny matecznik Dłużka


 
Małszewskie łąki
Stąd już niedaleko do Małszewa, Rutek i Tylkówka, o których co nieco napisałem tutaj:










Nie wyostrzył

Nie jest prosto trafić od północnej strony na wschodni brzeg jeziora Dłużek. Droga wzdłuż jeziora łączy się z drogą do Małszewa. Przejechawszy nią kawałek, trzeba zaryzykować wjazd w przecinkę leśnego podziału, a po kilkuset metrach, zdając się na intuicję, odbić na zachód przez bór i starą porębę z szansą spotkania dzikich zwierząt, by w końcu wjechać na mało co używaną drogę prowadzącą po samej krawędzi skarpy.




Dłużek ze wschodniego brzegu

Miejscowi twierdzą, że Dłużek i Małszewskie niegdyś stanowiły jedno jezioro. Wydaje mi się to nieprawdopodobne. Lustro Dłużka jest o 10 metrów wyżej niż lustro Jeziora Małszewskiego, a oba akweny rozdziela morenowe pasmo. Między bajki wkładam też domniemanie o podziemnym strumieniu, który miałby odprowadzać wodę z Dłużka do Małszewa.




Zachodni brzeg

Droga zmienia się niebawem w ścieżkę. Przenoszę rower nad kłodami, obok wykrotów z obnażonymi korzeniami i dołów po wyrwanych drzewach. Otoczenie dziczeje z każdym krokiem. Trud wędrówki wynagradza jednak widok jeziora i drugiego brzegu oblanego światłem wstającego słońca. W takich chwilach zmysły wyostrzają się. Ożywia mnie nadzieja ujrzenia frapujących widoków. 



Po drugiej stronie cieśniny

W końcu wyczuwam raczej niż dostrzegam północną cieśninę Dłużka. Schodzę nad brzeg stromą ścieżką, która zresztą tutaj się kończy. Dalej na południe jest już tylko bór pozbawiony (chyba celowo) nadjeziornych dróg. Ścieżki leśnego podziału odbiegają na wschód, by w końcu połączyć się ze ścieżką edukacyjną, która doprowadzi do Dłużka od strony Jedwabna.



  

Sam Dłużek, który powstał w XVIII wieku (dokładna data powstania nie jest znana), nie robi dzisiaj specjalnego wrażenia. W latach pięćdziesiątych został praktycznie opuszczony przez autochtonów w ramach polityki łączenia rodzin. Stał się miejscowością letniskową za sprawą warszawskich środowisk inteligenckich zainteresowanych Warmią i Mazurami. Dłużek wzbudzał zainteresowanie podobne temu, jakim obdarzano Pranie i Krzyże nad Jeziorem Nidzkim (Konstanty Ildefons Gałczyński, Mieczysław Rakowski, Agnieszka Osiecka, środowisko Studenckiego Teatru Satyrycznego…), Zgon nad Jeziorem Mokrym (Igor Newerly, Adam Szubski, Karol Małłek…).

Dzisiaj w Dłużku bywa Ewa Bem, która kojarzy mi się z elegancją i wysmakowaną lekkością egzystencji. Po każdej jej piosence chciałbym przeżywać resztę życia tańcząc.

Uroczysko


Powroty znad Dłużka zawsze bywają pełne niespodzianek. Zwykle odbijam od północnej cieśniny jeziora w kierunku Łabun Dużych, przeprawiając się przez spowite cieniem i rozjaśniane plamami słonecznymi torfowisko ścieżkami w otoczeniu sięgających pasa jagodowych krzewów borówki bagiennej Vaccinium ulignosum, przez miejscowych ochrzczonych nazwą pijanicy lub durnicy od rzekomych właściwości odurzających, czy bujnych kęp aromatycznego bagna zwyczajnego Rhododendron tomentosum, zwanego też – ku mojemu zdumieniu – rozmarynem leśnym, którego listki Wikingowie dodawali do piwa, żeby się lepiej „nawalić”. 

Śpiący strumyk

Przekroczywszy bagienny strumień, który płynie przez niezwykły, pełen niecodziennych aromatów las, wspiąwszy się na morenowe wzniesienie, zmierzam do północnych brzegów jeziora Łabuny Duże, by odwiedzić nastrojowy kąt z pamiątkowym kamiennym słupem Uroczysko Wojtkowizna 2009, pod którym ktoś systematycznie zapala znicze. 

Niedźwiedziówka

Stąd już tylko niecałe trzy kilometry do Bałdy przez granicę wododziału rzeki Omulew i Łyny. Łatwo tutaj zabłądzić. Brak dobrych punktów orientacyjnych. Trzeba wybrać tę właściwą drogę przez bór i rozliczne komysze, a potem iść nią prosto przez siebie ku polom w Bałdach. Dla mnie przygoda zawsze kończy się dopiero po osiągnięciu Przykopu, a właściwie przed furtką do mojego domu.

Ostatni rzut oka na lustro Dłużka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz