czwartek, 25 lutego 2016

Kośna

Koniec szlaku dostępnej Kośny


Kośnieński gawial i kwiat kosaćca


Kośna z mostu

Kośna wypływa z północnej zatoki jeziora Kośno. Jeziorna tafla dobiega do starych drzew rosnących na pochyłościach skarp przebitej przez nurt polodowcowej moreny. Woda, zanim wpłynie w wejście, omywa sznury wodorostów, na których wędkarze utracili mnóstwo błystek, spławików, haczyków, omija bujne trzciny i łany pałki wąskolistnej, liście grążeli. 





Kośna z mostu

Potem wpada w ściśnięte koryto, pod cień rozłożystych olch, grabów, sosnowych koron, mija zakola, przyspiesza na piaszczystych płyciznach, podmywa korzenie drzew walczących o przetrwanie na krawędzi brzegów.








Brama Kośny

Wiele z tych drzew zaległo brzegi i pobocza nurtu. W końcu kajak uderza o pierwsze przeszkody – pnie, które upadły w poprzek rzecznego koryta, uniemożliwiając swobodny spływ.

Dobijam do nich bokiem. Nurt nie jest porywczy, więc nie przypiera kajaka i nie grozi wywrotką. Uruchomiwszy wyobraźnię stosuję taktykę mozolnego przekraczania przeszkody. Nie schodzę do wody, która pod kłodami wyrzeźbiła w dnie zagłębienia do pasa. Wychodzę z kajaka na suchy grzbiet pnia, opierając się na wiośle ułożonym na burtach i wspartym na kłodzie, przeciągam kajak górą, przytrzymuję wiosłem, by nie odpłynął, ustawiam bokiem, kładę znowu wiosło na obu burtach i pniu, tworząc z niego stabilne podparcie, wsiadam do środka i odpływam. Wyuczyłem się tej taktyki podczas spływów z ubiegłego stulecia, podczas których potrafiłem każdego sezonu przepłynąć setki kilometrów rzekami i jeziorami Suwalszczyzny, Mazur, Warmii, Pomorza.

Egzotyka Kośny

Za przeszkodą dopływam do nowego mostu. Jego filary zwęziły rzeczne koryto. Nurt tutaj przyspiesza, szarpiąc wodorostami, wypłukując z dna piasek. Podczas suszy nie sposób przepłynąć pod prąd. Woda jest za płytka. Wiosłem nie popracujesz. Pióra odskakują od śliskich kamieni, nie dając oporu. Chcąc nie chcąc musisz wysiąść i przeciągnąć kajak na głębszą wodę, jeśli zamierzasz płynąć na jezioro Kośno.

Bukiet Kośny

Za mostem rzeka po chwilowym wzburzeniu uspokaja się i rozlewa nad jasnym piaszczystym dnem. Płyniesz w cieniu starych olch ściskających brzegi odsłoniętą plątaniną korzeni, ubarwionych przez jaskrawe porosty i krasnorosty. 






Tajemniczy początek leśnego szlaku

Zachowując ciszę, używając wiosła tylko do sterowania, masz szansę zobaczyć norki i wydry buszujące na skraju brzegów, a tam, gdzie rzeczne łożysko porastają rzadkie pałki wąskolistne i trzciny, skrywające na poły zatopione konary – tracze z pisklętami, kaczki krzyżówki, czernice, gągoły…





Krok dalej

Tracze chętnie wpływają na rzekę z zatoki, szukając ryb na tle jasnego dna. Przywykły do hałasu samochodów przejeżdżających przez wysoki most. Sąsiedztwo domów zapomnianej osady Kośno na wysokim lewym brzegu, osłoniętych przez listowie starych olch, też im nie przeszkadza. 





Dziki kosaciec

O świcie panuje leśny spokój wypełniony pluskiem kropel spadających z wiosła, wody omywającej korzenie drzew, ryb wyskakujących nad powierzchnię w pogoni za owadami...







Wyspy Kośny w maju

Najpiękniejszy fragment Kośny zaczyna się tuż za niskim pomostem kameralnego ośrodka wczasowego: https://www.facebook.com/Agroko%C5%9Bno-127265097315612/

Nie zechcesz stąd odpłynąć

Podczas wezbrań woda zalewa cały pomost. Toń Kośny staje się malownicza. Tam, gdzie nurt jest szybki, wypłukuje wszelkie osady znad piasku, rzeźbi dno, tworząc zagłębienia lub pomarszczone mielizny, tam zaś, gdzie  nurt zwalnia, kształtują się odsypiska i zastoiny, w których osadza się muł zarastający następnie szuwarami, turzycą, barszczami, wodolubnymi zaroślami o szerokich i długich liściach... To przyszła baza siedlisk dla wierzb, olch i świerków znoszących chwilowe podtopienia.


Inspiracja

Tak wygląda walka o przetrwanie
Kolejne wyspy Kośny

Za kolejnym przewróconym drzewem, pod którym pochylam się do poziomu burt w kajaku, by nie zahaczyć głową o spód pnia i gałęzi, wpływam w najbardziej urokliwą część Kośny.









W mateczniku rzeki

Woda opływa kępy olch i starych świerków roztaczających opiekuńczy półmrok nad krzakami jarzębiny, czarnego bzu i wierzby wyrastającymi spod ich pni, pokrzywami, roślinami o białych kwiatach w kształcie baldachimów. 






Wyspy Kośny o świcie

Podmywa strome skarpy brzegów, wije się zakolami w dolinie, która rozerwała morenowe wzniesienie przełomem.









Wyspy Kośny

Wyspy Kośny o brzasku
Zapomniana kładka

Miniaturowe wysepki z olchami i wybujałymi świerkami zostają z tyłu, gdy wąwóz staje się szerszy. 









Brzegi Kośny w pierwszych promieniach wstającego słońca

Rzeka płynie obszernymi zakolami w obramowaniu trzcin, tataraków, sitowia, pałki wąskolistnej. 









Za wyspami

Woda rozczesuje wodorosty, omywa kępy moczarki, pobudza do ruchu grążele, które w nurcie przypominają liście dorodnej sałaty, a na zastoinach w formie krótkich, ślepych kanałów, rozwijają owalne nawoskowane liście.






Kośna tylko z pozoru jest słaba

Nurt rozlewa się po całym korycie, to znów wybiera tylko fragmenty między podwodnymi roślinami, wypłukując w dnie głęboką rynnę; przeskakuje od brzegu do brzegu między łanami szuwarów, rzeźbi kolejne zakola, powala drzewa podczas wiosennych wezbrań, wiedzie pod nachylonymi pniami olch, świerków, dębów, albo pod sosnami i świerkami, które upadły w poprzek rzecznego koryta, tworząc wilcze kładki.


Tak psocą bobry

Stary bór kształtuje krajobraz przepastnej doliny. Światło słońca wydobywa niezwykłe szczegóły pejzażu, malując drzewa na zboczach opadających ku wodzie.








Brzeg Kośny wzdłuż drogi

Biegnąca lewym brzegiem droga, która opada wąwozem dochodzącym do lewego brzegu, dodaje widokom egzotyki. Zachowując ciszę, ujrzysz kuny i łasice przebiegające po suchych kłodach i gałęziach nad wodą.







Dawne siedlisko zimorodków

Najbardziej frapują zimorodki, których pióra zawdzięczają odcienie migotliwego błękitu nie pigmentowi lecz iryzacji – skomplikowanemu rozszczepieniu światła przez najdrobniejsze elementy piórek i filtrowaniu pojedynczych barw. Przez piórka zimorodków przenikają głównie niebieskie kwanty podbarwiane innymi resztkowymi kolorami do odcieni błękitu, malachitu, turkusu, szafiru... To dlatego zimorodki w locie wydają się tak ulotne, zmienne a przez to fascynujące.


Wiosłem płoszę szczupaki, okonie, klenie, płocie, leszcze, liny, okonie, krasnopióry, jazie... Mają dokąd uciekać. Sieci tutaj nie przeciągniesz. Szuwary, zarośla, korzenie przybrzeżnych drzew, przepastne doły w dnie, muliste trzęsawiska w korycie, boczne odnogi, gałęzie i kłody – to wszystko zmienia Kośnę w jeden poplątany matecznik, w którym ryby i ptaki czują się jak w domu.

Jest pięknie


Jesienna Kośna









Jesienna Kośna

Kośna pod drzewami

Wilcza kładka nad Kośną

Akwarium Kośny

W mateczniku Kośny

Znowu wilcza kładka

Świtezianka


Świtezianki migoczą w słońcu, drapieżne ważki polują na jętki i ledwo co wyklute z ikry rybki. Nad kwiatami kosaćców, grążeli, białych lilii przesiadują motyle… Przed oczami przesuwa się ogromne, pełne życia akwarium otoczone przez dziki, chaotyczny ogród starego boru na wzniesieniach przełamanej moreny. 





Świtezianka

Aparat trzymam w pogotowiu
W tym niezwykłym zakątku zawsze odkładam wiosło, uruchamiam aparat fotograficzny i czuwam, by nie uronić żadnego ulotnego wrażenia. Tutaj wszystko frapuje, ciekawi, zmusza do fotografowania. Póki nie wpadnę na prosty odcinek rzeki i nie zobaczę niskiego mostku w cieniu starych drzew.





Trudno minąć się na Kośnie

Zachowaj czujność - samiec za kadrem czuwa

Przedszkole odpłynęło
Most z Domu nad rozlewiskiem
Ów mostek, pod którym trzeba mocno pochylić głowę, by nie uderzyć o spód betonowego przęsła, a podczas wezbranej wody zmuszający do przeciągnięcia kajaka przez groblę drogi, był bohaterem kilku scen pierwszej części serialu Dom nad rozlewiskiem, nakręconej w siedlisku Pajtuńskiego Młyna na podstawie książki Małgorzaty Kalicińskiej. Serial oglądałem nie dla wątków, ale dla widoków znajomych kątów najbliższych okolic Pasymia, Purdy, Kośny.









Aparat musi być w pogotowiu

Czaple są wszędzie

Za mostkiem przenoszącym drogę pod wiadukt w nasypie toru kolejowego, którą można dojechać do Krzywonogi, wsi rozłożonej w lesie przylegającym do południowej części jeziora Kalwa, rzeka zwalnia, staje się głębsza, rozlewniejsza, okutana gęstymi szuwarami na rozległych mokradłach, otulona łęgiem starego olsu. 














Kośna uwolniona z uścisku przełomu

Przepłynąwszy przez kilka zakrętów, wpływa się na rozlewisko o czarnej toni. Wiosła podnoszą z dna ciemny muł. 

Niechętnie uciekający łabędź



Łabędzie niechętnie startują ku pobliskim podmokłym wyspom i pod zarośnięte brzegi u nasypu kolejowego. Przybywając tu pierwszy raz, będziesz zaskoczony widokiem pociągu toczącego się między koronami wyniosłych drzew po prawej stronie. To, co weźmiesz za wzniesienie moreny, okazuje się nasypem toru kolejowego. Przyjaciel ze studiów, mieszkający na stałe w Piszu, nauczył mnie kolejności mijanych stacji kolejowych za Szczytem, w formie krótkiego dwuwiersza:
- Gromił Pasym Marcina od Klewek do Olsztyna.
Ów nasyp jest fragmentem odcinka od Pasymia do Marcinkowa.


Rozlewisko z nasypu kolejowego
Olcha sponiewierana piorunem

Familia na rozlewisku i kracząca chrapliwie czapla
Gra światła na zaroślach

Gra światła na drzewach brzegu

O świcie rozlewisko jest nastrojowym matecznikiem. Słońce prześwietla drzewa nad nasypem, rozdzierając światłem cienie i mgłę nad wodą. Czasem jej uśpioną powierzchnię przebije na chwilę dorodna ryba. Po jej wyskoku na całej powierzchni rozbiegają się powolne fale i znikają w oczeretach. Wokół uwijają się dzikie kaczki, kury wodne, perkozy. Łabędzie nieme wychowują w zaroślach wyspy młode.


Brzegi odwiedzają czaple. Przestrzeń nad rzeką i rozlewiskiem patrolują skrzydlate drapieżniki. Ich melodyjny krzyk wywołuje nastrój, któremu nie sposób się oprzeć. Zatapiasz się w czuwaniu, rejestrujesz każdy dźwięk tak niepodobny do dźwięków codziennej egzystencji. Przed oczami suną powolne przemijające obrazy.






Droga wzdłuż Kośny




Fraktalne ozdoby rozlewiska



Fale od rozbujanego kajaka dobiegają do zwartych trzcin, pałek, tataraku, ozdabiając ich ściany pręgami odbitego słonecznego światła.
Odbicia świerków w lustrze śpiącej wody fascynują fraktalnymi kształtami, ostrymi szczegółami, nasyconymi kolorami…







Wykroty nad Kośną

Kośna budzi się przed mostem kolejowym. Na brzegach widać potężne wykroty świerków, które uległy wiatrom. Zachowując ciszę, zobaczysz sarny, zające i wiewiórki, które pod osłoną potężnych korzeni i wyrwanej darni piją wodę; bobry patrolujące brzegi w poszukiwaniu pędów do ogryzienia; wydry polujące w głębokim spokojnym nurcie… czaple wzlatujące niczym duchy Kośny ze szczątków pali po starej kładce spinającej niegdyś brzegi – bezszelestnie, tajemniczo…
Zimorodki założyły tutaj gniazda-norki w zwartej ziemi uniesionej korzeniami przewróconych świerków.

Ogród botaniczny nad Kośną

Ozdoba Kośny

Za mostem Kośna zmienia oblicze. Pojedyncze zagrody Leśnej Purdy rozdzierają masyw lasu prawego brzegu. Plątanina drzew olsu lewego brzegu ustępuje podmokłym łąkom i polom. Rzeka przepływa pod kolejnym betonowym mostkiem, którego przęsło wisi tuż nad wodą. Trzeba kłaść się w kajaku, chcąc pod nim przepłynąć. Kośna, jeśli wzbierze, dotyka przęsła od spodu, a wtedy nie ma zmiłuj, trzeba ciągnąć kajak przez drogę.

Za mostkiem zaczyna się ogród botaniczny gustownego siedliska nad rzeką. Naprzeciwko odnowionego obejścia przerzucono drewnianą kładkę, którą właściciele przechodzą do ogródka warzywnego na drugim brzegu. Kajakiem trzeba celować w jej środek, narażając się na powarkiwanie stróżujących wilczurów. Psy nie czynią krzywdy, pilnują jedynie zamkniętych furtek.





Kładka w Purdce

Minąwszy siedlisko rzeka wpływa na pola Purdki. Jej nurt rozlewa się szeroko w korycie obramowanym przez pasma bujnych szuwarów, w których wycięto dojścia do brzegów dla łodzi. Długa kładka wyznacza granicę leśnego szlaku. Za nią Kośna płynie wśród łąk i pól Marcinkowa oraz odległej Purdy, pokrywających wzniesienia moreny.




Dolina Kośny

Polna Kośna

Nie ma gdzie się skryć przed słońcem

Lato nad Kośną

Nurtowi rzeki towarzyszy szpaler olch, wierzb, topól, osiki, wiązów, jesionów… Tam, gdzie drzewa tworzą kępy, w ich cieniu wyrastają krzaki czarnego bzu, czeremchy, dzikiej róży…

Woda snuje się w szuwarach, między pędami kosaćców, porusza grążelami. Czasem ginie w mierzwie trzcin, to znów wpada pod zakrzaczone skarpy, otwiera kolejne obrazy doliny, pełne spacerujących po łąkach żurawi, przesiadujących na drzewach czapli i kormoranów, polujących jastrzębi.

Wysokie słońce zalewa rzekę światłem i upałem. Nie ma gdzie się skryć. Spokojny nurt Kośny hipnotyzuje, pozbawia poczucia upływającego czasu. Krajobraz zwolna płynie przed oczami.

Wodopój

O ludzkiej obecności przypominają jedynie krowy lub zmurszałe kładki dla wędkarzy. Z człowiekiem dzieje się to coś, co sprawia, że czas w dolinie zamiera.













Pajtuński Młyn

Za mostem lokalnej szosy łączącej Marcinkowo z Purdą Kośna ponownie staje się kameralna. Brzegi porasta coraz więcej drzew. Po kilku zakrętach dolina zwęża się i wywyższa. Sprawia to las, który wyrósł na porzuconych polach. Z każdym przebytym metrem nurt słabnie, w końcu znika. Rzeka płynie rozlewiskiem w cieniu przybrzeżnych łęgów i boru sosnowego na stokach. W końcu przed oczami otwierają się siedliska Pajtuńskiego Młyna, odnowionego przed kilku laty i zamienionego w ośrodek agroturystyczny.

Kośna za Pajtuńskim Młynem

Tama spiętrza Kośnę o kilka metrów. Trzeba dobić do kładek po prawej stronie, by płynąć dalej, przenieść kajaki przez drogę, zepchnąć je po drewnianym ześlizgu na spieniony nurt poniżej młyna. Rzeka zanurza się w łęgowy wąwóz, mrocznieje w cieniu starych drzew porastających brzegi i skarpy. 







Klebark Wielki
Śniadanie na trawie w Klebarku


W siedlisku obok młyna nakręcono większość scen Domu nad rozlewiskiem. Droga za siedliskiem wiedzie skrajem rzecznej doliny zasłoniętej lasem. Niektóre drzewa wydają się starsze od pozostałych. Za starymi zabudowaniami podupadającego gospodarstwa i lasem otwierają się podmokłe łąki i zagajniki Marcinkowa. Rozlewisko rzeki jest otoczone młodym i gęstym łęgiem z olch, brzóz, łoziny. Toń rzeki zwykle jest mętna. To chyba skutek nawożenia sąsiadujących pól.

Rozlewisko Kośny

Okolica była inna, kiedy trafiłem tutaj kajakiem pierwszy raz,. Rozlewisko było odsłonięte. Na brzegach rosły pojedyncze stare olchy. Las prawego brzegu zdawał się odsunięty. Z obu stron rzeki były łąki i pola na stokach. Pamiętam słoneczny obraz okolicy i starego młyna o ścianach z pruskiego muru. Dobiłem doń, ale nie odważyłem się płynąć dalej, pamiętając z wyczytanych opisów szlaku, że dalej czeka mnie mozolna wędrówka wyregulowanymi kanałami; przenoszenie przez kolejny młyn w Patrykach; przewożenie obok stawów i budowli hydrotechnicznych; błądzenie po kanałach w okolicach Silic i Klebarka, zanim bym dotarł do dalszego biegu Kośny – Kiermasa, dopływu Pisy warmińskiej płynącej od średniowiecznego Barczewa.

Sanktuarium wiary i żurawi w Pajtunach

Dzisiaj Kośna wraca w stare koryto skutkiem braku konserwacji kanału Elżbiety, odtworzenia zalewisk dawnego Jeziora Patryckiego. Nowy przetarty szlak różni się od tego sprzed kilkudziesięciu laty. Jest łatwiejszy do przepłynięcia i pozbawiony części uciążliwości. Ale to już inna historia.






Chcącym pływać po Kośnie i jeziorze Kośno polecam wizytę w tym miejscu: https://www.facebook.com/Agroko%C5%9Bno-127265097315612/.

4 komentarze:

  1. Piękne, szczególnie te wyspy na Kośnie. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kośna nie jest docenianym szlakiem kajakowym, a szkoda. Jezioro i rzeka to kapitalne miejsca na kajakowe wypady. Jedno, że kajakowej infrastruktury mało. Z drugiej jednak strony to chyba zaleta szlaku, że nie spotkasz tutaj zbyt wielu hałaśliwych kajakarzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. poważny przyczynek do promocji Kośny. Rzekę znam od czasów liceum, ale dopiero u CIebie zobaczyłem wiele jej tajemnic! Piękny post. Moje tereny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, Krzysztofie. Z Tobą to jak ze mną. Póki mieszkałem w Gdańsku, zaliczyłem plażę w Jelitkowie i Wrzeszczu ledwo kilka razy. Bo była pod nosem. Dopiero ktoś z zewnątrz (czasem) pokazuje, jak patrzeć na swoje okolice inaczej. Szczerze powiedziawszy, póki nie sięgnąłem po aparat fotograficzny, byłem pół ślepy.

    OdpowiedzUsuń