niedziela, 6 grudnia 2015

Z biegiem Marózki



Z biegiem Marózki

Łabędzie na jeziorku Gawlik
Marózka będąca dopływem Łyny ma swoje źródło w jeziorze Gardejki. Płynie następnie przez jezioro Lubień, rynnowe powyginane jezioro Mielno ujęte gorsetem lasu, niemniej ciekawy akwen jeziora Maróz, jeziorko Gawlik i Jezioro Święte, po czym wpada do jeziora Kiernoz Wielki tuż przed mostem drogowym w Kurkach, łącząc się w trzcinach z Łyną. 





Górny szlak Marózki jest uciążliwy. Wiedzie jednak ciekawą enklawą historyczną, na której terenie rozegrały się niezwykle doniosłe bitwy. Pierwszą stoczyli Polacy, Litwini, Rusini i Tatarzy z Krzyżakami i ich sojusznikami pod Grunwaldem w 1410 r. (chorągwie Władysława Jagiełły obozowały nad samą Marózką i wokół jeziora Lubień). Drugą stoczyli w sierpniu 1914 r. Niemcy dowodzeni przez  generałów: Hindenburga (głównodowodzącego) i Ludendorfa (szefa sztabu) z Rosjanami dowodzonymi przez generała Samsonowa. Rezultaty tej trwającej kilka tygodni krwawej batalii porównywano w Niemczech do skutków zwycięstwa Władysława Jagiełły. Cesarsko-królewska propaganda wojenna oceniała niemieckie zwycięstwo w kategoriach historycznej zemsty na Słowianach.

Za jeziorem Mielno i za mostem drogowym na przebudowanym odcinku trasy S7 Marózka napotyka spiętrzenie w Waplewie, małą hydroelektrownię. Za nią rzeka wpływa w dzikie, mało dostępne rozlewiska i bagna z szuwarami. Przepłynąwszy pod niecodzienną konstrukcją mostu kolejowego (obróconego przęsłem w dół) na szlaku Warszawa - Olsztyn, Marózka towarzyszy torom jakiś czas, ukazując uważnym pasażerom ciekawą leśną dolinę, by po odbiciu na wschód i przebyciu licznych meandrów wpaść do urokliwego lecz już co nieco zurbanizowanego rynnowego jeziora Maróz. 

Jezioro spiętrzono pod koniec XIX wieku drewnianym jazem w Swaderkach. Przegrodzono wówczas lewe ramię Marózki zasilające jezioro Pluszne, a prawie cały nurt skierowano do jeziora Gawlik. W 1963 roku jaz rozpadł się, powodując lokalną powódź. Miejscowi natychmiast skojarzyli tę katastrofę hydro-budowlaną z jednoczesną śmiercią Paula Schwesig’a, starego właściciela Swaderek, przypisując zdarzeniu mistyczną przyczynę. Stary jaz zastąpiono betonową konstrukcją. Gospodarstwo rybackie zachowało dziewiętnastowieczny charakter mimo betonowych basenów dla pstrągów i nowoczesnej smażalni ryb. Lubię tam zaglądać, próbując utrwalić nieomal wenecki nastrój budynku starego młyna widzianego od strony stawów udostępnionych wędkarzom, ale nigdy nie udało mi się powtórzyć tego cudzego ujęcia:

Pokonanie górnej części szlaku Marózki wiąże się z wieloma przeniesieniami kajaka obok sztucznych przeszkód: hodowli ryb, konstrukcji spiętrzających, niskich kładek nad rzeką, z holowaniem po płyciznach, z pokonywaniem zalegających prześwit rzeki pni, konarów, zasieków, szukaniem zamaskowanego przez szuwary nurtu. Za to koryto rzeki jest pełne ciekawych wodorostów, malowniczych porostów na korzeniach przybrzeżnych drzew, gąbek słodkowodnych i ryb: pstrągów, troci, węgorzy, sumów…, być może również uciekinierek z hodowli w Swaderkach.

Zwieńczeniem szlaku Marózki jest jej niezwykły odcinek pomiędzy jeziorkiem Gawlik a Jeziorem Świętym. Wędrówka dolnym odcinkiem Marózki pod prąd i z prądem może być świetną szkołą dla kajakarzy zamierzających w przyszłości spływać Brdą, Drawą, Dunajcem albo chociażby przełomem Łyny. Nic tak nie uczy instynktownego wiosłowania, jak swarliwa rzeczka o psotnym nurcie.

Tuż za mostem drogowym w Swaderkach od Marózki odpływa struga uchodząca do wartego obejrzenia jeziora Poplusz. Lubiący brodzić z kajakiem, zamiast nim płynąć, mogą pokusić się o zwiedzenie tego dotkniętego głęboką atrofią akwenu. Zdeterminowani szczęśliwcy odkryją kanał swaderski i po pokonaniu kilku przeszkód wymagających przenoszenia kajaka opłyną ciekawie ukształtowane jezioro Pluszne, z którego wypływa strumień będący dopływem górnej Pasłęki.

Jeziorko Gawlik
Równie malowniczy jest mały Gawlik. Latem jego czystą toń wypełniają przyciągające uwagę wodorosty, kępy osoki aloesowatej, pasemka rzęsy. W wodnym lesie pływa mnóstwo ryb. Obserwując je, ma się wrażenie przebywania na powierzchni wielkiego akwarium. 






Świtezianki nad osoką aloesowatą

Toń jeziorka Gawlik
W sierpniu nad owym akwarium uwijają się młodziutkie świtezianki tuż po akcie przepoczwarzenia. Ten obraz ożywił moje wspomnienia pierwszych spotkań z Mazurami w Borowskim Lesie sprzed ponad pół wieku, zwłaszcza z łapaniem ryb u wejścia do urodziwej Sobiepanki łączącej jezioro Lampasz z jeziorem Kujno na szlaku Krutyni. Wtedy wystarczyło wykupić kartę wędkarską po zdaniu egzaminu ze znajomości ryb, wymiarów ochronnych i dozwolonych technik połowu, by móc w całej Polsce wędkować. Dzisiaj co akwen to inny właściciel i opłata drenująca boleśnie kieszeń.









 


Marózka


Marózka za jeziorkiem Gawlik
Opłynąwszy Gawlik (naprawdę warto) wpływa się w zatoczkę, skąd uchodzi Marózka. Krajobraz zmienia charakter. Nurt przyspiesza, staje się płytszy. Dno jaśnieje. Woda spływa coraz szybciej po piaszczystym i żwirowym dnie. Wiosło przestaje służyć do wiosłowania. Zaczyna być sterem, a w razie potrzeby żerdzią do odpychania się od dna lub zatopionych konarów. Kajak miękko sunie w szpalerze starych olch, między brzegami zarośniętymi przez malownicze chwasty, rośliny kwitnące białymi i różowymi baldachimach kwiatów, pokrzywy, osty, arcydzięgiele, barszcze (jeszcze nie Sosnowskiego), przypadkiem rozsiane pojedyncze nawłocie. W korycie zalegają pnie powalonych drzew, na szczęście rozcięte, by ułatwić spływ. 










Bać się go?
Z brzegów wystają wykroty przypominające kształtem krokodyle nilowe. 









Marózka z drogi do Orzechowa
Niebawem rzeka wpływa pod mostek na drodze ze Swaderek do odciętego od świata Orzechowa, gdzie tuż przed I wojną światową zbudowano neogotycki kościół górujący nad bagnami i torfowiskami rozpostartymi między Jeziorem Łańskim a jeziorem Pluszne. Kościół przetrwał próbę wysadzenia przez czerwonoarmistów w 1945 r. i służy do dzisiaj.






Marózka
Za drogą Marózce towarzyszą łąki rosnące na pokładach kredy. Nurt wypłukuje w kredowym złożu głębokie kryjówki sumów i szczupaków czatujących na przepływające obok ryby, drobne ssaki, pisklęta. 











Kaczęta
Za zasiekami z powalonych drzew, gdzie przesiadują dzikie kaczki z kaczętami, nieskore do ucieczki przed często przepływającymi kajakarzami, i za ciasnym zakrętem w obramowaniu pomnikowych olch, zaczyna się wąwóz Marózki.





Marózka w słońcu
To początek pełnego wrażeń spływu. Słońce z trudem przebija zwarte konary, igliwie i listowie starych drzew rosnących na stromych brzegach rzeki. Woda płynie korytem pełnym żwiru, jasnego piasku, głazów, zatopionych pni; omywa malownicze dywany wstążkowych wodorostów, które falują w nurcie; omija tataraki i trzciny na odsypiskach, ławicach, mieliznach lub w zatoczkach i cofkach; napiera na brzegi pod szpalerami paproci otulających pnie drzew pochylonych nad nurtem. Światło słońca, jeśli padnie na wodę, wydobywa z obrazów Marózki niezwykłe barwy, szczegóły, refleksy, nastroje. 

Marózkowy dywan

Marózka lubi zaskakiwać
Rzeka w korzeniach drzew i na przeszkodach szemrze, pluska, swarzy się, marszczy, faluje, pokazując, jak płynąć, co ominąć, gdzie zrobić unik, by nie szurać dnem kajaka, albo by nie uderzyć burtą o przeszkodę i nie wypaść w objęcia płytkiego lecz kłótliwego nurtu.







Świerki nad Marózką
Marózka wiedzie krętym coraz głębszym wąwozem, wpadając na osypujące się skarpy, spychając kajak pod korzenie i gałęzie walczących o przetrwanie olch, osik, świerków, zsuwających się sosen, pod baldachimy bujnych zarośli… Chwilami miewam wrażenie spływu górskim strumieniem w otoczeniu starych świerków uczepionych skalistego gruntu. Jedno że honory skał czynią tutaj głazy narzutowe.


W galimatiasie Marózki
Tu naprawdę dzieje się przygoda. Zmysły są atakowane gęstymi wrażeniami. Obrazom towarzyszy kakofonia dźwięków, zwłaszcza wiosną podczas leśnych i wodnych godów, paleta niezwykłych zapachów, przedziwna miękkość doznań. Jeśli zapanujesz nad kajakiem, nie dasz sobą pomiatać na zakrętach, między pniami wystającymi z boku, wiszącymi nad głową, czyhającymi pod wodą, jeśli trafnie wybierzesz drogę, wówczas głowę, zamiast adrenaliny lub złości z powodu własnej nieporadności, wypełnią wrażenia tak intensywne i nasycone, że nie sposób pamiętać o niedogodnościach szlaku. Zanurzysz się wtedy cały w rzecznej dolinie, w jej zmysłowym nastroju, i będziesz chłonąć tę opowieść puszczy bez początku i końca, póki nie wypłyniesz na Jezioro Święte. 


Umierający świerk nad Marózką
Powiadają, że dobre zdjęcia warte tysięcy słów. Marózka, chociaż fotogeniczna, wymaga od fotografów zaangażowania. Bezkrytyczny zachwyt rzeką nie przekłada się na fotografie oddające jej urodę. Kontrasty podczas słonecznego dnia są zabójcze dla zwykłych aparatów. Kajak chyboce na wartkiej wodzie. Obrazy frapują, utrudniając wybór kadru. Zanim naciśniesz migawkę w odpowiedniej chwili, wrażenie znika, kadr łamie się, widok przemija jak zlekceważony uśmiech losu. Nie ustaniesz w miejscu. Nie zawrócisz, by powtórzyć ujęcie. Musisz ciągle wybierać między pstrykaniem a koniecznością wiosłowania. Jak w takich warunkach fotografować z sensem  :-) ?

Marózkowa norka
Najpełniej Marózka ujawnia swoje bogactwo o świcie, gdy zwierzęta schodzą ku wodopojom. Widok łań z cielętami czy saren z kózkami pochylonych nad wodą, dzików taplających się w błocku, nie jest niczym nadzwyczajnym. Dolinę rzeki zasiedlają piżmaki, norki, wydry i bobry, które rozprzestrzeniły się bez przeszkód po całej zlewni górnej Łyny. Przy odrobinie szczęścia można spotkać czarne bociany, uwielbiające polowania w wartkiej wodzie. Brodzą wtedy skrajem bystrzyn, wypatrując wszystkiego co pływa i co uczepione kłód martwego drewna lub piaszczystego dna. 

Sieweczka na Marózce
Zachowując ciszę, dbasz o szansę ujrzenia przejawów ulotnego życia rzeki: migotliwych pełnych wdzięku przelotów polujących zimorodków, pliszek, brodzących sieweczek.






Nie zobaczysz tu jednak na przykład gągołów, które są tak charakterystyczne dla przełomu Łyny w Lesie Warmińskim. Latem przez ten odcinek Marózki przepływa mnóstwo kajakarzy. Gągoły nie zdołają odchować piskląt i nauczyć przetrwania, ponieważ każde spotkanie z ludźmi przypłacają rozproszeniem stadka. Tylko w stadzie pisklęta gągołów mogą opanować właściwe zachowania ułatwiające przetrwanie. Dopóki ruch kajakowy na Marózce nie zostanie ograniczony, rzadkie gatunki ptaków nie odniosą tutaj sukcesu lęgowego.

Marózka nie żartuje, chociaż nie wyśmiewa
W lipcu i sierpniu rzeczka przypomina Krupówki. Dźwięki natury zagłuszają krzyki stadnie pływających kajakarzy. Skutkiem ludycznego sposobu spływania są nieuchronne wywrotki, korki przed przeszkodami, dewastacja rzecznego koryta. Z jednej strony nieporadność niedzielnych kajakarzy bawi (temat fotograficzny jak znalazł), z drugiej jednak ich natrętna i nadmierna obecność irytuje. Jeden kajak na Marózce co kwadrans to przyjemność. Sto kajaków jednocześnie to już gwałt na naturze. Nic nie jest w stanie usprawiedliwić nieograniczonej eksploracji tego malowniczego szlaku. Stało się to, co z niezwykłą Krutynią w Krutyniu podczas wakacji.

Pochyl się
Rzeka nie opuszcza wąwozu nagle. Strome stoki stopniowo łagodnieją, oddalają się powoli, otwierając dolinę, której kształtu nie rozpoznasz, ponieważ jej zbocza są zasłonięte przez gęsto rosnące sosny i świerki. Brzegi w coraz większym stopniu zasiedlają olchy i wodolubne brzozy. Wypierają one bór z płaskiego otoczenia rzeki. 







Ogródek botaniczny Marózki
Po zaliczeniu kolejnego wykrotu, następnego labiryntu między pniami powalonych drzew, kolejnej ławicy i mielizny, dostrzegasz subtelne zmiany charakteru Marózki: szerzej rozlany nurt; twarde piaszczyste dno zachęcające do pieszego spaceru wzdłuż ścian turzycowisk i oczeretów; groteskowe pniaki po uschniętych drzewach, niekiedy nakryte czapami mini ogródków botanicznych albo będące podstawą młodych drzewek; coraz bujniejsze łany szuwarów skrywających jakieś kanały, wodne oczka, siedliska wodnego ptactwa: rybitw, siewek, mew, kaczek, łysek, kokoszek, perkozów i perkozków…

Piaskownica

Kolejny ogródek botaniczny Marózki
 Nurt zwalnia, wycisza emocje. Światło wpada do rzeki bez przeszkód, ukazując ryby pływające wśród wodorostów i w cieniu liści grążeli, szczegóły olchowego i wierzbowego łęgu, a w końcu rozległej polany z oczeretów poprzedzającej ujście do Jeziora Świętego.






 
Pasemka

Fryzura Marózki

Przy odrobinie szczęścia można wypatrzeć niepozorny kanał w szuwarach. Wcisnąwszy weń kajak, przepłyniesz na niezwykłe rozlewisko odcięte od jeziora łanami zarośli. Wiosną rozlewisko jest areną spektaklu godowego wielu gatunków ptaków. Dno rozlewiska ustępuje zdradliwie pod naciskiem wiosła i uwalnia bąble metanu. Lepiej zachować ostrożność i nie wypadać za burtę.




Jezioro Święte
Między rozlewiskiem a otwartym akwenem jeziora widać pierwszą wyspę otoczoną przez gęste szuwary i zdradliwe bagnisko. Druga wyspa leży nieopodal cieśniny Jeziora Świętego utworzonej przez klinowaty półwysep wschodniego brzegu, który rozdziela akwen na dwie malownicze części.







Kormorany świętej wyspy

Święty pozer
Warto poświęcić trochę uwagi tej właśnie wyspie. Nie dość, że urokliwa, upatrzona przez kormorany przesiadujące na jej drzewach podczas okresu lęgowego (niektóre sosny już uschły), to na dodatek dotknięta historią. W neolicie wykorzystywali ją myśliwi podążający śladami ustępujących lodowców. Pochodzące z przełomu epok schyłkowego brązu i wczesnej epoki żelaza artefakty, odkryte przez archeologów z Towarzystwa Naukowego Pruthenia podczas tematycznego spływu kajakowego w 2007 r. i przebadane przez archeologów Uniwersytetu Gdańskiego w latach 2008 – 2010, potwierdziły istnienie na wyspie tymczasowych obozowisk łowieckich. Znaleziono między innymi odłamki ceramiki użytkowej, kościane i kamienne narzędzia, zbrojniki, kamienne żarno, kości zwierząt, ślady ognisk. Nic jednak nie świadczyło o tym, że ktoś próbował tutaj założyć osadę obronną. Wyspa acz stosunkowo wysoka (do 2 metrów nad wodą) ma raptem osiemset metrów powierzchni. Dość na jeden domek z ogródkiem lecz nie na warownię.



Jezioro Święte było otoczone przez Prusów czcią. Na wyspie odprawiano obrzędy ku czci, według legendy, boga Kurcho, władającego deszczem, wodą i piorunami, a według przekazów historycznych, bogini urodzaju Kurko (Curche). Prusowie składali co roku w ofierze snop zboża związany na kształt bóstwa oraz zboże i ryby w nadziei dobrych zbiorów i połowów. Miejsce musiało być magiczne, bo nieopodal, u zbiegu Marózki i Łyny, założono wieś Kurki, której nazwę wywiedziono od nazwy bogini urodzaju. Pierwsze wzmianki o wsi wiążą się ze spotkaniem, do którego doszło w 1341 r. w Kurkach, Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego, Dietricha von Altenburg’a, z wójtem krajowym Biskupstwa Warmińskiego, celem ustalenia przebiegu południowej granicy diecezji warmińskiej.

Jezioro samo w sobie jest tajemnicze, chociaż nie imponuje wielkością. Warto je opłynąć po ukończeniu spływu Marózką. Nic to że w pobliżu przebiega szosa do Olsztynka, a szum samochodów wypiera odgłosy natury. Czasem można spotkać nad wodą samotne łosie, które coraz chętniej wędrują na zachód. Puszcza napiwodzko-ramucka kryje w sobie niejedną niespodziankę, a ponieważ została objęta ochroną w ramach obszaru Natura 2000, może zaskoczyć także widokiem wilków i rysi odzyskujących mateczniki po tragicznym przetrzebieniu pod koniec XX wieku.

Marózka wypływa ze wschodniej zatoki Jeziora Świętego, zeskakując z jazu pod szosą z Olsztynka do Jedwabna. Kajaki trzeba przenieść wzdłuż ogrodzenia hodowli pstrągów. Do jeziora Kiernoz Wielki zostaje raptem kilkaset metrów w szpalerze wybujałych trzcin. Spotkanie Marózki z Łyną kończy jedną historię, a zaczyna kolejną.

Zdziwienie budzi traktowanie Marózki jako dopływu Łyny, mimo że od źródeł do ujścia przepływa 43 kilometry malowniczego biegu. Miejsce spotkania obu rzek jest oddalone od źródeł Łyny o niecałe 16 kilometrów. Jednakże to nie Marózka a Łyna stała się historycznym symbolem Warmii.

Zdjęcia do wpisu również pod adresem:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz