sobota, 5 grudnia 2015

Kajakiem do źródeł Łyny



Kajakiem do źródeł Łyny

Początkiem Łyny są źródliska w rezerwacie im. prof. Romana Kobendzy, który ochronił Puszczę Kampinoską i przyczynił się do powstania Kampinoskiego Parku Narodowego. Rezerwat źródeł Łyny obejmuje obszar wstecznej erozji źródliskowej, której przyczyną woda wypływająca spod piaszczystych stoków moren otaczających rozległą leśną kotlinę. Liczne liczne strumyki zbiegają się w młyńskim stawie, zeskakują z tamy starego nieczynnego młyna w Łyńskim Młynie, tworząc wartką strugę. Kajakiem tu nie dotrzesz. Nurt, chociaż bystry, sięga co najwyżej kostek. Mieści się w korycie węższym od wiosła. Płynie w lesie wśród zasieków zarośli. Latem nie sposób także płynąć na odcinku od jeziora Krzyże do Orłowa. Cała dolina rzeki aż do Brzeźna Łyńskiego zarasta. Powalone drzewa przegradzają szlak. Trzciny, sitowia, tataraki, pałki wąskolistne tworzą łany, w których grzęźnie i kajak, i wiosło. Spojrzenie sięga co najwyżej kilka metrów w głąb mierzwy. Łatwo stracić orientację. Nawet stawanie na chybotliwym kajaku nie pomaga, gdy zarośla sięgają ramion i głowy. Podeprzeć się wiosłem nie sposób. Pióro grzęźnie w mule, nie znajdując oparcia.

Cieśnina między Dużym a Małym Brzeźnem
Latem ostatnie jezioro Krzyż jest dostępne tylko dla desperatów. Cała rzeka od jeziora Brzeźno Małe (Brzezinka) do Krzyża jest zarośnięta. Można natomiast, licząc się z uciążliwościami przeprawy przez łany zarośli i pola nenufarów, dopłynąć do jeziora Brzeźno Małe, które tak naprawdę tworzy z Brzeźnem Dużym jeden akwen. Lustra obu jezior przedziela szeroki lecz zarośnięty przesmyk. Trzeba się napracować wiosłem i trochę nakombinować, żeby wybrać łatwiejsze przejście obok drewnianego pomostu dla wędkarzy nawiedzających pobliskie gospodarstwo agroturystyczne. Wokół widać nieprzystępne brzegi, oddzielone od wody łanami i pasmami szuwarów skrywających niezwykłe bogactwo awifauny. Wiosną, podczas godów, dzieje się tutaj niezwykłe życie. Nie sposób dojść z brzegu nad wodę, więc ptaki i zwierzęta czują się bezpiecznie. Dostęp zapewniają wyłącznie pomosty połączone z lądem długimi drewnianymi kładkami. Obydwa jeziora są płytkie. W lipcu i sierpniu zarośnięte wielkimi łąkami nenufarów utrudniających pływanie, białymi grzybieniami malowniczo otwierającymi się po wschodzie słońca. W cieśninie mija się kępy turzyc tworzących na zatopionych pniach malownicze ogródki botaniczne. W pełnym słońcu tafla jeziora zdaje się drgać. Gorące powietrze unosi się znad ogrzanych liści. Ważki, świtezianki, motyle migocą nad kwiatami grążeli i lilii. Wokół uwijają się perkozy, łyski, kokoszki, tracze, mewy, rybitwy. W pobliżu szuwarów pływają łabędzie z młodymi, polują białe i siwe czaple. Granicą brzegu wędrują żurawie z młodymi. Na zatopionych pomostach i powalonych drzewach przesiadują kormorany. Obdarzeni  szczęściem spotkają w przesmyku bobry i wydry, chociaż te zwierzęta bardziej gustują w wodzie o czystej toni. Tutaj toń jezior wypełniają wodorosty wywłócznika i moczarki kanadyjskiej. 

Brzezinko
Na Brzezinku całą powierzchnię o świcie pokrywają równomiernie bąbelki powietrza uwalniającego się z miotełkowatych liści wywłóczników. Ich faktura łagodzi odbicia słonecznego światła, umożliwiając fotografowanie pod słońce. Nie rozpędzisz tutaj kajaka. Opór wody i roślin jest odczuwalny. Tkwisz więc w obręczy rozśpiewanych oczeretów i lasu za linią niewyraźnego brzegu.




Jezioro Brzeźno
Jezioro Brzeźno Duże ma w najgłębszym miejscu zaledwie siedem metrów. Trudno odkryć to zagłębienie dna, bo cała powierzchnia i toń akwenu zdaje się być opanowana przez wodorosty i grążele. Wokół widać malownicze mielizny. Wiosło grzęźnie w łodygach zielska. Kajak szura o liście. Podczas świtu, gdy nie ma turystów, rozgrywa się przed oczami niezwykły spektakl. 





Tolerancyjne dla siebie czaple
Chyba największe wrażenie wywołują polowania białych czapli, tak niezwykle kontrastujących z zielenią szuwarów. Ptaki rozpościerają skrzydła nad wodą. Ryby zwabione cieniem podpływają prosto pod dziób, który staje się śmiercionośną bronią. Uderzenie dziobem jest szybkie i zwykle bezbłędne. I cały ten spektakl jest dostępny bez mozolnych podchodów, ukrywania się, sięgania po odzież maskującą. Wystarczy zatrzymać kajak, zachować ciszę, zaczekać. Czasem, przy odrobinie szczęścia, wystarczy też … bezczelnie podpłynąć, bo dzikie ptactwo nawykło do hałasu wzniecanego przez kajakarzy. 


Zajazd na Jeziorze Brzeźno
Najdramatyczniejsze sceny dzieją się z udziałem bielików, które upodobały sobie tutaj łowy na dzikie kaczki, łyski lub ryby w plamach słonecznego światła. Bieliki muszą jednak zmierzyć się z nieustępliwymi mewami, które, będąc w stadzie, za nic mają potęgę ostrych szponów i królewskiego dzioba. Nec Hercules contra plures sprawdza się w każdym takim zdarzeniu.


Jezioro Brzeźno Duże - widok z Łyny
Trudno znaleźć ujście Łyny w ścianie szuwarów jeziora Brzeźno Duże, ale kiedy już wpłyniesz na rzekę, ta otwiera kolejną malowniczą scenę – fragment podmokłej doliny obejmującej olchowe zagajniki, kwaśne łąki, szpalery wierzb i łozin, łany szuwarów, labirynt oczek wodnych i kanałów dających schronienie tajemniczo uciekającym rybom, wodnym ptakom, mieszkańcom oczeretów: remizom,  trzciniakom, być może i wodniczkom, także czarnym i zielonym dzięciołom, jaskółkom przylatującym tutaj nie wiadomo skąd… 


Mokradła Łyny
Łyna płynie łagodnymi zakolami, rozlewając się szeroko w szuwarach. Czasem jednak nurt ściskają karby wodolubnych krzaków, w których rządzą bobry usiłujące przegrodzić całą rzekę, jakby nie dość im było rozlicznych dopływów na pobliskich mokradłach i łąkach. Można też wypatrzeć ślady polujących wydr, zejścia do wodopojów wydeptane przez dziki, jelenie, sarny i pasące się nieopodal zwierzęta hodowlane. Bór i ols obramowuje krajobraz rzeki. Rośnie jednak za daleko, by chronić przed palącym słońcem.

Łyna
Podwózka
Na grzbiecie mamy najlepiej
Jeziorko Morze

Klejnot Łyny


Śpiąca Łyna w końcu wpływa do jeziorka, któremu ktoś w przypływie dobrego humoru nadał przewrotną nazwę Morze. Akwen jest okrągły, płytki. Jego toń wypełniają rdestnice, wywłóczniki, moczarki kanadyjskie. Taflę pokrywają liście grążeli i grzybieni. Białe lilie w pełnym słońcu rozwijają urzekający biały dywan, jednakże o świcie śpią otulone mięsistymi łuskami pąków. Jeśli ktoś spróbuje fotografować jezioro z kwiatami na pierwszym planie, może uzyskać niezwykły efekt. Jedyna trudność do pokonania to chybotliwy kajak. Cierpliwość i stoicki spokój bywają jednak od czasu do czasu wynagrodzone. Jezioro wydaje się dostępne tylko od wschodniego brzegu, nad którym wyrasta ściana wyniosłego boru. Na pozostałych błotnistych, niewyraźnych brzegach pokrytych łęgiem i w szuwarach rządzą czaple, żurawie, kormorany, przesiadują na gniazdach łabędzie. To tutaj ze zdumieniem odkryłem pokojowe współżycie białych i siwych czapli. Ptaki razem polowały, razem czuwały na gałęziach, brodziły po mulistym dnie w poszukiwaniu skorupiaków. Nie było między nimi antagonizmów, chociaż białe czaple to przecież gatunek turystyczny – powinny przebywać w dorzeczu Dunaju.

Zasieki Łyny
Na Łynie
Łyna zmienia charakter za jeziorem Morze. Nieco przyspiesza. Płytszy nurt spływa po piaszczystym dnie. Kajakiem trzeba lawirować pomiędzy zwalonymi olchami. Niektóre z nich upadły całkiem niedawno, tworząc w wodzie zielone zasieki. Światło przenika galimatias pni, konarów i gałęzi, oświetlając plamami ciekawą toń rzeki i pływające w niej ryby. Całe otoczenie wydziela upojne zapachy. Zewsząd dobiegają szepty, szelesty, pluski, śpiewy, zawodzenia – najintensywniej w porze wiosennych godów. Płynąc, słuchając, obserwując, wąchając, kontemplując, można poczuć głębokie odprężenie i fascynację – uczucia nieznane korporacyjnym pracoholikom lub ludziom uzależnionym od Internetu.


Niebawem drzewa odsłaniają panoramę Brzeźna Łyńskiego – wsi, o której pierwsza wzmianka historyczna jest datowana na 1372 r. O jej długiej historii jednak niewiele wiadomo. Uniknęła walk toczonych podczas I wojny światowej podczas kampanii generała Samsonowa pobitego ostatecznie w okolicach Olsztynka. Podobno była elementem umocnień olsztyneckich, które i tak nie pomogły hitlerowcom w 1945 roku. Korpus kawalerii generała Oślikowskiego przeszedł lasami napiwodzko-ramuckimi do Olsztyna niedostrzeżony. Hitlerowcy jeszcze przez dwa dni posyłali na dworzec główny w Olsztynie transporty wojskowe, zanim zorientowali się, że w mieście już pozamiatano. Podobno tędy przedzierał się Łupaszko na Podlasie, uchodząc przed NKWD i Urzędem Bezpieczeństwa.

Panorama okolic Brzeźna Łyńskiego
Brzeźno Łyńskie ulokowano po obu stronach rzeki. Zjeżdża się do niej stromymi drogami wprost z lasu. Właściciele domków postawionych na wzniesieniu po prawej stronie Łyny wygrali los na loterii. Podczas zachodu słońca panorama całej doliny – obejmującej stawy u podnóża skarpy, rzekę, jezioro Kiernoz Mały i rozległe bory w kierunku Olsztynka, nad którymi góruje wieża obserwacyjna przypominająca latarnię morską – staje się epicko piękna.

Łyna kwietniowa

Brama do Łyny
Przepłynąwszy pod mostem, trafia się na bardziej podmokłą część rzecznego odcinka. Po prawej stronie widać stawy dostępne od rzeki przez wąskie kanały w groblach. 


Brzozy w zakolu Łyny
 Po kilku zakrętach nurt zaczyna słabnąć. Przed jeziorem Kiernoz Mały wyrasta kępa malowniczych brzóz. Za nią kajak wypływa na polanę moczarki kanadyjskiej. Spłoszone stadka ryb zostawiają na powierzchni smugi fal. Łabędzie odpływają na boki i chowają się w trzcinach. 



 

Jezioro Maróz Mały

Perkoz - sam jeden


Mgliste powietrze podczas wschodu słońca maluje jezioro otoczone łąkami, łagodnymi wzniesieniami brzegów, borem od zachodu i wschodu. Płynąc do kolejnego fragmentu Łyny, ku kępie rosochatych wierzb nieopodal zamaskowanego początku nurtu, rozcinam w ciszy magicznie nieruchomą taflę wody, płoszę wszędobylskie perkozy z młodymi, po chwili wpadam w trans rytmicznego wiosłowania. 


Podczas flauty kajak płynie szybko i równo. Krajobraz mija nieubłaganie. Jezioro, zrazu monotonne, dla wielu nudne, ożywa, gdy przed dziobem kajaka wypływa perkoz i zaczyna pozować w świetle słońca. Wtedy niechybnie ręce odstawią wiosło, sięgną po aparat, bo widok ptaka na rozległej tafli zmusza do robienia zdjęć…


 
Porzucone żeremie
Jeziora Kiernoz Mały i Kiernoz Wielki dzieli krótki przesmyk lądu rozcięty nurtem wijącym się między borem sosnowym a podmokłym łęgiem z olch, wierzb, osik, krzaków łozy oplecionych turzycą, trzcinami, mierzwą chwastów i traw. Gdzieniegdzie widać resztki po żeremiach. 








Nic nas nie spłoszy
Tam, gdzie w wodzie tkwią na pół zatopione drzewa, spotykam śpiące kaczki. Nawet nie raczą otworzyć oczu, gdy chlapię wiosłem. Czasy, gdy podrywały się do ucieczki z powodu obecności człowieka, minęły – chyba – bezpowrotnie. Kaczki zignorowały nawet krótką sesję fotograficzną urozmaiconą trzaskiem migawki.



Łyna między Kiernozami


Kormoran i czapla

Strażniczka ciszy

Kiernoz Wielki
Jezioro Kiernoz Wielki jest największym i najbardziej przyjaznym jeziorem na tym odcinku górnej Łyny. Niestety jego północna część została już zurbanizowana. Tam rozsiadły się zabudowania Kurek. Wypływa się z Łyny na malownicze rozlewisko urozmaicone ścianami starego boru, odepchniętego od wody łanami szuwarów, pełnych ptactwa, nad którymi przelatują jastrzębie i bieliki w poszukiwaniu żeru. Lewy brzeg jest raz podmokły, dając schronienie czaplom, żurawiom, kormoranom, a raz dostępny i suchy. Światło wschodzącego słońca potrafi wydobyć z drzew nad wodą niezwykłe barwy. W ciszy poranka lustro tafli odbija każdy szczegół otoczenia: jasne brzozy na tle ciemnych sosen i świerków, cyple podmokłych półwyspów, pasma trzcin, perkozy polujące w przejrzystej toni, łabędzie snujące się w pobliżu z szarymi podlotkami… Flauta mobilizuje, kiedy zaczynasz spływ, rozleniwia, kiedy wracasz do przystani. 






Po kilkunastu kilometrach wiosłowania nie mam ochoty na wysiłek. Korzystam z każdej przerwy pod pretekstem fotografowania, ale i tak jestem coraz bliżej wyspy, która niebawem odsłoni panoramę Kurek.





Kormoran en face


Przed wejściem na kolejny odcinek Łyny prowadzący do Jeziora Łańskiego mija się zmurszałe pale wbite w dno w charakterze podpór dla sieci rybackich. Przesiadują tutaj mewy, rybitwy i kormorany. Jeden z tych kormoranów jest niezwykle cierpliwy, gdy podpływam doń, by go uwiecznić na tle wyspy. Odlatuje, kiedy burta zaczyna ocierać o sąsiednie pale. 





Pozer










Poranna toaleta
Kury wodne
 W trzcinach obramowujących wejście na rzekę siedzą natomiast czarne kury. Tych też nie jest w stanie spłoszyć byle co. Łabędzie przywykły tutaj do ludzi i same nagabują o pożywienie. Potem nurt rzeki przechwytuje kajak, a po przyjęciu wody z Marózki przyspiesza…



Dalsza część szlaku Łyny to już inna bajka. Kończę spływ, dobijając do pomostu przy posesji sołtysa Kurek udostępniającego kajaki pod adresem http://www.kajakimazurskie.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz