 |
Kośno |
 |
Kośno |
Po Kośnie nie pływałem dobrych kilka lat. Z powodu fascynacji
Marózką, Łyną i Jeziorem Łańskim oglądanych z wysokości kajaka. Jednak Kośno,
mimo że jego południowa część uległa zglajszachtowaniu, traktuję nadal jak
domowe jezioro – odkryte w latach siedemdziesiątych, gdy Łajs pustoszał
skutkiem ostatniej fali emigracyjnej. Można by powiedzieć: Warmiaków na lewym
brzegu strumienia odprowadzającego wodę z Jeziora Łajskiego do Kośna, Mazurów
na prawym brzegu – strumień był elementem granicy między obydwoma regionami, ustalonej
w XIV wieku między kapitułą warmińską a zakonem krzyżackim.
 |
Jezioro Łajskie |
Co ciekawe Łajs
powstał w 1708 roku z woli zarządu lasów królewskich. Osadźcy musieli być więc
ewangelikami. Dokument lokacyjny wystawiono na Macieja Urbańskiego, który jednak
nie wykazał się inicjatywą. Według
Encyklopedii Warmii i Mazur w 1765 roku mieszkał tu sołtys, karczmarz i jeden chłop.
Dopiero w 1785 roku do Łajsu przyłączono grunt leżący w granicach diecezji
warmińskiej. W 1928 roku wieś liczyła sobie 234 mieszkańców. O jej raczej
mazurskiej proweniencji świadczy ewangelicki cmentarzyk tuż za ostatnimi
domostwami między jeziorem a gruntową drogą przez las do Tylkowa.
 |
Łajs |
Okres międzywojnia był chyba apogeum świetności
Łajsu. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem wieś, zastałem już tylko kilka przymierzających
się do emigracji rodzin: Kramkowskich, Wiśniewskich, Kalińskich, Slopianków.
Niektórzy, wówczas dzieci, wrócili po latach, korzystając ze zmian ustrojowych
a potem i z dobrodziejstwa wejścia Polski do Unii Europejskiej. Dzisiaj
mieszkają w nowych domach albo w domach odkupionych od poprzednich właścicieli.
Niekoniecznie jednak w samym Łajsie… Wspomnienia i sentymenty mają w sobie siłę
przyciągania... O ostatniej rodzinie opuszczającej wieś, wdowie z czwórką
dzieci, próbowałem nawet coś napisać, lecz historia po latach wydała się grafomańska. Pisanie o ludziach wymaga większego kunsztu niż pisanie o własnych wrażeniach podczas wędrówek po puszczy napiwodzko-ramuckiej. Zmarnowałem temat…
 |
Flauta i księżyc |
Wypłynąłem kajakiem z pomostu Agrokośna. O świcie.
Brzask rozjaśnił okolicę i rzekę. Obudził ptaki. Sprawił, że zarośla na
brzegach ożyły szelestami. Popłynąłem pod łagodny prąd, trącając wiosłem piasek
dna. Nieopodal mostu usłyszałem gęsty plusk dobywający się z tataraków i spod
gałęzi. Ukleje tarły się na płyciznach, wariowały w wodorostach, uciekały spod
wiosła, wzniecając nieopisany tumult. Pod przęsłem z trudem przemagałem wartki
prąd płytkiej wody. Pióra wiosła odbijały się od kamieni, nie dając właściwego
oporu. W końcu wpłynąłem między powalone drzewa, przelawirowałem między
gałęziami i konarami, przepchnąłem się przez zatopione kłody, by wreszcie
osiągnąć zatokę jeziora. Akurat w chwili, gdy słońce już barwiło wierzchołki
sosen nad przejmą wiodącą na główny akwen Kośna.
 |
Północna zatoka Kośna w złotej godzinie |
 |
Olchowy łęg nad Kośnem |
 |
Wnętrze bagiennego lasu |
Było cicho. Niezmącone lustro wody odbijało obrazy
brzegów, leśnych ścian i chudnącego już księżyca. Było pusto. Żadnego ruchu w trzcinach. Żadnego ptactwa
na otwartej przestrzeni. Kajak sunął bezszelestnie. Wiosło nie wydawało plusku.
Nirwana… Póki znad lasu nie spłynął jakiś zabłąkany zefir i nie zmarszczył
powierzchni…
 |
Słońce nad Kośnem |
W przesmyku obróciłem kajak ku słońcu i spróbowałem
złapać jego pierwszej spojrzenie przez wierzchołki drzew, nieśmiałe mgiełki,
zarośla pałki wąskolistnej. Nie był to jednak spektakl, który przeżyłem na
Kośnej w Purdzie Leśnej. Ciepła noc i nagrzane powietrze nie sprzyjało mgle.
 |
Pani tracz i jej dzieciarnia |
 |
Uciekamy, nie zwlekamy... |
 |
W stronę słoneczka |
 |
I sobie odpłynęły |
 |
W przesmyku Kośna |
Trochę zawiedziony obróciłem kajak na południe, wpłynąłem w cieśninę, rozgarniając
szuwary porastające korytarz słabego nurtu. Pod olchowym brzegiem, wzdłuż kęp
turzycy bagiennej, tataraku i kosaćców, przepływała mama tracz w towarzystwie
pokaźnej czeredki piskląt. Fotografowałem je z niesfornego kajaka, nie
nadążając za ruchem. Ptaki odpływały w kierunku złotej poświaty. Po chwili
uciekły w zakamarki bagiennej zatoczki.
Zaglądałem we wnętrze olchowego łęgu. W głębi lasu pasły
się sarny. W szuwarach spacerowały żurawie. Słyszałem je zanim wypłynąłem z
rzeki. Zobaczyłem, gdy uniosły się nad oczeretami i odleciały nad jezioro.
 |
Kośno - matecznik Mendryn |
Zaraz za przejmą otwiera się właściwe Kośno. Z
rozmachem. Kusząc daleką perspektywą… Ściany boru w szacie złotej godziny
pochylają się ze skarp ku wodzie. Stare sosny emanują ciepłem. Nakłaniają do
wędrówki… Są charakterystyczne. Nie sposób ich pomylić z innymi drzewami…
Wcześniej fotografowałem Kośno z wysokiego brzegu
spomiędzy kolumnowych pni o różnych porach. Tę część jeziora otacza najstarszy
las. Chyba będący oczkiem w głowie leśniczego z Mędryn, który mieszkał w
nieistniejącej już leśniczówce nieopodal rozlewiska na śródleśnym mokradle.
Chodząc pierwszy raz brzegiem Kośna, podziwiałem niezwykłą aleję z masztowych
sosen, która biegła spod leśniczówki do łąk nad północną zatoką jeziora.
Dzisiaj tej perspektywy nie uświadczysz. Podszyt zasklepił przestrzeń nad drogą
i otulił ją cieniem…
 |
Kośno |
 |
Kośno |
Próbowałem odnaleźć ujście strumienia
odwadniającego rozlewisko, lecz jak zwykle obiecujący prześwit w oczeretach
wywiódł mnie na bagienne manowce. Na nic zdała się próba odczytania ujścia po
kształtach olchowego łęgu. Celowałem tam, gdzie ściana drzew zdawała się
obniżać. Za każdym razem grzązłem w zaroślach lub dobijałem do błotnistego
brzegu pod czeremchy, omszałe brzozy i olch, wierzby...
Zawróciłem na jezioro i popłynąłem ku wybrzuszeniu
brzegu, za którym rozpoczyna się najbardziej chyba widokowa część rezerwatu –
wyniosła skarpa, za krawędzią której jest rozległa polana odcięta od lasu w
głębi kolejną skarpą. Podobny układ geologiczny jak na Ustrychu. Świadczący być
może o tym, że jezioro przed kilku tysiącami lat było większe i miało wyższy
poziom, póki Kośna nie wyrzeźbiła wąwozu w morenie. Uwielbiam odwiedzać to
miejsce dla skandynawskich w charakterze krajobrazów, fotografowanych w świetle
wstającego słońca.
 |
Kośno i powalona sufozją sosna |
Płynąc na południe, nie sposób oderwać oczu od pasm
szuwarów skrywających konary powalonych, brzóz, olch i sosen; od jasnych
płycizn pokrytych mnóstwem małż i tnących skórę stóp drobnych muszli racicznicy;
od płoci snujących się w przejrzystej toni ławicami i od uklei w amoku tarła
wyskakujących nad wodę i rozsiewających migotania, refleksy, srebrne odblaski; od
zwierząt przebiegających skrajem brzegów i przez kryjówki pod obnażonymi przez
wodę korzeniami drzew; czapli i kormoranów czatujących nad wodnymi zakamarkami...
 |
Ryby tańczą w jeziorze |
 |
Ryby nadal tańczą |
 |
Kośno za Mendrynami |
 |
Pod konarami |
 |
Gra światła |
 |
Mój ulubiony dąb nad Kośnem |
 |
Kryjówki wydr |
 |
Sosna z życiorysem |
Osypujące się urwiska nieubłaganie ściągają sosny
ku wodzie. Wiele z nich pochyliło się w stronę jeziora. Narażone na uderzenia
wiatru, zmagające się ustępującym spod korzeni gruntem, ulegają często
niezwykłej metamorfozie. Przestają być smukłe i kształtne jak spod sztancy.
Stają się żywą ilustracją trudnej egzystencji.
 |
Cała słoneczność Kośna |
Od samego początku czułem na sobie słoneczny żar.
Już przed szóstą ściągnąłem bluzę. Nie dało się wytrzymać. Niebo bez chmur.
Klarowne powietrze... Dobrze chociaż, że płynąłem plecami do słońca, mając
przed sobą jasno wyznaczony i oświetlony cel – perspektywę jeziora urozmaiconą
półwyspami i zatoczkami, wnęką po wschodniej stronie skrywającą ujście strugi zasilanej
strumieniami z jeziora Kalwa, ze stawów między Tylkowem a Rutkami, z Jeziora
Małszewskiego…
 |
Kalwa w Rudziskach Pasymskich |
 |
Między Tylkówkiem a Rutkami |
 |
Rutki |
Fala nadbiegająca od południa grała na burtach
rytmiczną sarabandę. Przeszkadzała. Komfort pływania po uśpionej tafli – jak
ręką odjął. Nie dało się fotografować z chybotliwego kajaka. Podpłynąłem do
brzegu, gdzie mniej bujało. Woda pluskała w obnażonych korzeniach drzew i pod
osuwającą się darnią… Mijałem niewielkie wąwozy zwieńczone helokrenowymi
źródliskami. Rozrywały monolit leśnych klifów i skarp. Najpierw sądziłem, że są
wynikiem powierzchniowego spływu wód roztopowych. Potem jednak zacząłem się
domyślać, że przyczyna tkwi pod ziemią – sufozyjne wypłukiwanie żwirów znad
warstw nieprzepuszczalnych iłów przez podziemne cieki objawiające się
nieatrakcyjnymi dla oczu wysiękami. Najwięcej tych wąwozów w pobliżu Łajsu i
punktu widokowego, dzisiaj zarośniętego przez olchy i nasadzone świerki.





Na Kośnie nie uświadczysz wysp. To typowe rynnowe
jezioro, którego głębokość sięga miejscami 45 metrów. Dzieli się na trzy
fragmenty: niewielką północną zatoczkę, skąd wypływa Kośna; jeszcze mniejszą
zatoczkę pod Łajsem utworzoną przez półwysep zwieńczony wąską groblą dźwigającą
szpaler starych olch; sam główny akwen o długości ponad pięciu kilometrów w
kształcie bumerangu. Na pierwszy rzut oka wydaje się monotonne. Dopiero
pływanie pod urwistymi brzegami, konarami zawieszonymi nad wodą, nad płyciznami
o jasnym dnie pozwala docenić urodę miejsca.
 |
Coraz bliżej Łajsu |
 |
Bielik |
Mniej więcej w połowie akwenu, tam gdzie jeziorna
rynna przyjmuje kierunek północ-południe, wprawny obserwator odkryje, że bór bliżej
Łajsu jest młodszy. Wyrósł na porzuconych polach uprawnych. Dopiero po
siedemdziesięciu latach zaczyna nabierać cech starego lasu z bogatym podszytem,
porostami, mchami, runem, grzybnią przenikającą martwe drewno i pnie obumierających
drzew.
W takim otoczeniu nie dziwi widok szybujących
bielików. Są bystre. Widzą o wiele dalej i wyraźniej niż mieszający wodę
kajakarz. Czasem udaje mi się je podejść
od strony lasu. Przypadkiem. Bez fotograficznego sukcesu. Prawdopodobieństwo uchwycenia
obiektywem sylwetki między konarami i listowiem lub chmurami igliwia jest po
prostu znikome. Widok bielików jednak sam w sobie satysfakcjonujący.
 |
Uciekająca para młoda |
Uwielbiałem przychodzić o świcie do punktu
widokowego nad Kośnem – altany ustawionej nieopodal brzegu i zejścia do
kąpieliska. Usiadłszy na murawie i opuściwszy nogi do wody, mogłem obserwować
polujące wydry. Egzystowały w norach pod korzeniami drzew na skraju stromych
zboczy półwyspu, w zatoczce pod Łajsem, przypływały z Jeziora Łajskiego, gdzie
bratały się z bobrami… Przebiegały czasem po piasku mielizny wzdłuż wody,
wypatrując zdobyczy. Stare i młode pod opieką. Omijały mnie, płynąc na
grzbietach lub nurkując. W ich zabawie było tyle wdzięku i humoru…
 |
Gągoły pod półwyspem w Łajsie |
Obraz morenowego półwyspu zasłaniającego panoramę
Łajsu obudził wspomnienia odległych w czasie pierwszych kajakowych spacerów,
łazęgowania wzdłuż jeziora, wędkowania…
 |
Łajs przez olchy |
Przez szpaler olch zobaczyłem domy na
wzniesieniu. Starą szkołę z przebudowanym poddaszem i panoramicznym oknem na
jezioro; malowniczy dom pod dachem z prasowanej trzciny; zabudowania
gospodarstw agroturystycznych bliżej zarośniętej strugi z Jeziora Łajskiego…
Wieś utraciła swój dawny charakter. Obudowaną pomostami i kładkami spacerowymi zatoczkę
przekształcono w przystań dla kilku jachtów. Przez to zatoczka utraciła dziewiczy charakter...
Próbowałem przepłynąć strugą na Jezioro Łajskie. Utknąłem w mierzwie szuwarów.
Nikt już nie dba o prześwietlenie nurtu…
 |
Stara szkoła |
 |
Czekał mnie mozolny powrót |
Zawróciłem ku słońcu, które zmieniło krajobraz w
oślepiającą jaskrawość. Powrót był mozolny. Na szczęście wiatr z południa
sprzyjał. Odwracałem głowę od palącego słońca. W końcu porzuciłem wschodni
brzeg i przepłynąłem na drugą stronę jeziora, żeby już nie patrzeć w stronę
oślepiającego światła.
 |
Stąd panorama Kośna iście skandynawska |
Mogłem skupić się na dobrze oświetlonych kormoranach,
łabędziach, czaplach, perkozach… na szczegółach leśnego brzegu w okolicach
Mendryn, grążelach w przejmie do północnej zatoki, świteziankach pod mostem
drogowym... I tak aż do Kośna nad Kośną, gdzie zostawiłem kajak po
przepłynięciu kilkunastu kilometrów.
 |
Kośno i polujące okonie |
 |
Ku przejmie |
 |
W przesmyku do północnej zatoki |
 |
Grążele w towarzystwie pałek wąskolistnych |
 |
Grążele i ważka |
 |
Nareszcie na rzece |
 |
Za tymi drzewami kładka Agrokośna |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz