poniedziałek, 11 czerwca 2018

Flauta na Jeziorze Łańskim


Jezioro Łańskie


Jezioro Łańskie i Lalka

Flauta to chyba najpiękniejszy widok dla kajakarza. Obietnica beztroskiej wędrówki. Nie wymagającej wysiłku. Kajak sunie po wodzie gładko. Bez zbędnego oporu. Wiosłuje się rytmicznie. Łatwo wpaść w osobliwy trans. Krajobraz zdaje się zastygać w bezruchu. Tylko jakieś pyłki na powierzchni jeziora zmykają do tyłu. Niepozorna fala odbiega od burt. Obrazy brzegów, te bliskie i te dalekie, odbijają się w wodzie, kreując symetrię i sprawiając, że rozległy widok staje się patetyczny, architektonicznie piękny, budzący zachwyt już na pierwszy rzut oka. 


Jezioro Łańskie - Rybaki

Jezioro Łańskie ujawnia i takie oblicze. Gdy wiatru na lekarstwo, niebo szklane i pozbawione chmur, sierp księżyca wyraźny mimo oślepiającego słońca, powietrze klarowne. Obraz zda się bezkresnym landszaftem. Wzrok sięga w odległe o kilometry zakamarki za Lalką, półwyspem wbiegającym w jezioro ze wschodniego brzegu.

Jezioro Łańskie - Lalka

Wypłynąłem w nocy, acz… nocy o tej porze roku na Warmii tak naprawdę nie ma. W czerwcu zmierzch żeglarski przechodzi w świt żeglarski. Niebo jest rozświetlone. Gwiazd jak na lekarstwo. Nie sposób spać bez zasłaniania okien. Zwłaszcza kiedy ptaki nadają, psy zawodzą albo ujadają, dzikie zwierzęta podchodzą pod samo ogrodzenie...

Łyna i sierp księżyca



Tajemnica

Łyna wezbrała. To skutek zarastania jej koryta trzcinami. Wstrzymują wodę. Chociaż majowa i czerwcowa susza daje się we znaki, w Kurkach poziom rzeki zależy od zagęszczenia zarośli i szuwarów. Zwodowałem kajak. Umościłem się na kapokach. Powiosłowałem przez szpaler trzcin. Spłoszyłem łabędzie, które najpierw odleciały, a potem schowały się gdzieś w zaroślach z boku nurtu. Z szuwarów poderwała się chmura szpaków. Zapewne z pierwszych lęgów. Zatoczyły krąg nad rzeką i odleciały nad łąki… Snująca się nad wodą mgła osiadała mokrym dotykiem na twarzy… 

Łyna i bóbr zamaskowany pochyloną trzciną

Przed dziobem kajaka zobaczyłem łeb bobra. Sięgnąłem po aparat. Trzask migawki spłoszył zwierzę, które bezgłośnie zanurkowało. Było za ciemno. Nawet na ekranie komputera niewiele dało się zobaczyć. Trzcina zamaskowała kontur łba…

Łyna w Ząbiu

Przenikałem zakola, płynąc w kierunku brzasku. Z zagajnika nieopodal gaworzył dudek. Jego klepsiewanie towarzyszyło mi aż do drewnianego mostka łączącego łąki po obu stronach rzeki. Łagodne południowe stoki były dzisiaj puste. Jelenie nie przyszły. Dziki też zapomniały o nadrzecznych babrzyskach.



Kolejny łabędź stanął mi na drodze. Odłożyłem wiosło. Kajak płynął z nurtem. Ptak zawrócił przed mostkiem i wystartował. Nie fotografowałem. Udzieliła mi się ospałość świtu. Zamiast więc wycelować obiektyw, patrzyłem tylko, jak przebierał łapami, wzniecając rozbryzgi wody, machał skrzydłami, w końcu uniósł się w powietrze tuż obok mnie. Poczułem podmuch na twarzy…

Uciekające kaczki młode

Mgła topniała. Było za ciepło. Czułem, że na jeziorze zostanę zgrillowany. Przepłynąłem przez znajome kąty szerokiej doliny, wzdłuż domów letniskowych w Ząbiu pod lasem. Zakłóciłem spokój dzikim kaczkom. Pokonałem dywany grążeli, które rozsiadły się na całej szerokości nurtu. Po kilku zakrętach dopłynąłem do jeziora. 



W ujściu Łyny uwijały się łyski, trzymając się trzcin, zaspane perkozy nieopodal rybackich żerdzi, wiecznie czujne krzyżówki na pomoście... Przede mną przeleciała czapla i osiadła w trzcinach na wysokości dzierzguńskiego strumienia… Łabędź ustąpił mi z drogi. Czuwał nad połowicą, która rozsiadła się na gnieździe, ledwo widocznym w mierzwie trzcin…



Jezioro otworzyło przede mną perspektywę. Trzymałem się wschodniego brzegu. Kajak sunął miękko po nieruchomej wodzie. Nawet ryby nie przejawiały zwykłej aktywności. Zatokę w sąsiedztwie dalekich Rybaków wypełniały tumany mgły. Nie myślałem jednak tam wpłynąć i zbliżyć się do polany miedzy Jeziorem Łańskim a księżycową zatoką Plusznego. Trzymałem się planu. Chciałem zaliczyć całe jezioro. Północna zatoka z archipelagiem wysp i wysepek, podwodnymi polanami, otulona warmińskim lasem kusiła. Czułem przypływ sił. Flauta sprzyjała jak rzadko.

Jezioro Łańskie - dzierzguński brzeg

Mgła nad Rybakami


Brzask nad Dzierzgunami

Mijając mieliznę na środku jeziora, fotografowałem przesiadujące we mgle łabędzie. Nie podpłynąłem ku nim. Przestrzeń wciągała. Każde pociągnięcie wiosła zbliżało do celu… 

Olchy w Ząbiu

Słońce rozpaliło olchowy zagajnik po drugiej stronie jeziora. Drzewa przywdziały złote szaty. Pomost spowijał jaskrawy całun. Od strony Rybaków, spod tumanów mgły wiszącej nad największą zatoką, nadeszła martwa fala. Ktoś przepłynął niewidoczną łódką napędzaną silnikiem elektrycznym. Obraz fal znikąd wydał się nierealny.

Martwa fala

W pobliżu matecznika Dzierzguny fotografowałem kolejnego podniebnego drapieżnika; przelatujące w słońcu łabędzie; rybitwy, które chwytały drobne rybki pływające tuż pod powierzchnią wody, budzące zmarszczki fal w kształcie klina. Nie nadążałem za pikującymi rybitwami, które uderzały w wodę i wzniecały koliste kręgi…

Myszołów wg Krzysztofa Leśnego. Ja ich nie rozpoznaję. Dla mnie każdy taki to jastrząb :).

Pikująca rybitwa

Tych nie muszę przedstawiać

Łabędzie na tle zabudowań w Rybakach

Dopływając do zatoki przed dzierzguńskim wzniesieniem brzegu, poczułem pierwsze promienie słońca, które utorowały sobie drogę przez gęstwę boru. Mgła pod lasem i nad trzcinami topniała. Wypłynąwszy z cienia, zobaczyłem słoneczną tarczę. Misterium świtu odeszło jak ręką odjął. Zaczął się skwarny dzień. Celowałem w daleki przesmyk między Lalką a Rybakami. Nie czułem żadnego zmęczenia. Ręce same wiosłowały. Kajak sam pruł lustro wody. Jeśli coś mnie wstrzymywało przed rytmicznym wysiłkiem, to urokliwy obraz jeziora wart uchwycenia obiektywem, przelatujące łabędzie na tle lasu, kormoran bawiący się pod trzcinami na końcu Lalki… Ta trwająca zbyt długo zabawa zaniepokoiła w końcu. 



Zastanawiałem się:
- Połknął zbyt wielką rybę, czy zaplątał się w żyłkę?
Ptak zanurzał dziób i łeb pod wodę, rozkładał skrzydła jak do lotu albo jak do suszenia w promieniach słońca… Nie dostrzegałem w jego zachowaniu żadnej logiki. Ani startował, ani nurkował. Skierowałem kajak ku niemu. Myślałem jak pomóc. To dziki ptak. Nie przywita mnie jak swego. Wcisnąłem aparat do pokrowca i pod burtę. Wepchnąłem plecak we wnękę pod dziobem. Byłem coraz bliżej. Kormoran jednak nie zdzierżył. Wystartował bez wysiłku. Niczego nie wlókł. Naprawdę się bawił.
- Co za ulga! – odetchnąłem.



Odbiłem od Lalki pod zachodni brzeg, gdzie las schodzi ku wodzie stromą skarpą. Fotografowałem stare olchy ściskające grunt odsłoniętymi przez wodę korzeniami; powalone drzewa; malownicze płycizny przebłyskujące spod oświetlonej wody… 



Nieopodal jednego z takich miejsc spotkałem pisklęta, które pływały po jeziorze bez opieki. Zastanawiałem się czy to czernice, które po opuszczeniu gniazda starają się być samodzielne i słuchają matki tylko wtedy, gdy podnosi alarm. Samce po godach oddalają się po angielsku, za nic mając obowiązki rodzicielskie. Pisklęta to podobno sobieradki praktycznie tuż po opuszczeniu gniazda. Jak na grążyce przystało…






Zostawiwszy za sobą czeredkę i najszersze rozlewisko jeziora, wpłynąłem we fragment przypominającym rozlewną rzekę w karbach stromych zboczy porośniętych starym lasem. Po kilometrze rozpoczyna się jeziorny archipelag. Największa z wysp, Stodółka (skąd ta nazwa?), jest kolonią lęgową kormoranów. Towarzyszą im siwe wrony. Bez poczucia niższości. Chyba. Wyniosłe drzewa są też czatowniami rybołowów i błotniaków. W zasiekach pni obielonych wodą i mrozem chowają się nurogęsi, gągoły, czernice...

Między Rybakami a Łańskiem

Truchter szybkobieżny


Gągoły

Parka


Za każdym razem, kiedy tutaj dopływam, nie potrafię sobie odmówić przyjemności okrążenia tej wyspy. Już samo oglądanie gęgających kormoranów i przekrzykujących się z nimi wron jest atrakcją. 

Czereda na wysokości





Ptasie gadanie


Młodziaki


Jeśli jednak trafi się taki okaz, według Krzysztofa Leśnego kania ruda, na szczycie gałęzi starego dębu, ręce drżą z emocji, a z nimi i aparat...






Za wyspą otwierają się kolejne zatoczki; szuwary na środku jeziora, gdzie mewy i rybitwy tworzą rozgadaną kolonię; następne podmokłe wyspy; wreszcie rozległa płycizna otoczona ścianą tataraków, turzycy bagiennej, pałki wąskolistnej, błotnistymi brzegami dźwigającymi kępy arcydzięgiela, baldachowatych barszczów, krzaki wierzby, łozy, drobne olchy… W świetle słońca mielizna o jasnym dnie ożywa bezgłośnym ruchem. Nadpływający kajak płoszy ryby, które uciekając wzniecają chmury mułu. Dzisiaj jednak woda nie była przejrzysta. Zakwitła. Całą toń wypełniły glony, rozmazując szczegóły.

Gdy obiektyw ostrzy na odbicie w wodzie

Archipelag Jeziora Łańskiego
Kolejna wyspa archipelagu
 
Perkozy z młodymi


Północny koniec Jeziora Łańskiego


Pływało się genialnie. Osiągnąłem północną zatokę Jeziora Łańskiego w niecałe trzy godziny, robiąc setki zdjęć. Zatrzymałem się na skraju kępy oczeretów. Próbowałem uwiecznić ważki, które nękały swoim natrętnym widokiem od Lalki, zawisając w powietrzu na ułamek sekundy. Każdy jednak mój ruch aparatem pobudzał owady do ucieczki. 

Jedyna jako tako foto-upolowana

W końcu wycelowałem obiektyw w wybrane miejsce i cierpliwie czekałem. Od kilku lat nigdzie się nie śpieszę. Mogłem poczekać parę minut w bezruchu… Lecz ważki nie dały się nabrać. Pozowały wszędzie, tylko nie tam, gdzie chciałem… 

Emploi ważki

Udało mi się tak naprawdę, gdy zrezygnowany odpoczywałem na Łynie przed ostatnim odcinkiem szlaku do Kurek. Ważka przysiadła na jakimś liściu trawy w plamie światła…




Północna zatoka Jeziora Łańskiego

Przez archipelag w drodze powrotnej

Stodółka - może kiedyś ta wyspa była użytkiem rolnym. Pięć hektarów nie do pogardzenia.

Słońce pięknie grillowało. Czułem się w swoim żywiole. Kajak. Wiosło w dłoni. Aparat na szyi. Rytm. Błogie ciepło. Krajobraz umykający do tyłu. Błotniaki nad głową. Perkozy, łabędzie, kaczki przede mną...Trzciniaki i rokitniczki pobudzające swoimi przenikliwymi trelami krew w żyłach… Chrapliwe kraknięcia czapli podrywających się do lotu z czatowni w szuwarach… Mewy i rybitwy broniące trzcinowiska, chociaż nie zamierzałem wpływać w tę czerwcową mierzwę, gdzie pełno gniazd i harmidru…


W drodze powrotnej zajrzałem do zatoki naprzeciwko Łańska. Próbowałem obiektywem chwycić błotniaka. Z całej mitręgi została mi jego sylwetka na tle olchowego listowia. Dalej nie wpływałem. Wędkarze…



Cyranka

Krzyżówki i gągoły na wspólnej żerdzi
Obróciwszy się na południe, przepłynąłem obok największej wyspy łańskiego archipelagu, przemknąłem przez dolinę, której zwieńczeniem przesmyk. Mijając ostatni cypel, dostrzegłem kormorana na wysuszonym konarze. Patrzył w stronę słońca. Dał się podejść. Kajak płynął siłą inercji, utrzymując kierunek… Ptak zdawał się zaskoczony, gdy sięgnąłem po wiosło…





Ruszyłem w kierunku Lasu Warmińskiego, który między Cyranką a Lalką pochyla się nad jeziorem z wyniosłej skarpy. Deniwelacja w tym miejscu sięga pięćdziesięciu metrów. Skarpę wieńczy półka z lokalną drogą, za którą wznosi się kolejna skarpa, a za nią rozciąga teren rezerwatu. Cyranka przeszła metamorfozę. Prostym i pozbawionym wyrazu budynkom dawnego rządowego ośrodka nadano inny styl. Nawiązujący do urody samego jeziora i jego puszczańskiego otoczenia. Co tu się rozwodzić nad tematem. Zdjęcia lepsze tysiąca słów.




A potem zanurzyłem się w cień Lasu Warmińskiego. Odnalazłem skandynawskie klimaty. Potężne drzewa nad wodą, głazy narzutowe u ich stóp, pasma trzcin i sitowia odsunięte od brzegu tak, że można płynąć między nimi a brzegiem pod gałęziami nad czystym piaskiem dna jak po rzece… 














Gapiłem się na mocarne dęby (anzanai), lipy (lipas), które obsypały się chmurą kwiecia i rozesłały upojne zapachy, sosny (pjāusis) pochylone nad wodą i rosnące na stromościach stoków, olchy (alisknai) ściskające krawędź osuwającego się stoku, jesiony(wāsjai) i wiązy (skīrptai)… W czasach pruskich mogące być obiektami kultu… Monumentalne. Pomnikowe…



Między Cyranką a Lalką
  
Królewska sosna Lasu Warmińskiego

Zamyślona sosna i czarcia miotła nad nią


Płynąc pod ścianą Lasu Warmińskiego, zaczynasz rozumieć, dlaczego Jezioro Łańskie tak przyciągało prehistorycznych myśliwych a potem rolników. W tym jeziorze skrywa się magia. Przez tysiąclecia na różne sposoby personifikowana przez nomadów różnych kultur z epoki kamiennej, brązu, żelaza, w czasach rzymskich podbojów, w okresie trwania ponad tysiącletniej kultury Prusów…



















Za Lalką

Za Lalką poczułem na plecach dotknięcie zefira. Jezioro pokryło się zmarszczkami. Mimo gorąca, czułem komfort. Płynąłem środkiem akwenu. Klarowne powietrze wyostrzyło perspektywę. Kajak śmigał po wodzie. Do Dzierzgun czas zleciał szybciej, niż paragrafy przewidywały. Kiedy nadeszła pora odpoczynku, za cyplem półwyspu, gdzie onegdaj stały budynki siedliska, wiatr łagodnie popychał kajak we właściwym kierunku. 

Beztroska

Bielik nad sosnami Lasu Warmińskiego

Bielik

Leżąc na wznak, próbowałem fotografować owady i ptaki w locie. Trafił mi się bielik, który przelatywał na zachodni brzeg z dzierzguńskiego matecznika, skrywającego dolinę ze strumieniem napędzającym nieistniejący już młyn. Pogoda marzenie. Dzięki niej przestrzeń zmieniła się w metaforę. Niebo nad głową i w wodzie. Bez punktów odniesienia z wyjątkiem kreski dalekich brzegów.

Przestrzeń

Minąwszy zatoki, nad którymi odkryto ślady prehistorycznego osadnictwa (w granicach Ząbia), wpłynąłem do południowej zatoki, której lejkowaty kształt wieńczy ujście Łyny. Jeszcze tylko walka z odczuwalnym nurtem; fotografowanie urokliwej toni rozjarzonej słonecznym światłem; chwytanie ważek i dzikich kaczek nad wodą; fotografowanie Ząbia i Kurek przez zarośla; przedzieranie się przez zasieki trzciny, która wybujała wcześniej niż zwykle, i zatory ściętych roślin tarasujących nurt; pokonywanie zakrętów w bezwietrznych zakątkach rozgrzanych do białości, pełnych szelestów, ptasich popisów, pluskania ryb i nurkujących perkozów… I oto widzę pomost, za nim łąkę, na którą wpłynąłem z rozpędu… 









2 komentarze: