 |
Jezioro Łańskie |
 |
Jezioro Łańskie i Lalka |
Flauta to chyba najpiękniejszy widok dla kajakarza.
Obietnica beztroskiej wędrówki. Nie wymagającej wysiłku. Kajak sunie po wodzie
gładko. Bez zbędnego oporu. Wiosłuje się rytmicznie. Łatwo wpaść w osobliwy
trans. Krajobraz zdaje się zastygać w bezruchu. Tylko jakieś pyłki na
powierzchni jeziora zmykają do tyłu. Niepozorna fala odbiega od burt. Obrazy
brzegów, te bliskie i te dalekie, odbijają się w wodzie, kreując symetrię i
sprawiając, że rozległy widok staje się patetyczny, architektonicznie piękny,
budzący zachwyt już na pierwszy rzut oka.
 |
Jezioro Łańskie - Rybaki |
Jezioro Łańskie ujawnia i takie
oblicze. Gdy wiatru na lekarstwo, niebo szklane i pozbawione chmur, sierp
księżyca wyraźny mimo oślepiającego słońca, powietrze klarowne. Obraz zda się
bezkresnym landszaftem. Wzrok sięga w odległe o kilometry zakamarki za Lalką,
półwyspem wbiegającym w jezioro ze wschodniego brzegu.
 |
Jezioro Łańskie - Lalka |
Wypłynąłem w nocy, acz… nocy o tej porze roku na
Warmii tak naprawdę nie ma. W czerwcu zmierzch żeglarski przechodzi w świt
żeglarski. Niebo jest rozświetlone. Gwiazd jak na lekarstwo. Nie sposób spać
bez zasłaniania okien. Zwłaszcza kiedy ptaki nadają, psy zawodzą albo ujadają,
dzikie zwierzęta podchodzą pod samo ogrodzenie...
 |
Łyna i sierp księżyca |
 |
Tajemnica |
Łyna wezbrała. To skutek zarastania jej koryta
trzcinami. Wstrzymują wodę. Chociaż majowa i czerwcowa susza daje się we znaki,
w Kurkach poziom rzeki zależy od zagęszczenia zarośli i szuwarów. Zwodowałem
kajak. Umościłem się na kapokach. Powiosłowałem przez szpaler trzcin.
Spłoszyłem łabędzie, które najpierw odleciały, a potem schowały się gdzieś w
zaroślach z boku nurtu. Z szuwarów poderwała się chmura szpaków. Zapewne z
pierwszych lęgów. Zatoczyły krąg nad rzeką i odleciały nad łąki… Snująca się
nad wodą mgła osiadała mokrym dotykiem na twarzy…
 |
Łyna i bóbr zamaskowany pochyloną trzciną |
Przed dziobem kajaka
zobaczyłem łeb bobra. Sięgnąłem po aparat. Trzask migawki spłoszył zwierzę,
które bezgłośnie zanurkowało. Było za ciemno. Nawet na ekranie komputera niewiele dało się zobaczyć. Trzcina zamaskowała kontur łba…
 |
Łyna w Ząbiu |
Przenikałem zakola, płynąc w kierunku brzasku. Z
zagajnika nieopodal gaworzył dudek. Jego klepsiewanie towarzyszyło mi aż do
drewnianego mostka łączącego łąki po obu stronach rzeki. Łagodne południowe
stoki były dzisiaj puste. Jelenie nie przyszły. Dziki też zapomniały o nadrzecznych
babrzyskach.
Kolejny łabędź stanął mi na drodze. Odłożyłem
wiosło. Kajak płynął z nurtem. Ptak zawrócił przed mostkiem i wystartował. Nie
fotografowałem. Udzieliła mi się ospałość świtu. Zamiast więc wycelować
obiektyw, patrzyłem tylko, jak przebierał łapami, wzniecając rozbryzgi wody,
machał skrzydłami, w końcu uniósł się w powietrze tuż obok mnie. Poczułem
podmuch na twarzy…
 |
Uciekające kaczki młode |
Mgła topniała. Było za ciepło. Czułem, że na
jeziorze zostanę zgrillowany. Przepłynąłem przez znajome kąty szerokiej doliny,
wzdłuż domów letniskowych w Ząbiu pod lasem. Zakłóciłem spokój dzikim kaczkom.
Pokonałem dywany grążeli, które rozsiadły się na całej szerokości nurtu. Po
kilku zakrętach dopłynąłem do jeziora.
W ujściu Łyny uwijały się łyski,
trzymając się trzcin, zaspane perkozy nieopodal rybackich żerdzi, wiecznie
czujne krzyżówki na pomoście... Przede mną przeleciała czapla i osiadła w
trzcinach na wysokości dzierzguńskiego strumienia… Łabędź ustąpił mi z drogi.
Czuwał nad połowicą, która rozsiadła się na gnieździe, ledwo widocznym w
mierzwie trzcin…
Jezioro otworzyło przede mną perspektywę. Trzymałem
się wschodniego brzegu. Kajak sunął miękko po nieruchomej wodzie. Nawet ryby
nie przejawiały zwykłej aktywności. Zatokę w sąsiedztwie dalekich Rybaków
wypełniały tumany mgły. Nie myślałem jednak tam wpłynąć i zbliżyć się do polany
miedzy Jeziorem Łańskim a księżycową zatoką Plusznego. Trzymałem się planu.
Chciałem zaliczyć całe jezioro. Północna zatoka z archipelagiem wysp i wysepek,
podwodnymi polanami, otulona warmińskim lasem kusiła. Czułem przypływ sił.
Flauta sprzyjała jak rzadko.
 |
Jezioro Łańskie - dzierzguński brzeg |
 |
Mgła nad Rybakami |
 |
Brzask nad Dzierzgunami |
Mijając mieliznę na środku jeziora, fotografowałem
przesiadujące we mgle łabędzie. Nie podpłynąłem ku nim. Przestrzeń wciągała.
Każde pociągnięcie wiosła zbliżało do celu…
 |
Olchy w Ząbiu |
Słońce rozpaliło olchowy zagajnik
po drugiej stronie jeziora. Drzewa przywdziały złote szaty. Pomost spowijał
jaskrawy całun. Od strony Rybaków, spod tumanów mgły wiszącej nad największą
zatoką, nadeszła martwa fala. Ktoś przepłynął niewidoczną łódką napędzaną
silnikiem elektrycznym. Obraz fal znikąd wydał się nierealny.
 |
Martwa fala |
W pobliżu matecznika Dzierzguny fotografowałem kolejnego podniebnego drapieżnika; przelatujące w słońcu łabędzie; rybitwy, które chwytały drobne rybki
pływające tuż pod powierzchnią wody, budzące zmarszczki fal w kształcie klina.
Nie nadążałem za pikującymi rybitwami, które uderzały w wodę i wzniecały
koliste kręgi…
 |
Myszołów wg Krzysztofa Leśnego. Ja ich nie rozpoznaję. Dla mnie każdy taki to jastrząb :). |
 |
Pikująca rybitwa |
 |
Tych nie muszę przedstawiać |
 |
Łabędzie na tle zabudowań w Rybakach |
Dopływając do zatoki przed dzierzguńskim
wzniesieniem brzegu, poczułem pierwsze promienie słońca, które utorowały sobie
drogę przez gęstwę boru. Mgła pod lasem i nad trzcinami topniała. Wypłynąwszy z
cienia, zobaczyłem słoneczną tarczę. Misterium świtu odeszło jak ręką odjął.
Zaczął się skwarny dzień. Celowałem w daleki przesmyk między Lalką a Rybakami.
Nie czułem żadnego zmęczenia. Ręce same wiosłowały. Kajak sam pruł lustro wody.
Jeśli coś mnie wstrzymywało przed rytmicznym wysiłkiem, to urokliwy obraz
jeziora wart uchwycenia obiektywem, przelatujące łabędzie na tle lasu, kormoran
bawiący się pod trzcinami na końcu Lalki… Ta trwająca zbyt długo zabawa
zaniepokoiła w końcu.
Zastanawiałem się:
- Połknął zbyt wielką rybę, czy zaplątał się w
żyłkę?
Ptak zanurzał dziób i łeb pod wodę, rozkładał
skrzydła jak do lotu albo jak do suszenia w promieniach słońca… Nie
dostrzegałem w jego zachowaniu żadnej logiki. Ani startował, ani nurkował. Skierowałem
kajak ku niemu. Myślałem jak pomóc. To dziki ptak. Nie przywita mnie
jak swego. Wcisnąłem aparat do pokrowca i pod burtę. Wepchnąłem plecak we wnękę
pod dziobem. Byłem coraz bliżej. Kormoran jednak nie zdzierżył. Wystartował bez
wysiłku. Niczego nie wlókł. Naprawdę się bawił.
- Co za ulga! – odetchnąłem.
Odbiłem od Lalki pod zachodni brzeg, gdzie las
schodzi ku wodzie stromą skarpą. Fotografowałem stare olchy ściskające grunt
odsłoniętymi przez wodę korzeniami; powalone drzewa; malownicze płycizny
przebłyskujące spod oświetlonej wody…
Nieopodal jednego z takich miejsc
spotkałem pisklęta, które pływały po jeziorze bez opieki. Zastanawiałem się czy
to czernice, które po opuszczeniu gniazda starają się być samodzielne i
słuchają matki tylko wtedy, gdy podnosi alarm. Samce po godach oddalają się po
angielsku, za nic mając obowiązki rodzicielskie. Pisklęta to podobno sobieradki praktycznie tuż po opuszczeniu gniazda. Jak na grążyce przystało…
Zostawiwszy za sobą czeredkę i najszersze
rozlewisko jeziora, wpłynąłem we fragment przypominającym rozlewną rzekę w
karbach stromych zboczy porośniętych starym lasem. Po kilometrze rozpoczyna się
jeziorny archipelag. Największa z wysp, Stodółka (skąd ta nazwa?), jest kolonią
lęgową kormoranów. Towarzyszą im siwe wrony. Bez poczucia niższości. Chyba. Wyniosłe
drzewa są też czatowniami rybołowów i błotniaków. W zasiekach pni obielonych wodą
i mrozem chowają się nurogęsi, gągoły, czernice...
 |
Między Rybakami a Łańskiem |
 |
Truchter szybkobieżny |
 |
Gągoły |
 |
Parka |
Za każdym razem, kiedy tutaj dopływam, nie potrafię
sobie odmówić przyjemności okrążenia tej wyspy. Już samo oglądanie gęgających
kormoranów i przekrzykujących się z nimi wron jest atrakcją.
 |
Czereda na wysokości |
 |
Ptasie gadanie |
 |
Młodziaki |
Jeśli jednak trafi
się taki okaz, według Krzysztofa Leśnego kania ruda, na szczycie gałęzi starego dębu, ręce drżą z emocji,
a z nimi i aparat...
Za wyspą otwierają się kolejne zatoczki; szuwary na
środku jeziora, gdzie mewy i rybitwy tworzą rozgadaną kolonię; następne
podmokłe wyspy; wreszcie rozległa płycizna otoczona ścianą tataraków, turzycy
bagiennej, pałki wąskolistnej, błotnistymi brzegami dźwigającymi kępy arcydzięgiela,
baldachowatych barszczów, krzaki wierzby, łozy, drobne olchy… W świetle słońca
mielizna o jasnym dnie ożywa bezgłośnym ruchem. Nadpływający kajak płoszy ryby,
które uciekając wzniecają chmury mułu. Dzisiaj jednak woda nie była
przejrzysta. Zakwitła. Całą toń wypełniły glony, rozmazując szczegóły.
 |
Gdy obiektyw ostrzy na odbicie w wodzie |
 |
Archipelag Jeziora Łańskiego |
 |
Kolejna wyspa archipelagu |
 |
Perkozy z młodymi |
 |
Północny koniec Jeziora Łańskiego |
Pływało się genialnie. Osiągnąłem północną zatokę
Jeziora Łańskiego w niecałe trzy godziny, robiąc setki zdjęć. Zatrzymałem się
na skraju kępy oczeretów. Próbowałem uwiecznić ważki, które nękały swoim
natrętnym widokiem od Lalki, zawisając w powietrzu na ułamek sekundy. Każdy
jednak mój ruch aparatem pobudzał owady do ucieczki.
 |
Jedyna jako tako foto-upolowana |
W końcu wycelowałem
obiektyw w wybrane miejsce i cierpliwie czekałem. Od kilku lat nigdzie się nie
śpieszę. Mogłem poczekać parę minut w bezruchu… Lecz ważki nie dały się nabrać.
Pozowały wszędzie, tylko nie tam, gdzie chciałem…
 |
Emploi ważki
|
Udało mi się tak naprawdę,
gdy zrezygnowany odpoczywałem na Łynie przed ostatnim odcinkiem szlaku do
Kurek. Ważka przysiadła na jakimś liściu trawy w plamie światła…
 |
Północna zatoka Jeziora Łańskiego |
 |
Przez archipelag w drodze powrotnej |
 |
Stodółka - może kiedyś ta wyspa była użytkiem rolnym. Pięć hektarów nie do pogardzenia. |
Słońce pięknie grillowało. Czułem się w swoim
żywiole. Kajak. Wiosło w dłoni. Aparat na szyi. Rytm. Błogie ciepło. Krajobraz
umykający do tyłu. Błotniaki nad głową. Perkozy, łabędzie, kaczki przede mną...Trzciniaki
i rokitniczki pobudzające swoimi przenikliwymi trelami krew w żyłach… Chrapliwe
kraknięcia czapli podrywających się do lotu z czatowni w szuwarach… Mewy i
rybitwy broniące trzcinowiska, chociaż nie zamierzałem wpływać w tę czerwcową
mierzwę, gdzie pełno gniazd i harmidru…
W drodze powrotnej zajrzałem do zatoki naprzeciwko
Łańska. Próbowałem obiektywem chwycić błotniaka. Z całej mitręgi została mi
jego sylwetka na tle olchowego listowia. Dalej nie wpływałem. Wędkarze…
 |
Cyranka |
 |
Krzyżówki i gągoły na wspólnej żerdzi |
Obróciwszy się na południe, przepłynąłem obok
największej wyspy łańskiego archipelagu, przemknąłem przez dolinę, której
zwieńczeniem przesmyk. Mijając ostatni cypel, dostrzegłem kormorana na
wysuszonym konarze. Patrzył w stronę słońca. Dał się podejść. Kajak płynął siłą
inercji, utrzymując kierunek… Ptak zdawał się zaskoczony, gdy sięgnąłem po
wiosło…
Ruszyłem w kierunku Lasu Warmińskiego, który między
Cyranką a Lalką pochyla się nad jeziorem z wyniosłej skarpy. Deniwelacja w tym
miejscu sięga pięćdziesięciu metrów. Skarpę wieńczy półka z lokalną drogą, za
którą wznosi się kolejna skarpa, a za nią rozciąga teren rezerwatu. Cyranka
przeszła metamorfozę. Prostym i pozbawionym wyrazu budynkom dawnego rządowego
ośrodka nadano inny styl. Nawiązujący do urody samego jeziora i jego
puszczańskiego otoczenia. Co tu się rozwodzić nad tematem. Zdjęcia lepsze
tysiąca słów.
A potem zanurzyłem się w cień Lasu Warmińskiego.
Odnalazłem skandynawskie klimaty. Potężne drzewa nad wodą, głazy narzutowe u
ich stóp, pasma trzcin i sitowia odsunięte od brzegu tak, że można płynąć między
nimi a brzegiem pod gałęziami nad czystym piaskiem dna jak po rzece…
Gapiłem
się na mocarne dęby (anzanai), lipy (lipas), które obsypały się chmurą
kwiecia i rozesłały upojne zapachy, sosny (pjāusis) pochylone nad wodą i
rosnące na stromościach stoków, olchy (alisknai)
ściskające krawędź osuwającego się stoku, jesiony(wāsjai) i wiązy (skīrptai)… W
czasach pruskich mogące być obiektami kultu… Monumentalne. Pomnikowe…
 |
Między Cyranką a Lalką |
 |
Królewska sosna Lasu Warmińskiego |
 |
Zamyślona sosna i czarcia miotła nad nią |
Płynąc pod ścianą Lasu Warmińskiego, zaczynasz
rozumieć, dlaczego Jezioro Łańskie tak przyciągało prehistorycznych myśliwych a
potem rolników. W tym jeziorze skrywa się magia. Przez tysiąclecia na różne
sposoby personifikowana przez nomadów różnych kultur z epoki kamiennej, brązu,
żelaza, w czasach rzymskich podbojów, w okresie trwania ponad tysiącletniej
kultury Prusów…
 |
Za Lalką |
Za Lalką poczułem na plecach dotknięcie zefira.
Jezioro pokryło się zmarszczkami. Mimo gorąca, czułem komfort. Płynąłem
środkiem akwenu. Klarowne powietrze wyostrzyło perspektywę. Kajak śmigał po
wodzie. Do Dzierzgun czas zleciał szybciej, niż paragrafy przewidywały. Kiedy
nadeszła pora odpoczynku, za cyplem półwyspu, gdzie onegdaj stały budynki
siedliska, wiatr łagodnie popychał kajak we właściwym kierunku.
 |
Beztroska |
 |
Bielik nad sosnami Lasu Warmińskiego |
 |
Bielik |
Leżąc na wznak,
próbowałem fotografować owady i ptaki w locie. Trafił mi się bielik, który
przelatywał na zachodni brzeg z dzierzguńskiego matecznika, skrywającego dolinę
ze strumieniem napędzającym nieistniejący już młyn. Pogoda marzenie. Dzięki
niej przestrzeń zmieniła się w metaforę. Niebo nad głową i w wodzie. Bez
punktów odniesienia z wyjątkiem kreski dalekich brzegów.
 |
Przestrzeń |
Minąwszy zatoki, nad którymi odkryto ślady
prehistorycznego osadnictwa (w granicach Ząbia), wpłynąłem do południowej
zatoki, której lejkowaty kształt wieńczy ujście Łyny. Jeszcze tylko walka z
odczuwalnym nurtem; fotografowanie urokliwej toni rozjarzonej słonecznym
światłem; chwytanie ważek i dzikich kaczek nad wodą; fotografowanie Ząbia i
Kurek przez zarośla; przedzieranie się przez zasieki trzciny, która wybujała
wcześniej niż zwykle, i zatory ściętych roślin tarasujących nurt; pokonywanie
zakrętów w bezwietrznych zakątkach rozgrzanych do białości, pełnych szelestów,
ptasich popisów, pluskania ryb i nurkujących perkozów… I oto widzę pomost,
za nim łąkę, na którą wpłynąłem z rozpędu…
przepiękne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńStaram się ;-).
UsuńWspaniała przyroda.
OdpowiedzUsuńPięknen zdjęcia.
Pływałem na kajaku-składaku neptun. Jak była możliwość to stawiałem maszt i żagle. A także wystawiałem dwa boczne miecze.
Mnóstwo super zdjęć, miejsce w sam raz na spokojne wędkowanie, albo i na kajaczek:)
OdpowiedzUsuńhttps://migostalboats.com
Aż chce się wyjść z domu i w spokoju wybrać na takie pływanie. Ja tak mogę cały dzień spędzać;) Preferuje jednak kajak 2 osobowy, razem z małżonką najczęściej robimy sobie latem wyprawy nad jezioro. Polecam każdemu takie odprężenie.
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisany artykuł. Jestem pod wrażeniem.
OdpowiedzUsuń