Zastanawialiśmy się nad pierwszym spacerem po
okolicy po przyjeździe do Przykopu. Padło na Ustrych nieopodal mini-elektrowni
na Łynie. Poszliśmy najpierw z nurtem rzeki. Ścieżka jeszcze nie zarosła. Można
było przejść za pierwsze powalone drzewa, by zajrzeć w kąty, które zwykłem
oglądać z góry. Dalej jednak było jak zwykle. Osuwające się stoki ściągnęły ku
wodzie i helokrenowym wysiękom świerki, graby, dęby, klony, tworząc z nich
zasieki nie do przejścia. Z jednej strony niestabilne zbocza, z drugiej rwąca
rzeka, a przede mną nasączony wodą grunt, nie wiadomo jak grząski. I te kłody
nad głową, pod nogami, z boku… Zawróciłem.
 |
Helokrenowe źródlisko jeszcze nie zarosło |
 |
Łyna |
Po drugiej stronie mostka komfortowa ścieżka
wzdłuż jeziora. Jakiś gość próbował kąpieli w zatoczce. Brodził po piaszczystym
dnie po kolana w wodzie. Długo się zastanawiał – buchnąć, nie buchnąć. Nie
buchnął. Wycofał się. Kwietniowe słońce jeszcze nie nagrzało Ustrycha. Idąc
obok cmentarzyska starych dębów i grabów, fotografowałem jezioro w dole. Po
drugiej stronie pływała para łabędzi. Trzymała się brzegu i sąsiedztwa konarów
wynurzonych z toni. Ptaki adorowały się wzajemnie, czyszcząc i namaszczając
sobie pióra, podając zieleninę z dna, dotykając dziobami, głowami, oplatając
szyjami... Ciekawe kiedy założą gniazdo?...




Szliśmy na polanę. Obok dębów, które umarły
wiele lat wcześniej. Ich szczątki poddawały się upływowi czasu, tworząc
zajmujące konstrukcje. W wykrotach i rozpadających się pniach wyrosły ogródki. Wystające
z wody konary i gałęzie układały się w plątaninę groteskowych obrazów. Między
nimi na płyciznach mościły się kępy turzycy i sitowia. Oglądane z brzegu i z
kajaka są jednako zajmujące. Tworzą niepowtarzalny entourage Ustrycha.
 |
Ogródek |
W końcu sama polana. Na półwyspie. Z miejscem
na plażowanie z zakazem kąpieli – rezerwat przyrody. Zawsze zaglądam na sam
cypel. Olchy tworzą tutaj przyciągający uwagę rozgardiasz. Pochylają się do
drugiego brzegu za cieśniną, która by zniknęła, gdyby rozebrać tamę na końcu
jeziora.
 |
Kwantowa niestabilność Miki |
 |
Ustrych |
 |
Żuraw |
 |
Śmieszka |
Pod osłoną gałęzi obsypanych pąkami liści śledziliśmy żurawie, które
przyleciały od słońca. Zakreślały pętle nad zatoką i łabędziami, szukając
miejsca do odpoczynku. Ich krzyk zagłuszał wiosenne śpiewanie. To było coś.
Nawet klucz spóźnionych gęsi nad lasem, który umknął z kadru, nie wywołał
takiego poruszenia. Kiedy ptaki zniknęły, zacząłem przyglądać się kaczeńcom.
Jest fajnie. Żeby jeszcze porządnie popadało.
Susza się pogłębia.
Wspaniała przyroda. Żółty kwiatek, ptaki i korzenie drzew.
OdpowiedzUsuńTeren dawnego ośrodka rządowego obejmował piękne tereny.
Dziękuję, Piotrze, za wspaniałe doznania
Dzięki. Pozdrawiam.
Usuń