 |
Klasyka Marózki |
Ostatni spacer kajakiem po Marózce był we wrześniu.
W porze zamglonego słońca. Rozproszone światło i tak wywoływało kontrasty,
którym aparat bez manualnej pomocy nie daje rady. Lecz jak tu wspomagać
automatykę, gdy rzeka kręci kajakiem jak chce, a ty, człowieku, musisz trzymać
wiosło, by nie wypaść do wody. Cóż.
 |
Obuwie olch |
Spacer zapowiadał się jak zwykle ciekawy. Z
jeziorka Pawlik wpłynęliśmy na rzekę w towarzystwie sąsiadek, dwóch dzielnych
dziewczyn zaprawionych na szlakach PTTK, minąwszy białe czaple przesiadujące na
olchowych gałęziach. To były chyba ich ostatnie chwile nad Marózką przed
jesiennymi odlotami.
 |
Łąka |
Zaraz ogarnął nas cień drzew pochylonych nad wodą. Nurt
chwycił w objęcia i powiódł pod mostek przenoszący drogę ze Swaderek do
Orzechowa. Aparaty grzały się w dłoniach jak zwykle. Od samego początku jest
bowiem co fotografować, chociaż po tegorocznych wezbraniach i deszczach widać
było zmiany. Moja ulubiona jama w
kredzie pod brzegiem za mostkiem, kryjówka ryb, zapadła się, wyrywając
kilka metrów darni pobliskiej łące. Zaraz potem wpadliśmy w zakręt w
przewężeniu między korzeniami potężnych olch.
 |
Pod drzewami |
Nieco dalej czekała niespodzianka. Kolejny zator,
którego jeszcze latem nie było. Potężne drzewo przegrodziło nurt w miejscu,
gdzie woda podmyła brzegi, tworząc z nich wysokie progi. Sąsiadki wysiadły
sprawnie z kajaka i przeciągnęły go górą po błotnistej ścieżce. Dopiero teraz
doceniłem ich PTTK-owskie doświadczenie.
 |
Co to za stwór? |
Natomiast ja, z natury leniwy, wolałem
rozebrać się do rosołu i, oszczędzając siły, wejść do wartkiej wody (sięgała
pasa), by przesunąć kajak po pniu na drugą stronę. Małgosia oczywiście poszła
tropem koleżanek. Cała przyjemność spadła na mnie. No ale skoro się pływa po
wodzie, a tam, gdzie się nie da, w wodzie, musi być mokro – myślałem podczas
przepychania kajaka na drugą stronę, trawestując znane stwierdzenie o zimnej
zimie z Alternatywy 4.
 |
Wszystko przyciąga uwagę |
Dziewczyny, które już przebrnęły ze swoim kajakiem
(skąd w nich tyle siły i determinacji), utknęły po chwili na kolejnej
przeszkodzie, dwóch pniach przegradzających światło nurtu. Tym razem przeprowadziły
kajak po wierzchu. Było łatwiej. Spłynąwszy tam powtórzyłem ich manewr. Bez
konieczności wchodzenia do wody. Tutaj się dało.
 |
Dżungla |
Dalej było jak zwykle. Kapryśnie płynący kajak.
Pośpieszne fotografowanie między kolejnymi uderzeniami wiosła. Kaskada wrażeń
wokół. Bliskie i dalekie widoki. Coraz bardziej strome brzegi. Coraz
ciaśniejszy wąwóz przełomu. Falujące w wartkiej wodzie makroglony, podobne
trawom, i wodorosty. Tam, gdzie nurt się wzmaga, wodorostów nie ma. Są tylko
przepłukane kamienie pokryte krasnorostami (Hildenbrandia rivularis), którym Prusowie przypisywali magiczne
właściwości. Pod drzewami natomiast wyrzeźbione w dnie doły i pofalowane
piaskowe wydmy. Tam, gdzie płytko, kajak szura po kamienistym dnie. Czujesz
wówczas, jakbyś jechał brukowaną drogą, a nie spływał. To przy niskiej wodzie.
Przy wysokiej takich wrażeń nie ma.
 |
PTTK rządzi |
Wokół
brzegi niczym dżungla. Wszystko zarośnięte, zmierzwione, przykuwające uwagę.
Pod korzeniami drzew broniących się przed upadkiem pełno ciemnych przestrzeni.
Kryjówek dla zwierząt przeszukujących skraj wody. We wrześniu jednak nie ma już
takiego ruchu jak wiosną. Większość ptaków opuszcza marózkowe rewiry. Z
klejnotów pozostają jedynie zimorodki. Których nazwę wywodzi się nie od
narodzin zimą, a od narodzin w ziemi, w której budują swoje gniazda-norki.
 |
W przełomie |
Dzisiaj
znowu miałem okazję fotografować odnowioną norkę zimorodka w ich ulubionym
miejscu pod korzeniami niebotycznego świerku nad ostrym zakrętem Marózki. To
jeden z najbardziej niedostępnych zakamarków rzeki…
 |
Gniazdo zimorodka |
Cóż. Zamiast
opisu dalszego spaceru – kalejdoskop pożegnalnych zdjęć ze szlaku.
 |
Jezioro Święte |
 |
Jezioro Święte |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz