niedziela, 16 października 2016

Jełguń we wrześniu

Lepiej gaworzy od jeleni

Nad jezioro Jełguń jeździmy zwykle przez Nowy Przykop i obok altmajerówki. Na obrzeżach wyschniętego rozlewiska, jeszcze dwa lata temu pełnego białych grzybieni (czy przetrwają w przesuszonym mule do powrotu wielkiej wody?), przywitała nas egzotyczna krowa. 

Czy te oczy mogą kłamać?

Ma tutaj chyba dożywocie. Zwykle donośnie ryczy. Jakby chciała pogadać. Dzisiaj była wyjątkowo cicha. Może dlatego, że byliśmy blisko. Nie było powodu, by podnosić głos. Dała się fotografować w różnych pozach, oganiając się od namolnych much, które obsiadły ją od ogona po oczy.

Szeptucha

Lato dobiegło końca. Nawłoć przywiędła. Drzewa przywdziały jesienne szaty. Z koron urywały się barwne liście i płynnie opadały na ziemię, ścieląc się szeleszczącym dywanem. Słońce grzało ziemię, wydobywając zapachy jesieni.

Dojeżdżając do Jełgunia

Przemknąwszy skrótami i skrajem Lasu Warmińskiego dojechaliśmy na polanę w nieistniejącym już Jełguniu. Łąki – które wyłaniają się spoza starych sosen, grabów, dębów, gdy zjeżdżamy drogą, gdzie koła rowerowe grzęzną w piasku wymywanym ze skarp przez deszcze – były dzisiaj puste. Rykowisko zamarło.

Jełguń

Moje ulubione miejsce odkrywało swoje wnętrze. Często fotografowane przez panoramistów z Olsztyna było dzisiaj zalane słońcem. Panoramio niestety zniknie z Internetu wycofane przez obecnego właściciela, któremu nie w smak społeczna grupa pracująca nad stroną od ponad 10 lat. Integracja przyjaznych ludzi, dzięki Panoramio zawierającym ciekawe znajomości a niekiedy i przyjaźnie, jest dzisiaj mniej warta niż wszędobylska bezrefleksyjna klikalność.

Jełguńska lipa

Zanurzyliśmy się w mateczniku pomnikowych lip okrywających cieniem krętą asfaltową ścieżkę wiejskiej alei, w zakątku czarnych, zielonych i zielono-siwych dzięciołów, w miejscu nawiedzanym przez wilki i stado dzików prowadzone przez lochę penetrującą o świcie podmokły brzeg Jełgunia z regularnością przedwojennych pociągów Königlich Preußische Eisenbahn-Verwaltung.

Jodły

Z zakrzaczonego miejsca, skrywającego fundamenty nieistniejącego już dużego domostwa, fotografowałem kępę jodłowych ostańców zaświadczających minioną świetność enklawy. Zalesione wierzchołki wzgórz skrywają pochówki pierwszych mieszkańców, którzy nawiedzili zakątek po ustąpieniu lodowców i w epokach poprzedzających nastanie starożytnych europejskich imperiów.















Najpiękniejszy kąt w Jełguniu

 W nadjeziornej skarpie wschodniego brzegu, w ciszy wiekowych drzew, leży cmentarz mieszkańców Jełgunia. Nic już praktycznie nie świadczy o tym, że sto lat wcześniej działo się tutaj życie, pracowała huta szkła, cięto las i spławiano pobliską Łyną tratwy do Olsztyna.

Najpiękniejszy kąt w Jełguniu

Fotografując ptaki przelatujące nad jeziorem: rybołowy, kruki, jastrzębie, parę bielików, zanurzaliśmy się w nastroju dzikości i osamotnienia. Ptaków było więcej niż zwykle. Musiały wypatrzeć padlinę. Przestrzeń wypełniła się krzykami, przejmującym wołaniem jastrzębi i czarnych dzięciołów, furkotaniem skrzydeł, piórami spadającymi niczym liście z drzew po każdej sprzeczce nad koronami drzew…

Jełguń

Jełguń

Po zapadnięciu ciszy  pojechaliśmy wzdłuż zachodniego brzegu jeziora. Droga biegnie najpierw między łanami pokrzyw, z dala od podmokłego brzegu rozlewiska, potem przybliża się do wody i podąża pod skarpami dźwigającymi pomnikowe sosny, dęby, klony, świerki przemieszane z osikami odwiedzanymi przez bobry dla poszukiwanego przez nie łyka i świeżych gałęzi, z grabami o surrealistycznie poskręcanych pniach…

Gdzie woda czysta a myśli klarowne

Żywiołki Jełgunia

Pierwszy punkt widokowy otwiera się na końcu cypla ograniczającego zatoczkę. Widać stąd zarośniętą olchowym łęgiem groblę oddzielającą Jełguń od jeziorka Oczko. Groblę rozcina niewielki strumyk. 

Toń Jełgunia

Linia wschodniego brzegu łamie się, otwierając zatoczki: pierwszą sąsiadującą z zapomnianym jełguńskim cmentarzykiem, drugą o płytkiej toni ograniczoną przez skarpę i między-jeziorną groblę. Jezioro otaczają zewsząd ściany starego lasu, dając schronienie łabędziom, traczom, dzikim kaczkom…

Fraktale brzegu


Jełguńka paproć

Przejechawszy nieco dalej i rzuciwszy okiem we wnętrza lasu i nadjeziornych stoków postrzępionych chaotycznymi zagłębieniami, krótkimi wąwozami, pagórkami, wypatrzysz nagle potężne kolumny… daglezji. Jedne rosną tuż obok, inne ukryły się w sąsiedztwie masztowych sosen, pomnikowych świerków, dębów unoszących korony z mocarnych konarów…

Ostańce

Przejeżdżałem tędy wiele razy zapatrzony w mijany Jełguń; nigdy przedtem jednak nie zdarzyło mi się spojrzeć na zaścielone  listowiem zbocza nadjeziornej skarpy. Może dlatego, że wcześniej nie płoszyłem jeleni albo dzików przeszukujących grubą ściółkę. 










Daglezje

Dzisiaj uwagę przykuł wielobarwny dywan rozświetlony wrześniowym słońcem, którego promienie przebijały rzednące ściany listowia… i kolumny drzew o charakterystycznej korze wyrastające z owego dywanu…


























Wielka stopa

Daglezje okazały się nadzwyczaj urodziwe. Jedna z nich jest potężniejsza od największego z okazów nieopodal nadleśnictwa w Nowych Ramukach.

Daglezje w słońcu i cieniu

Daglezja olbrzymia - z powodu wymiarów

Tutaj naprawdę czuć historię. Ów fragment puszczy to skutek programu realizowanego siłami Pruskich Stacji Badawczych. Po likwidacji Jełgunia posadzono w tej okolicy wiele brzóz cukrowych, czerwonych dębów, żywotników olbrzymich, orzeszników, daglezji, cyprysów Lawsona, jodeł górskich, wejmutek… 






















Daglezje

Daglezja i dąb

Droga odbiega od północnego końca Jełgunia i wiedzie między kolumnami pomnikowych drzew dnem wąwozu wypełnionego babrzyskami dzików i jeleni. 




























Stara osika

Przestrzeń pod drzewami spowija głęboki, wilgotny cień. Słońce z trudem przenika ściany igliwia i listowia lasu porastającego zbocza nad szlakiem. Po kilkuset metrach droga dochodzi do strumienia wypływającego z Jełgunia. Po długotrwałej suszy strumień ledwo ciekł po piaszczystym dnie pokrytym liśćmi i kamykami skrywanym przez mierzwę wodolubnych chaszczy.




















Zdjęcie zrobione cyfrowym Kodaczkiem


Polana w sąsiedztwie Łyny

Niebawem otworzyła się wykoszona polana. Jej środkiem biegnie rów melioracyjny o brzegach zarastających pędami młodej olszyny – przedłużenie dzikiego strumienia.
 
Uroczysko nad strumieniem


Ostrożnie wyglądaliśmy z lasu, próbując wypatrzeć zwierzęta. Za rowem przechadzał się lis. Korzystał z odsłoniętego gruntu. Zebrana trawa odsłoniła wejścia do norek gryzoni. 

Chodzi sobie, chodzi...

Lis chyba był jednak najedzony i rozleniwiony południowym słońcem. Przechadzał się po polanie. Wypatrywał łatwej zdobyczy. Przysiadał na chwilę i drapał futro pod szyją... Sesja trwała i trwała. Staliśmy w cieniu na skraju  polany, ukrywając się za mierzwą pokrzyw. W końcu lis zaczął odchodzić z biegiem strumienia ku nieodległej Łynie.

Jełguń w drodze powrotnej

Nad Jełguń i z Jełgunia

Jesienią chwytamy każdą słoneczną chwilę, ciesząc się że jeszcze trwa. Powrót przez nasłoneczniony las wokół Jełgunia i za nim, przez fotografowane wcześniej znajome zakątki też obdarzał fajnymi wrażeniami, póki od północy nie nadbiegły chmury, rozwieszając welony deszczu. Wpadliśmy do domu przemoczeni.

4 komentarze:

  1. ta mućka (podobnie jak okolice Jełgunia) to moja stara dobra znajoma, jakkolwiek to brzmi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. -KROWA
    -Tak jest, panie Redliński, patrzę i widzę, KROWA.
    - Wejdźmy w położenie KRÓW, panie Matoszko.
    - Ale pod jakim kątem, panie Redliński
    - Popatrzmy oto. Pastwisko. Na nim KROWA. Przerzucamy kartę: KROWA. Przerzucamy nastepną: Krowy. Same KROWY
    - Niech pan uprzejmie zauważy, że o, tu, na poboczu, także koń występuje.
    - Słucham nie bez szacunku, panie Redliński.
    -Czy koń- to mąż KROWY?
    - Wykluczone!
    -Więc?
    -Ach, panu się rozchodzi, że KROWY zyja w stanie samotnym?
    -Tak.
    - Jako: niezamężne?
    - Zgadł pan.
    - Aha... i że ich dzieci rodza się: nieslubne?
    - W dawnych czasach, kiedy pasłem te niezamężne matki i te nieślubne półsieroty, pamiętam, bardzo mnie to wtedy smuciło. Współczułem im- jak sobie.
    - Panie Redliński! mógłby pan być, moim bratem! Wie pan dlaczego? Kiedy patrzę na zwierzęta, też nieraz serce mi się obrywa. Nieraz myślałem: cóż by było, gdybym sie urodził między baranami? Albo: trzodą rzeźną? Jezu! Wejdźmy przykładowo, panie REdliński, w położenie takiej gęsi? Albo:myszy? Czy: zająca?....

    ....

    tak mi się przypomniał fragment rozmów pana Matoszko i pana Redlińskiego z "Wołkowa"....

    potem zobaczyłam jezioro, las i jelenie.....

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm. Dziwnie się plecie ta opowieść...

      Usuń